czwartek, 3 lipca 2014

Krzyczysz na Dziecko? - najcięższy tydzień w każdym miesiącu.

Żyjemy w czasach gdzie nie wolno stosować najmniejszych przejawów przemocy:
słownej, fizycznej, psychicznej... i każdej innej.
Nie wolno.
Klaps to przemoc i odzieranie Dziecka ze wszystkiego co składa się na poczucie własnej wartości.
Krzyczeć też nie wolno.
Żaden uniesiony ton głosu, Broń Boże!
Chcesz wyjść na niezrównoważoną matkę furiatkę?
W takim razie nią jestem.
Bo krzyczę na moje Dziecko.



Jest kilka takich dni w miesiącu gdzie najchętniej zatłukłabym samą siebie siekierą. Przysięgam nie jestem w stanie wytrzymać sama ze sobą. A co mogą powiedzieć najbliżsi? Mąż utopiłby mnie w łyżce wody! Kto na tym cierpi najbardziej? Moja Córka. 

W tych dniach wkurwia mnie wszystko. Byle drobiazg wyprowadza mnie z równowagi. Przy piosence w radiu lub reklamie w TV ryczę. Nie mam za grosz cierpliwości. Rozdrażniona i wkurwiona. Do dupy jestem. Żadne zaciskanie zębów nie działa. Jedyne na co mam chęć to się trzasnąć po łbie tą siekierą. Bo schować się w ziemiance nie mogę. Nie mogę, bo nie jestem sama. Mam Córkę i ona mnie bardzo potrzebuje.

ADHD, DDA. Bieganie, rower, ćwiczenia... Zdrowa dieta, zdrowy tryb życia... Trele morele, chuje muje dzikie węże. Mimo to napięcie przedmiesiączkowe jak było tak jest. Oczywiście jest lepiej. Wszystkie zmiany jakie wprowadziłam, poprawiły jakość życia moją i moich bliskich... Ale co z tego? Co z tego jeśli mając PMS mogłabym mordować z uśmiechem na twarzy?

Nadchodzi taki hormonalny pieprznik w moim organizmie, że trzęsę się od rana do wieczora. Rozdrażnienie to jedno ale ta trzęsiawa jest koszmarna. 

No i krzyczę. Drę mordę vel wypowiadam się unoszonym tonem głosu. Do męża i do Dziecka głównie. Dzwonię do męża w dzień z płaczem, żeby pomógł zorganizować opiekę nad Leną w dniu następnym, bo nie chce się na niej wyładowywać! Nie chcę krzyczeć, być rozdrażnioną posraną matką, która ma kumulację DOŚĆ wszystkiego z Dzieckiem na czele. Nie chcę Jej odtrącać tylko dlatego, że jest ze mną a ja marzę by wszyscy schodzili mi z drogi! Chcę być kochająca taka jak w I fazie cyklu! 
Ale się nie da żadnej ciotce opchnąć Dziecka. I biedna Lena jest skazana na matkę z turbo PMS-em rozdrażnioną do wszelkich granic.

Doskonale zdaję sobie sprawę jak bardzo robię źle. Odliczam dni i godziny, wyczekuję bóli w krzyżu i brzuchu, cholernych skurczy i tej ulgi jaka pojawia się zaraz po tym jak leżę i zdycham w tych bólach.

Robię wszystko żeby było lepiej. Ale ręce mi opadają. Nie jestem w stanie opanować się do końca. Nie ustabilizuję sobie hormonów i endometriozy. Moja desperacja sięga zenitu, zastanawiam się nad tabsami antykoncepcyjnymi tylko po to, żeby dać żyć mojemu Dziecku. Bo chłop to chłop, on ze mną nie przebywa cały dzień...

Krzyczę na Dziecko. Czuję się z tym potwornie. Cały czas walczę ze sobą i jestem wyczerpana i wściekła. Tak bardzo chciałabym żeby było dobrze. Czerpię całą sobą spokój który jest u nas znacznie częściej niż dawniej. A zaraz znowu coś mnie zirytuje i podniosę głos...

Zawsze płacę za to wysoką cenę. Bóle jakie mi towarzyszą wraz z początkiem nowego cyklu bywają potworne. Bywają, bo staram się łykać ketonal zanim ból rozkręci się na maksa. Czasem chwyta w nocy jak śpię i zanim zorientuję się w czasie snu co się święci na tabletkę jest za późno... i wtedy bardzo cierpię przez kilka godzin. Dlaczego ketonal? Bo to jedyny lek przeciwbólowy, który stawia mnie do pionu na 8h. Ibuprofenu brałam 5-6 w ciągu doby. 
 
Od wielu lat uważam, że to jest najbardziej niesprawiedliwa część mojej egzystencji. Tydzień, w którym staje się kimś kim nie chcę być. 

Przez większość swojego życia nasłuchałam się "mądrych rad", że jak zajdę w ciążę i urodzę to przejdzie. Chuj! Nie przeszło. 

Teraz moje Dziecko cierpi, a ja jestem bezsilna. Staram się, walczę ale już mi niedobrze od tego wszystkiego. Mijają kolejne dni, tygodnie i miesiące. Nadchodzi TEN tydzień i znowu zaczynam się ciskać... Jasne nie krzyczę tyle ile kiedyś tam. Ale krzyczę dalej. I co? Opieka społeczna przyjdzie i mnie zamknie? Bo mam PMS i krzyczę bez większego powodu na Dziecko?

Możecie mnie zlinczować, wcale mnie to nie ruszy i w niczym nie pomoże.



 PODPIS

12 komentarzy:

  1. A może masz Hashimoto? Potrafi dawać takie objawy. No i pogadaj z neurologiem o Pramolanie. Świetnie wycisza właśnie przy takich akcjach. Jeśli nigdy nie brałaś, warto spróbować. Poczujesz się lepiej.
    Bo takim krzykiem robisz swojej córce krzywdę. Ale to już doskonale wiesz. Zawalcz o to, żeby to zminimalizować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu nie poczujesz się lepiej, to lek stosowany w nerwicy lękowej i możesz po nim poczuć się gorzej, ja po nim przestałam spać.

      Usuń
    2. Nie mam nerwicy ani tym bardziej lękowej. Jestem pod stała opieką 2 psychologów w razie większego problemu mogę iść do psychiatry. Z resztą mam lek na silne wkurwienie. Ale PMS nie ma związku z ośrodkowym układem nerwowym a na to właśnie działa lek, tylko hormony są pochrzanione. Sięganie po leki uspokajające jest bez sensu.

      Usuń
  2. Ja jestem nerwus i tez krzycze ale bez tego się chyba nie da .
    No chyba ze ktoś jest oaza spokoju i tlumaczy dziecku godzinę ze tak nie wolno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się być oazą spokoju. Mnie też udaje sie tłumaczyć bez krzyku i więcej niż godzinę. Pod warunkiem że nie jestem przed okresem. Wtedy nie jestem w stanie osiągnąć taki poziom spokoju i wyciszenia.

      Usuń
  3. Nie mogę miec Hashimoto. Jestem po operacji usunięto mi 3/4 tarczycy. Wszystko mam w normie. Objawy o których napisałam utrzymują się tydzień przed okresem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam ten ból bo ja też krzykacz jestem. Czasami puszczają mi nerwy i nie mogę wytrzymać a przez to cierpi mój Oski. Przez pewną sytuację skrzywdziłam go ( niech nikt nie myśli, że go biłam) i teraz boi się zostawać sam nawet jak idę do łazienki to zaraz mnie szuka. Źle mi z tym, rozmawiam z nim i tłumaczę ale ciężko bo on ma cały czas w pamięci tamta chorą sytuację....

    OdpowiedzUsuń
  5. przebadaj sobie poziom progesteronu przed okresem - wtedy zobaczymy

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to dobrze że ja nie mam pojęcia co to PMS bo i tak z reguły nerwowa jestem a jeśli miałyby dojść do tego jeszcze hormony to byłby istny armagiedon :) Współczuje ... oj współczuję

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie linczuję- współczuję. Tobie, Twojemu mężowi a przede wszystkim Lence... Moja matka przechodziła chyba też takie PMS a gdy później doszedł jeszcze mój i to w tym samym czasie.........................!!!!szok szok szok!!
    Ale z tego co piszesz to zawsze szukasz rozwiązań i teraz też napewno tak postąpisz tj tak jak czytam zbadasz poziom progesteronu... Oby pomogło...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń