poniedziałek, 7 lipca 2014

O obecnej relacji z ojcem.

Śmierć rodzica to nie jest koniec wspólnej relacji.
Jak więc wygląda obecna relacja z moim ojcem?
Jest wspaniała.
Nigdy nie "układało" mi się z ojcem tak dobrze jak teraz.

 
 
Przed śmiercią ojciec śnił mi się bardzo bardzo często. Średnio kilka razy w tygodniu. Te sny były okropne. Ojciec zazwyczaj był pijany i awanturował się...
Wszystko się zmieniło wraz z jego odejściem z tego świata...
Dość dużo z nim rozmawiałam. I rozmawiam cały czas. Zazwyczaj wtedy gdy jeżdżę na rowerze. Czuję, że gdzieś tam się przy mnie czai. Dlaczego na rowerze? Bo ojciec przed śmiercią przemieszczał się rowerem a wcześniej motorowerem. 
Po śmierci śnił mi się kilka razy i w każdym śnie wygląda pięknie, emanuje spokojem i jest uśmiechnięty, młody i ma wąsy :)

Dziś już nie skupiam się na tym co się z nim działo przed śmiercią i jaki prowadził tryb życia. Z resztą mam wrażenie, że i on tego już nie potrzebuje. Ten rozdział został zamknięty. 

Wraca do mnie mnóstwo wspomnień. Mogłabym stwierdzić że odzyskuję dobre wspomnienia z dzieciństwa. Przestałam zastanawiać się nad tym co było złe i dlaczego było tak a nie inaczej. Tutaj ogromna zasługa terapii jaką przeszłam. Wiem już wszystko. Tak jakbym zebrała do kupy całą swoją przeszłość i poukładała w jeden logiczny ciąg: co? jak? dlaczego? po co? Na niemal wszystkie pytania dotyczące: Dlaczego tak musiało być? znam odpowiedzi. Nie zadręcza mnie już nic.

W tej relacji zapanował niesamowity spokój. Wszelkie żale, złość czy poczucie winy uleciało w powietrze. Odczuwam niesamowitą ulgę. Ojcu też jest teraz lżej. Nareszcie nie miota się sam ze sobą, nieudolnie walcząc z nałogiem.

Ojciec mieszkał w pewnym mieszkaniu. O ile przed śmiercią śniło mi się to mieszkanie z gęstą, złą atmosferą i awanturami oraz strachem tak w ubiegłym tygodniu, śniło mi się że było mi tam tak dobrze, że spałam...

Nie boję się, wszelki strach zniknął. Mogę spokojnie chodzić po ulicy chociaż nie raz widzę ojca gdzieś w tłumie...
Nie martwię się o to co z nim się dzieje i jak żyje...
Nie mam poczucia winy, że nie jestem w stanie mu pomóc...
I nie zastanawiam nad tym czy mogłam coś zrobić.

To wszystko się skończyło a teraz jest pięknie... są piękne sny i "wspólna" jazda na rowerze, mnóstwo pięknych wspomnień odżywa na nowo.

Dziękuję Tato :)




 PODPIS

1 komentarz: