poniedziałek, 8 września 2014

Chillout w domu.

Po tygodniach lataniny dziś pauza i "stare śmieci".
Właśnie siedzę i nie robię NIC.
Pierwszy taki spokój, tempo zwolniło więc łapię garściami...



Poniedziałki to od zawsze była moja zmora. Będąc do tej pory w domu z Córką, każdy poniedziałek był ciężki. Ciężki by podnieść się z łóżka i zacząć kolejny tydzień. Dzisiejszy poniedziałek w zasadzie niewiele różnił się od tych setek spędzanych z Córką do tej pory. Z małą różnicą... w głowie jest zupełnie inna perspektywa. Dziś, gdy tempo zwolnione, łatwiej przyjrzeć się wszystkim, toczącym zmianom. Właśnie zdałam sobie sprawę, że nasze życie weszło na zupełnie nową, nie znaną dotąd drogę. Dreszczyk emocji i obawy przed nieznanym czają się tuż za plecami.

Dziś obserwowałam moje Dziecko zza deski do prasowania, jednocześnie nie mogąc wyjść z podziwu, że chwyciłam za żelazko o 11:30 w dzień! Niby nic wielkiego ale dotąd to niemożliwe. Patrzyłam na Lenkę i widziałam w niej spokój. Potrzebowała takiego dnia w domu ze mną. Moje Dziecko lubi przebywać poza domem. Jednak nic nie zmieni faktu, że powrót na "stare śmieci" jest potrzebny raz na jakiś czas. Rano był płacz, że nie będzie przedszkola. A po wyjściu męża do pracy - kulanie się po łóżku, ulubione bajki, dres... śniadanie w łóżku. 


Lenka ma słaby apetyt. Organizm walczy z infekcją. Mamy kaszel z krtani, bóle brzuszka i jednorazowa biegunka. Wizyta u lekarza zaliczona. Ale choróbsko nie męczy okrutnie a dzięki ciepłej pogodzie możemy przemieszczać się poza chałupę. Tym śniadaniem przekupiłam inhalacje, przed którymi Córa stawiała opór ;)

Wbrew pozorom udało nam się dzisiaj zrobić wiele rzeczy w domu i załatwić sprawy na mieście. A ja mam pierwszy, od tygodni leniwy wieczór. Taki bez spięć, nerwów, stresów, obaw, niepokoju, frustracji... Pełny Chillout...

Pani doktor podejrzewa wirusa. Więc leczymy doraźnie... Smarujemy amolem na noc, podajemy domowy syrop z cebuli, rutinacee w syropie, wapno, robimy inhalacje z soli fizjologicznej i pulmicortu. Moje Dziecko uwielbia wszelkiej maści "witaminki" :) Wręcz domaga się psikania w gardło i do noska.

W sobotę wyszłam do ludzi na imprezę. Było fajnie, inaczej niż do tej pory. To inny rodzaj odreagowania niż bieganie czy rower. Rozmowa zawsze jest rozmową, bezcenna... :)

 PODPIS

3 komentarze:

  1. Dużo zdrówka dla córci .. Odpoczywajacie ile sie da, nalezy Ci się po ostatnich dniach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj nas też dopadło choróbsko, a czas w domu doceniam ,, niby mam szukać pracy, a jakoś mi nie oi drodze !

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka dla córci. W powietrzu jest coś, bo i moich chłopców wirus dopadł i mają tydzień wolnego od szkoły.

    OdpowiedzUsuń