czwartek, 14 sierpnia 2014

Nie można mieć wszystkiego...

To będzie wpis na fali emocji i dzisiejszych wydarzeń.
Jestem wściekła, rozżalona ze łzami w oczach.
Dopadł mnie ból istnienia, poczucie niemocy sprawczej i niesprawiedliwości!


Przekonałam się na własnej skórze i zagrałam na nosie co niektórym. Jak wiecie szukam pracy. Jestem wykształcona po kokardki. Oprócz 2 specjalności ze studiów licencjackich i magisterskich posiadam uprawnienia pedagogiczne. To razem 7 lat studiowania. Niestety znalezienie pracy w moich stronach graniczy z cudem i doprowadza na skraj wytrzymałości psychicznej...

Nie nastawiałam się na to, że praca spadnie mi z nieba i dostanę ją od ręki! Miałam świadomość jak może być ciężko ale zderzenie z rzeczywistością boli. Boli jak drzazga w dupie!

Mam wiele spięć z mężem na polu szukania mojej pracy. To jest temat poruszany niemal codziennie. Rzeczywistość w moich okolicach jest prosta jak budowa cepa. Tutaj liczy się polityka i znajomości. Niestety nie jestem Córką prezydenta ani nie mam ciotki/wujka Antka Szwagra żony Ryśka brata Córką - kogokolwiek z wyżyn elitarnych w mieście. Nie mam! A tutaj swoim wykształceniem i dyplomami mogę podetrzeć tyłek - takie jest kurwa podejście! Tutaj usłyszałam, że mam chujowe wykształcenie, że nie ma dla mnie pracy, że etaty są zapchane (a za chwilę słyszę, że ktoś gdzieś coś jednak dostał - po znajomości). Oczywiście rąk do pracy potrzeba ale zatrudnić nie można. Prywatne firmy w dupie mają dyplomy i niezależnie od tytułu oferują 1200zł na rękę wymagając ponad siły!

Kilka razy mąż w spięciach rzucał do mnie tekst, że mogę szukać pracy WSZĘDZIE choćby i w Warszawie! No i pewnego dnia wysłałam CV do pewnej instytucji w Warszawie... I dziś byłam na rozmowie...
Nie jest ze mną źle.
Pierwszy raz SAMA w Stolicy, nie zaginęłam w akcji.
Nawet w metrze się nie zgubiłam ;)

Warto było jechać dla samej rozmowy. To była jedna z najlepszych rozmów o pracę w moim życiu. To nie była rozmowa kwalifikacyjna. To była rozmowa, w której usłyszałam, że chcą mnie zatrudnić... od zaraz. Stanowisko jest świetne! Można się wyżyć naukowo zgodnie z wykształceniem. Dostałam mnóstwo komplementów od 2 kobiet odnośnie mojego wykształcenia i całego wkładu w kształcenie jakie do tej pory włożyłam...  Wszystko ładnie pięknie ALE...

Koszty i czas dojazdów by mnie wykończyły. To jest bariera, którą bardzo ciężko rozwiązać. To się po prostu nie kalkuluje. Połowę wypłaty zeżarły by dojazdy (gdybym dojeżdżała sama od poniedziałku do piątku), do tego czas: autobus PKS 3h, pociąg PKP z przesiadkami 3,5h! Autem - 1,5h ale koszt paliwa - 100zł dziennie... Przeprowadzić się nie mogę... 

I siedzę wściekła, rozżalona na cały świat. Z poczuciem niesprawiedliwości. Pierwszy raz w życiu żałuję, że nie mieszkam w Stolicy, w której bywam rzadko i za którą nie przepadam... Tam znajomości nie mają takiego znaczenia... Mimo wszystko :(
Muszę to przetrawić... z bólem serca...
Wstałam o 6 żeby sobie przygotować sobie zdrowy prowiant na drogę:
w kubku termicznym zioła rdestu ptasiego,
0,5 litra wody mineralnej,
lunchbox - sałata, łyżka ziemniaków, 2 łyżki buraków, pomidor, jajko na twardo, oliwki czarne,
oliwa z oliwek, odrobina majonezu, sól, pieprz





 PODPIS

2 komentarze:

  1. Tak to bywa w małych miejscowościach . liczą się znajomości i nic z tym nie zrobisz . Wielka szkoda że ta praca w Warszawie nie ma racji bytu ..
    Mimo wszystko życzę powodzenia w poszukiwaniu pracy . uda się na pewno , jak nie teraz to później . głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkam w Krakowie, z różnych względow nie wyprowadzimy się stąd i powiem Ci, że mimo że to duże miasto to też cieżko jest i wiem, że w stolicy byloby nam latwiej no ale....

    OdpowiedzUsuń