poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Pozory mylą.

Dzieci wyrastają a i owszem.
Stają się samodzielne i komunikatywne.
Potrafią się mądrzyć...
I wrzeszczeć.

Nie potrafię wmawiać wszystkim dookoła, że mam anielskie dziecko. Lena potrafi być jak aniołek ale z rogami. Ma charakter, mocny, silny - którym daje nam popalić. Dziecięca logika rządzi się własnymi prawami a dodając do tego upór i stawianie na swoim... to mamy istną mieszankę i codzienną batalię niemal o wszystko.

Błyskotliwość i inteligencja wysuwa się na plan pierwszy. Oto przykład:

Lena w nocy dała czadu. O 3 rzucała krzesłem (WTF) od rana była nieznośna i krnąbrna. Na wszystko odpowiadała krzykiem a swoje potrzeby oznajmiała żądając natychmiastowej reakcji. Uparła się, żeby Tatuś pomalował Jej paznokcie... Tata spokojnie tłumaczył, że to robota dla kobiet/dziewczynek... że mama maluje... Było NIE! I koniec!

Tatuś pomalował Dziecku paznokcie u rąk. Lena upierała się, że u nóg też mają być pomalowane. Tatuś znowu tłumaczył... A jak skończył malować, to Lena wpadła na genialny pomysł, żeby teraz Tatuś pomalował sobie paznokcie! 

- Tatuś nie pomaluje sobie paznokci, bo jest facetem a faceci nie malują sobie paznokcie tak jak Dziadek. Ty i Mama jesteście kobiety i malujecie sobie paznokcie... (ściszył ton głosu mamrocząc pod nosem) ... chyba, że w deskach będę...

Lena:
-Co? Na desce? Na desce chces spać? Psecies nie mozes spać na desce! To niebezpiećne Tato!


Takie dialogi to chleb powszedni...

Mimo wszystko bywają ciężkie dni. Moje Dziecko w ostatnim czasie złapało infekcję dróg moczowych... a uwielbia chodzić bez ubrań. Kilkudniowa batalia o ubieranie doprowadziła mnie na skraj wytrzymałości, zwłaszcza po tym jak od 6 rano potrafiła się drzeć przez 1,5h - bo ją piecze. Gdy zarejestrowałam nas do lekarza, przez cały dzień powtarzała, że NIGDZIE nie jedzie, bo już nic nie boli. 

W każdą niedziele jest tekst pt. ja chce do kosciółka! A w kościele Lena wytrzymuje do czasu... jak da księdzu na tacę. Zapłaci za mszę i odwraca się na pięcie mówiąc: "Jedziemy jus".

Wydaje się konkretnie i zdecydowanie... szkoda, że z jedzeniem tak nie ma. Ale to temat na kolejny post... ;)


 PODPIS

3 komentarze:

  1. ja tez walcze z malowaniem paznokci...ale u syna,bo do tego ze do zlobka idzie z torebka lub koszyczkiem /jak siostra\ juz przywyklismy;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci czasem to małe słodkie POTWORY .. no niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z ta taca mnie rozbroila na lopatki :D Poradzi sobie w zyciu nie ma co :p

    OdpowiedzUsuń