niedziela, 24 sierpnia 2014

O tym, że czasem Jej nie lubię.

Zazwyczaj "mówi się" o tym, jakie macierzyństwo jest piękne a Dzieci wnoszą w życie radość.
Rzeczywistość jest inna.
Rodzicielstwo to ciężka praca, praca która osobom bezdzietnym nie mieści się w głowie.
Jak również tym, którzy mając dzieci nie spędzają z nimi 24h na dobę non stop.
Dzieci są różne, różni są rodzice...
Zauważyłam w ostatnim czasie, że mam problem z pełną akceptacją mojego Dziecka...
Przerażające WIEM!


Pamiętam doskonale gdy jako Dziecko nie lubiłam pewnych cech u pewnych dzieci... W mijającym tygodniu uświadomiłam sobie dlaczego drażni mnie moje Dziecko. Mimo wszelkich starań wychowawczych, rozmów, tłumaczeń... moja Córka na dzień dzisiejszy przejawia wiele "tych" nie lubianych przeze mnie cech. 

Pół biedy za mną, bo wiem dlaczego w pewnych sytuacjach odczuwam niechęć do własnego Dziecka. Następny krok to analiza i szukanie rozwiązania... Zdaję sobie sprawę, że ten problem kładzie ogromny cień na nasze relacje. Lena wyczuwa mój brak akceptacji. Tym bardziej, że moja tolerancja na niektóre zachowania skończyła się po setkach prób korygowania ich. 

Nie zdawałam sobie z tego sprawy do czasu gdy usilnie wmawiałam sobie samej, że to moja wina. Moje poczucie własnej wartości ogółem ma się nieźle. Gorzej z tym poczuciem w roli Mamy - tutaj leżę. Dlatego wmawianie i obwinianie siebie za negatywne zachowania Córki trwało miesiącami i ciężko było wyrwać się z tej matni. Odnoszenie się do siebie jako porażki rodzicielskiej jest łatwiejsze, bo trudniej uświadomić sobie, że Dziecko tak po prostu ma i w zasadzie niewiele można z tym zrobić. Tutaj kłania się kolejny aspekt... jakim jest idealizacja Dzieci.

Jesteśmy wychowywani w kulcie "grzecznych dzieci". Wszelkie zachowania nie mieszczące się poza granicami "grzecznych dzieci" są mało akceptowane. Nam rodzicom zależy by mieć "grzeczne" i ułożone Dzieci, które w relacjach z rówieśnikami wspaniale sobie radzą.

Czuję się jak w potrzasku. Wiem, gdzie jest problem ale nie wiem jeszcze z której strony go "ugryźć". Chodzę dookoła kręcąc się i dalej nie wiem co robić... Myśl o tym, że nie akceptuję własnego Dziecka przeraża mnie potwornie. Tym bardziej, że ja jako Dziecko nie byłam akceptowana. Milion myśli kołacze się w mojej głowie i wiem, że MUSZĘ COŚ z tym zrobić.

Zrobię na pewno i tym razem sięgnę po pomoc specjalisty.

 PODPIS

3 komentarze:

  1. tez tak miałam. miałam, no właśnie, bo minęło. samo z siebie, może brutalnie, ale pzestałam na to zwracac uwagę co mnie wnerwiało.
    wychodzę, robię swoję, nie slyszę - tak umiem nie słyszeć! jak faceci!!!! :-)

    mój syn jest bardzo grzeczny, bardzo. chociaż ja i tak wynajduję to co mi nie pasuję, a potem zaraz - kurcze to jest dziecko, no bez jaj, że ma jak stary pryk się zachowywać...
    oczywiście nie pisze tu o chamstwie i agresj z Jego strony, bo tego nie ma
    poki co. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "wychodzę, robię swoję, nie slyszę - tak umiem nie słyszeć! jak faceci!!!! :-)" - ja jestem na etapie nauki takiego nie słyszenia i nie zwracania uwagi - jak na świat przyjdzie drugie, a to już za trzy miesiące to pewnie łatwiej mi pójdzie ;)

      Usuń