poniedziałek, 14 lipca 2014

Nie Pani "Mundra".

Ahhh gdybym ja rok czy 2 lata temu wiedziała to co dziś...
Moje macierzyństwo byłoby piękniejsze.
Ale nie wiedziałam, czasu też nie cofnę.
I obiecałam sobie, że żadnych haseł pt: 
"Jesteś wściekła? Masz dość? Zrób to i to i to"
wygłaszać nie będę.



Nie lubię jak ktoś mnie poucza. Wkurza mnie mentorski ton, wygłaszane hasła i wszelkie zdania oznajmujące typu: "Bo Ty drzesz mordę i to przez Ciebie Dziecko ryczy". 
Nie lubię też współczucia. Na cholerę mi współczucie? Może do tego jeszcze litość a raczej politowanie w stylu: "No biedna jesteś, chciałaś to masz".

Matka potrzebuje przede wszystkim zrozumienia i wsparcia. To tyle. Nic więcej. Bez współczucia, politowania i klepania po plecach. Jakby każdy mnie klepał po plecach ze współczuciem nie wprowadziłabym żadnych zmian w swój styl życia. Dalej twierdziłabym, że jakiekolwiek zmiany są nierealne, niemożliwe i niewykonalne.

Jesteśmy mistrzami wymówek. Potrafimy sypać wymówkami jak z rękawa, mamy ich pertyliard w zanadrzu! Na każde pytanie podajemy gotowy kontrargument: "Nie mam czasu, bo jestem z Dzieckiem".

Nie wiem dlaczego i skąd macierzyństwo wywołuje w nas mnóstwo blokad. Tak jakby nam klapki padały na oczy i w głowie pojawiały się hamulce, nie do ruszenia. 

Moja siostra bez obaw potrafi zapakować ponad rocznego synka w PKS i wytrwać w podróży 3h. Ja nie miałam w sobie tyle odwagi by tak wyruszyć z Lenką. A szkoda! W sobotę spotkałam z koleżankę. Ma 3 synów: 4 i 5 lat oraz niespełna roczny. Mieszkają 15km od miasta a ona sama zapakowała chłopców do auta i przyjechała z nimi po zakupy! Można? Można. 

Jedne matki potrafią iść przed siebie z dzieckiem/dziećmi pod pachą bez oporów. Drugie niekoniecznie. Jak wspominam siebie z przed roku czy 2 lat to jestem wściekła. Chodziłam do psychologa, który sugerował mi bym znalazła jakieś zajęcie dzięki któremu mogłabym się wyładować. Bliscy nie raz wspominali, że jak się wściekam żebym pobiegała dookoła działki. Ale mnie te teksty wkurzały jeszcze bardziej. I z tego wkurzania były tylko niepotrzebne i zmarnowane nerwy. Moje i moich bliskich.

Musiało minąć sporo czasu bym przestawiła trybiki w głowie. Szło opornie ale przełamałam się. Jednocześnie obiecałam sobie, że nie będę wygłaszać haseł typu: "Mi się udało, Ty też możesz". Nie. Na mózg mi nie padło do tego stopnia, by uważać się za najmądrzejszą. Nie wmówię Wam, że jak ja chciałam to Wy też na pewno chcecie ale jeszcze o tym nie wiecie. Mogę natomiast "świecić" własnym przykładem i dzielić się doświadczeniem.
W mojej dotychczasowej karierze macierzyńskiej, przełamuję kolejne wewnętrzne bariery. Z każdą kolejną jestem o krok naprzód. I mam apetyt na więcej... Kto wie co będzie dalej?

Żadna ze mnie Pani "Mundra".







 PODPIS

6 komentarzy:

  1. moim znienawidzonym tekstem jest " ja mialam od ciebie gorzej i nie narzekałam " bla, bla, bla
    czyli zero wsparcia i pretensje, że mogę narzekać/nie ogarniać/mieć z czyms problem

    naprawdę pomocne nie ma co. wkurza mnie powrównywanie do tego co było kiedyś a jest teraz, bo wyczuwam w tym zazdrość, że my możemy nałożyc na tyłek dziecku pampersa a kiedyś to był rarytas.

    i też byłam cykorem wcześniej, podróż sama z dzieckiem ? nigdy w życiu, teraz żałuje bo czego tu się bać? ale jak sama wiesz czasu nie cofnę, więć staram się, żeby teraz było lepiej i spontanicznej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Licytację tego typu, która ma gorzej najbardziej wkurwiają. Jedna Matka ma gorzej druga łatwiej i tyle. Jedna radzi sobie lepiej dla drugiej macierzyństwo to ciężka orka. Tak jest.

      Ja się cieszę, że matką jestem teraz a nie wtedy gdy została nią moja Mama czy babcia. Urodziłam ze znieczuleniem zewnątrz oponowym :D A jak ktoś zazdrości to polecam mu maść "na ból dupy" :D

      My Mamy pampersy ale i więcej stresów, mamy większą nagonkę, nacisk na bycie matką niż nasze babki. Poniekąd uczestniczymy w takim niewidzialnym wyścigu szczurów "kto jest lepszy".

      Usuń
    2. no dokładnie,
      przykre, że często słyszałam to od własnej matki, które do tej pory nie ogarnia, że jak coś można inaczej niż kiedyś....

      olewam to i idę naprzód ale musiałam się tego nauczyć

      Usuń
  2. Godzina u psychologa w ubiegły piątek, najlepiej zainwestowane 70zł. w ostatnim czasie:
    Ja: Proszę Pana, dokonałam autodiagnozy
    P.: (z uśmiechem) Taaaak??
    Ja: Depresja i nerwica
    P: A nie przeładowanie macierzyństwem? ( z uśmiechem)
    Ja: Nieeeeeeeeeeee, załatwimy nerwicę i depresję i w macierzyństwie będzie dobrze
    P. To raczej z macierzyństwem zrobimy porządek i tamten problem zniknie
    Ja: Nieeeeeeeeeeeee
    P. Taaaaaak
    Powiedział: Nie musi być Pani idealną Mamą, tylko Dobrą lub Wystarczająco Dobrą Mamą, Zadba Pani o BHP swojej pracy (podrzuci do sąsiadki, znajdzie czas tylko dla siebie itp. Dzieci płaczą, bo tak mają, Pani dziecko: jest przebrane, nakarmione, przytula się do Pani, uśmiecha się, jest energiczne - więc jest szczęśliwe! Nie bije Pani dziecka, więc nie jest źle, denerwuje się czasem Pani - to normalne, jeśli siedzi się z dzieckiem 24 h/dobę.
    Wróciłam do domu, obserwuję Moje dziecko i stwierdzam, że rzeczywiście jest szczęśliwe!.Psycholog obrócił mi w mózgu o 180 stopni. Wszystkie klepki wróciły na swoje miejsce, na miejsce gdzie były przed porodem. A ja od piątku dziwię się - patrząc na sytuacje w których przed wizytą zareagowałabym inaczej, a teraz inaczej - jaką krzywdę potrafi nam zrobić pokręcona logika. Moje życie jest piękne, moje dziecko jest cudowne, moje macierzyństwo też. Nie wracam do pracy, za dobrze nam jest, po co to psuć :D I mąż szczęśliwszy, bo nie wysłuchuje frustratki przez telefon i nie zadręcza się, że daleko i nie może przylecieć na skrzydłach od razu tylko za 3,5 tyg. :D
    K.B.W.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja co prawda mam dwóch synków, ale jak muszę coś załatwić w urzędzie, w sklepie, u gina, u dentysty - wszędzie dzieci idą ze mną - u lekarza oczywiście siedzą i czekają na korytarzu jak mama jest w gabinecie, ale jakby nie było, nie mam ich gdzie ani u kogo zostawić - więc muszą ze mną wszędzie iść czy pojechać. I chyba dziwnie by mi było, tak bez nich się gdziekolwiek wybrać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam 2 Synów (6 lat i 3 lata) i też w zdecydowanej większości są ze mną (do gina chodzę sama, chyba że po receptę;)Najzabawniejsze jest to że jak gdzieś pokażę się sama to wszyscy od razu pytają co zrobiłam z chłopakami:)zabawne to ale czasem to mnie przeraża ;)nie zmienia to faktu że macierzyństwo dla mnie to ciężka tyra

    OdpowiedzUsuń