niedziela, 14 września 2014

cierpienie NIE uszlachetnia

To są brednie.
Cierpienie NIE uszlachetnia.
To zdanie tkwi w mojej głowie od wczoraj.
Wpadłam z deszczu pod rynnę.
Ledwie żyję.

Że niby co mnie nie zabiło miało wzmocnić? Gówno prawda! Jestem zaorana! Wypruta z wszelkich sił. Ledwie chodzę. A i tak wyprostować się nie mogę. Jestem złamana bólem. Bólem nie z tej ziemi. Wściekła, rozżalona co i rusz płacząc z bezsilności. Nie wiem na chuj mi tak cierpieć. Dlaczego nie mogę funkcjonować normalnie jak potencjalna większość? Niestety nikt kto nie przeżył takiej jazdy jak ja, nie jest w stanie nawet wyobrazić sobie, co przeżywam. Nie wolno porównywać cierpienia swojego do drugiej osoby. Nie można pouczać i sypać radami typu: weź termofor, łyknij no spę, połóż się...
A co ja robię od wczoraj? Leżę. Zeżarłam 3 no spy i 3 ketonale. Nie na raz. W odstępach czasowych. Poduszka elektryczna wychodzi mi bokiem. Do kibla idę złamana w pół. Najprostsze czynności robię z koszmarnym bólem. Ból, który nie odpuszcza... Jak wstaję, muszę usiąść bo nie mam sił. Słabo mi potwornie. 

Co to kurwa ma być? Wisienka na torcie? Nagroda? Bo mi teraz za dobrze? Nigdy nie było mi zbyt dobrze. Zawsze czegoś brakuje do pełni szczęścia. Całe życie walczę o to by żyć godnie, w ludzkich warunkach. I w między czasie cierpiałam. Cyklicznie, regularnie.

Do tej pory żaden lekarz mi nie pomógł. Rozległa laparoskopia nie pomogła, ani ciąża i poród naturalny. Boli dalej. Boli jak skurwysyn. Boli tak, że leżę nieruchomo sparaliżowana. Że poród boli? Wiem, że boli. Mam to co nie cały miesiąc. 

Boli mnie wszystko. Boli żołądek, jelita, macica, jajniki, jajowody, nogi, kolana... Boli wszystko. Nie mogę chodzić, leżeć, ruszyć się. Skurcze napierdalają jak przy porodzie. Skąd wiem? Bo urodziłam! Siusianie też boli. Jeść nie mogę - bo boli. Rzygać też się chce -  z bólu. Ból non stop. Zapomniałam! Boli z krzyża. Bóle krzyżowe też są. I to wszystko boli na raz, w tym jednym momencie, który trwa godzinami, dniami i nocami. 

Wybieram się do lekarza. Przegląd trzeba zrobić więc choćby po to. Ale pomoc w moim przypadku? Zapewne hormony, albo żebym zaciążyła... taaa bo ciąża to lekarstwo na to gówno. Na mnie nie zadziałało. A po ciąży i porodzie jest tak chujowo jak było przed. Zostają hormony albo kolejna laparoskopia... Zobaczymy co na USG będzie. Boje się.

Endometrioza to kurestwo. Choroba nieuleczalna. Mija po menopauzie...



 PODPIS

4 komentarze:

  1. Szczerze współczuję, nie wiedziałam, że też masz endometriozę... :(
    z tego co piszesz - przetestowałaś już chyba wszystko, co możliwe..
    ja w takich momentach marzę tylko o tym, by obudzić się, gdy ten ból już minie..
    więc niech to minie jak najszybciej.

    P.S. menopauza nie gwarantuje końca endometriozy... ani usunięcie macicy... endofranca rozłazi się na inne narządy, więc nie da się tak łatwo wyplenić..

    OdpowiedzUsuń
  2. mi akurat mineło po porodzie ale to co przechodziłam pamietam doskonale. ani lezec ani siedziec ani stac. słabo niedobrze czesto jako bonus -sraczka:-P poty siódme potem dreszcze brrrr czasem taki ból ze karetka mnie zabierała....

    zadne nospy nie pomogałay. tylko ketonal albo nawet tramal. i zadne termofory. w moim przypadku (oprócz leków rzecz jasna) kompresy z lodowatej wody, ciepłe jeszcze wzmagały ból.

    szczerze współczuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję...ja miałam raz skręt torbieli na jajniku (w 33tyg ciąży) i tak bolało, że szło oszaleć...a potem usunęli i jajnik i torbiel. Kobiety zdecydowanie mają bardziej przechlapane niż faceci...

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze okropnie Ci współczuję że musisz tak cierpiec co miesiąc. Myślałam że moje bóle miesiączkowe są nie do zniesienia . chyba się myliłam ...

    OdpowiedzUsuń