czwartek, 10 lipca 2014

O tym jak skończyły się histerie u Leny.

Lena od maleńkości przejawiała zachowania agresywne.
Już jako niespełna roczniak startowała z łapkami w naszą stronę.
Nie, my jej tego nie nauczyliśmy.
To był sposób na radzenie sobie z emocjami i bólami wszelkiej maści...
Przeżyliśmy koszmar...
Nic więc dziwnego, że gdy chodziła do żłobka i dzieci zaczęły ją szturchać odpowiadała im tym samym. Gorzej jak w domu zaczęła urządzać dzikie histerie. Histerie z piekła rodem! Lena dostawała ataku szału, potrafiła wpadać w taki amok, że waliła głową w podłogę bez opamiętania! 

To były bardzo trudne momenty. Dla mnie najtrudniejsze w całym macierzyństwie. Szukałam rozwiązania problemu wszędzie. Szukałam problemów w sobie. Uczyłam siebie uspokajać i Córkę. Robiłam badania czy nie ma pasożytów czy innych niedoborów czy nadmiarów w organizmie. Czytałam wszystko co mi się nawinęło na oczy. Rozmawiałam niemal z każdym. Z kilkoma psychologami, pedagogami. Stawałam na rzęsach żeby pomóc mojemu Dziecku. 

Gdy ja nauczyłam się jak mam postępować w takich chwilach, przyszła kolej na męża. Z czasem Lena przestała histeryzować przy mnie, natomiast zdarzało się gdy mąż był z nami. Wszystko trwało do pewnego dnia...

To był koszmar. To co się działo wtedy to był najgorszy moment dla mnie jako matki i rodzica. Była niedziela. Lena zaczęła histeryzować. Nie pamiętam jaki był powód. Tak na prawdę powody histerii były nieistotne i tak różne, że nie dało się ich przewidzieć. Tylko, że wtedy Lena dostała takiego szału, że waliła głową w podłogę bez opamiętania! Waliła tak mocno, że płytki oddawały z hukiem. Zdarzało jej się walić głową, ale udawało się to przerwać lub sama przestawała! Wtedy jednak nie. Dostała amoku. Nic do niej nie docierało. Byłam tak przerażona, że w końcu ryczałam i trzęsłam się strasznie. Nie mogłam jej wziąć na ręce, bo przelewała się. Nie mogłam jej spętać bo było gorzej. Zrobiłam wtedy coś strasznego. Nie mogłam jej zostawić bo to był ten moment, kiedy Córka robiła sobie krzywdę bez opamiętania. Miałam przed sobą wizję szpitala z rozbitą głową.

Uderzyłam ją w tyłek. 

To było potworne. Uwierzcie mi, że to był jedyny sposób żeby Lena przestała walić głową o płytki w podłodze. Pytacie się czy by przestała? Głowę sobie rozbiła tak, że siniak był przez tydzień. To był moment, kiedy nikt nie mógł się do niej zbliżyć. Nikt nie mógł jej pomóc a ja miałam dosłownie minutę na to żeby ją opamiętać. Myślicie, że mi  było z tym dobrze? Nie działałam pod wpływem emocji ani nie byłam na nią wściekła. Byłam zrozpaczona i załamana. Czułam się jak potwór.

I wiecie co jest najgorsze? Że nikt kurwa nigdzie nie napisał JAK reagować w takich momentach! Nie miałam czasu na to, żeby dzwonić i pytać się CO MAM KURWA ZROBIĆ? 

Nie polecam nikomu tego. Wiem co zrobiłam mojemu Dziecku. Płakałam okrutnie razem z nią. Błagałam o wybaczenie. Ale niech mi ktoś powie: Co zrobilibyście w takim momencie??? Wiecie? Bo ja nie wiedziałam!

Po tym szale Córka usnęła. Mój mąż wszedł do domu. Wziął czerwony mazak i pomalował Jej ogromnego siniaka na głowie tym mazakiem. Lena jak wstała pokazaliśmy jej w lustrze jak ogromną krzywdę sobie zrobiła. Wytłumaczyliśmy, że będziemy musieli jechać do szpitala. Lena była przejęta bardzo. Kazała przykleić sobie plaster i nosiła go przez kilka dni. Pamiętała o tym bardzo. Pamięta do dzisiaj. 

Minęło już kilka tygodni od tego wydarzenia. Do tej pory Lena nie urządziła takiej histerii i nie waliła głową.

Nikt nam nie podpowiedział do tej pory co mamy robić w takich sytuacjach. NIKT. W tamtym momencie byłam zdana na siebie. Z moją wiedzą pedagogiczną jestem absolutnie przeciwna klapsom i wszelkiej przemocy wobec Dzieci! Sama dochodziłam do siebie przez tydzień. Nawet teraz jak o tym piszę, mam łzy w oczach.... Jedyne co w mojej głowie się kołacze na myśl o tym to: "Matka potwór"

Długo zastanawiałam się czy o tym tutaj napisać. Ale wiem, że takie sytuacje spotykają rodziców. Skoro piszę za pośrednictwem bloga o wielu trudnych momentach i sytuacjach to czemu mam o tym nie napisać? Nie piszę o tym po to by polecać bicie dziecka gdy dostaje szału i napierdala głową z całej siły. Ale mazanie mazakiem na czerwono i tłumaczenie o krzywdzie, plastrze itd jak najbardziej. Nikt nam o tym nie powiedział. Sami na to wpadliśmy a w zasadzie mój mąż.
Jestem skłonna przyjąć każde słowo krytyki. 
Mam nadzieję jednak, że nie będziecie kopać leżącego...

Życzę Wam abyście nigdy nie mieli do czynienia z takim zachowaniem u Dziecka.


 PODPIS

9 komentarzy:

  1. Nie wiem czy umiałabym sobie poradzić, gdybym była w Twojej sytuacji. Mam wrażenie, że właśnie ten klaps pozwolił wytrącić ją z tego amoku. I myślę, że lepiej że to klaps, a nie głowa rozbita o kafle i lejąca się krew. Może to źle zabrzmi, ale wydaje mi się, że zrobiłaś to dla jej dobra.
    A najgorsze w tym wszystkim, że właśnie nikt nam, mamom, rodzicom, nie mówi co robić w tej sytuacji. Nie ma jednego skutecznego przepisu, bo każde dziecko i każda mama jest inna.
    Pozdrawiam i nie przejmuj się tak!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam zamiaru Cie krytykowac. Zrobilabym to samo. Uderzyl syna by ratowac w moim mniemaniu jego zycie gdy w apogeum buntu i szalu zawisl na rekach na balustradzie schodow nad klatka schodowa o wlos od smierci. Nie zaluje. Nie jestem.zero jedynkowa

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę że klaps zadany dziecku w takim momencie i w tej konkretnej sytuacji jest jak najbardziej hmm .. jak by to napisać usprawiedliwiony. Kierowałaś się w tamtym momencie dobrem dziecka. I coś takiego jest jak najbardziej zrozumiałe.
    P.S Jak dobrze że moje dziecko nie urządza mi takich histerii bo pewnie bym na zawał zeszła ..

    OdpowiedzUsuń
  4. jak dla mnie jesteś najlepszą Mamą dla Leny. I nie jestem w stanie nic napisać, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji,jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że na tamtą chwilę zaufałaś instynktowi i bardzo dobrze. Bo zadziałało...
    Nasza córka czasem jak była malutka to się zanosiła...noszenie, przytulanie, dmuchanie w buzie nie pomagało.. czasem trzeba było nią wstrząsnąć, właśnie po to aby ja wyrwać z tego amoku, aby złapała oddech. też czuliśmy się z tym strasznie..ale cel był ważniejszy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę Cię skrytykować. Zabieg z plaster - doskonały. Ale klaps... Większą krzywdę wyrządził Twojej psychice i już o tym wiesz. Wiesz też, że nigdy nie dowiesz się, jakie szkody wyrządził Lenie i Tobie to będzie dokuczało.
    Zdarzyło mi się dać klapsa. Pamiętam dokładnie sytuację - ale dokładnie tak, jak u Ciebie - Jana w momencie się uspokoiła (nie był to aż taki atak histerii, to była raczej moja słabość, bo... Nieważne, nie mogę się usprawiedliwiać. Ja się z tym źle czułam, ale... W jakiś sposób do Jany dotarło, że w tym momencie przekroczyła jakąś granicę. Nie udaję przed dzieckiem niewzruszonej skały, bo nią nie jestem. Ona wie, że ludzie mają emocje, że jeśli się ich krzywdzi, to potrafią to odbić. Tak zakładałam, kiedy startowałam z macierzyństwem, na razie wychodzi na to, że udało się. Widzę, jak ona zachowuje się względem innych ludzi i cieszę się, że jest uważna, dba o dobre relacje, umie rozładować nerwy... A może to wcale nie zasługa wychowania, tylko z niej naturalnie taki dobry człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  7. czasami wybiera się mniejsze zło. lepszy klaps na opamiętanie, otrzeźwienie Leny niż rozwalona głowa, pęknięta czaszka, wstrząs mózgu i chuj wie co.
    wierzę jak się czułaś, raz dałam Em klapsa, niedługo po tym jak urodziła się Helena. Emilia urządzała mi dzikie orgie przy usypianiu w ciągu dnia. nie wytrzymałam. był to raz, o raz za dużo, ale był i tego nie zmienię.
    długo ją przepraszałam, płakałam dłużej niż ona, do dziś mnie drapie i mam kaca moralnego na myśl o tej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja płaczę jak na moje dziecko wrzasnę, jak go zamknę na 10 minut w pokoju, żeby ochłonąć, a on w tym czasie płacze rozdzierająco. Uderzyłam go chyba ze dwa razy, nawet nie w pupę, w pieluchę, nie poczuł, nie zorientował się nawet, ale czułam się jak zło chodzące. Ale zauważyłam, że czasem, w ściśle określonych sytuacjach, jak powiem stanowczym głosem: Łukasz, spokój! to się uspokaja, ale to są ściśle określone warunki, bo w innych, bierze do siebie i bardzo przeżywa i lamentuje (co nie jest moim celem). Na Twoim miejscu zrobiłabym to samo - po prostu, a Twojemu mężowi chwała za tę kropkę na czole - banalne, a jak trudne do pomyślenia.
    K.B.W.

    OdpowiedzUsuń
  9. A na marginesie to jest to o czym kiedys pisalam. Stawianie przez ortodoksow znaku rownosci miedzy matkam takimi jak my a tymi, dla dla ktorych bicie to normalna codzienna "metoda wychowawcza".

    OdpowiedzUsuń