wtorek, 26 sierpnia 2014

Żelazna zasada DDA

Bycie Dzieckiem dysfunkcyjnych rodziców to pewien ciężar.
Ciężar ten to niewidzialne kajdany na rękach, od których trudno się uwolnić.
To emocjonalne uwiązanie można z siebie zrzucić.
Jednak potrzeba do tego ogromnej świadomości siebie.
I zdać sobie sprawę z oczywistej rzeczy...

Jako dorosłe dziecko dysfunkcyjnego rodzica lub rodziców, nie zdajemy sobie sprawy z tego jak bardzo nas to naznacza. Jasne, nie musimy być w taki sam sposób nieudolni jednak w pewnych życiowych sferach możemy radzić sobie genialnie a w innych... no cóż, odnosić porażki. Chcąc nie chcąc powielamy schematy, które mamy zakorzenione głęboko w naszej nieświadomości...

Aby postawić się do pionu i radzić sobie w życiu dźwigając ciężar przeszłości trzeba stawić czoła demonom z dzieciństwa. Nie ma lepszego sposobu! Dzięki temu stajemy się dojrzali i świadomi samych siebie. Mnie nie ruszają już teksty w stylu: "Jesteś jak Twój Ojciec!". Wiele lat temu obraziłabym się, poryczała i zamknęła w sobie - wtedy gdy uważałam, że był Potworem, nie zasługującym na miano Człowieka... Dziś nie mam z tym problemu. Jestem podobna do własnego Ojca! Jak mogłabym nie być do Niego podobna? Przecież jestem Jego częścią, Dzięki Niemu jestem i żyję.

Najgorszy etap w moim życiu mam za sobą. Lata przepełnione obrzydzeniem do siebie, bo jestem Córką kogoś takiego... kogoś, kto nie umiał żyć dobrze i szanować ludzi, który krzywdził innych. Ja też krzywdziłam innych, nieświadomie czasem z premedytacją. W którymś momencie umiałam wbijać szpile innym...
DDA mają takie zrywy w życiu gdy miotają się sami ze sobą, gubią się, trudno określić samych siebie, kim są, jacy są... Czy jestem taka jak mój ojciec/matka? Czy jestem gorsza? Lepsza? Taka sama? Są też momenty załamania... gdy wydaje się, że nie potrafię żyć inaczej...

Dlatego terapia jest kluczem. Terapia DDA grupowa to klucz by zrzucić kajdany. W grupie okazuje się, że nie jestem sama, że są inni którzy mieli/mają podobnie albo gorzej... Grupa pozwala skonfrontować swoje demony z demonami innych, postronnych osób. 


Prędzej czy później pojawi się TA myśl! W końcu zdamy sobie sprawę z tego, że już nic NIE MUSI być takie jak w domu, z którego wyszliśmy. Dlaczego?

Bo ja NIE MUSZĘ być taka jak mój Ojciec czy Matka, którzy skrzywdzili mnie i moich bliskich.

NIE MUSZĘ - nie znaczy, że nie mogę, nie mam siły, nie potrafię, nie umiem... 

Po prostu NIE MUSZĘ!

Jeśli NIE MUSZĘ to znaczy, że MOGĘ inaczej. 

Bycie Dzieckiem kogoś, kto nie potrafił prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie stanowi pewną SZANSĘ. 
O tej szansie powiedział mi psycholog w rozmowie, po śmierci mojego ojca. Bo ja wiem, że mój Ojciec nie był złym człowiekiem. Posiadał mnóstwo dobrych cech, których nie potrafił umiejętnie wykorzystać. Nie potrafił, bo nie umiał, bo nikt Go nie nauczył. Ja ze swoją świadomością MAM SZANSĘ to zmienić. Mogę zmienić porażki mojego Ojca w sukcesy mojego życia. Kilka sukcesów na swoim koncie już mam. Potrafię wykorzystać dobre cechy jakie odziedziczyłam po moim ojcu. Dzięki nim skończyłam jedne studia, drugie, trzecie...

 PODPIS

1 komentarz:

  1. z tym, że żeby być kimś innym to kosztuje wiele wysiłku, bo wydaje się nam że przecież nie robimy tego co Oni. a jak się przypatrzeć to dokładnie powielamy pewne schematy.

    cieszę się, że odnalazłaś siebie
    :-)

    OdpowiedzUsuń