sobota, 20 września 2014

I love RUN

2 tygodnie bez biegania.
Okropieństwo.
Musiałam zadbać o zdrowie ale brakowało tego magicznego czasu.
Dlatego mimo wszelkich ALE zebrałam się i pobiegłam.
To była najlepsza chwila jaką dla siebie poświęciłam w ostatnim czasie!


Nieważne, że już 2 tydzień walczę z infekcją gardła.
Nieważne, że mam za sobą bardzo ciężki, pełen cierpień weekend.
Nieważne, że danej nocy spałam tylko 4h.
Nieważne, że po tej nocy miałam potężną migrenę.
Nieważne, że miałam mdłości i bóle brzucha.
Nieważne, że byłam zmęczona i opadałam z sił.
Nieważne, że była już 20:30
Nieważne, że po pracy miałam dość wszystkiego.

Dlaczego?

Bo od kilku dni marzyłam o ucieczce.
W głowie roztaczałam wizję o bezkresnym lataniu w przestworza.
Myślałam o poczuciu wolności.
O chwili sam na sam z naturą.
Potrzebowałam wywietrzyć mózg.
Zresetować się.
Wybiegać negatywne emocje...

Więc mimo tego, rozpoczęłam rytuał przygotowań...

Najpierw biustonosz do biegania, potem podkolanówki uciskowe,
spodnie biegowe, koszulka i bluzka...
Na szyję apaszka...
Jeszcze tylko pas do biegania i buty...
  Telefon już gotowy, odpalony GPS, muzyka nastawiona...

Szybka rozgrzewka i lecę!


 I nie ma co się dziwić, że po takiej przebieżce dzisiaj wstałam z nowymi siłami. Sprzątałam jak wariatka, odsuwając kanapy i komodę. Walcząc z grzybem, szorując, myjąc i tak przez cały dzień. Można? Można!

 

 PODPIS

2 komentarze:

  1. Trochę Ci zazdroszczę tej pasji :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też zazdroszczę biegania. To chyba najzdrowsza aktywność. Mnie nigdy nie kręciły długie dystansy, nudziło mi się! Nawet z muzyką.. chciałam się przemóc ale coś "nie pykło", za to bardzo polubiłam domowy fitness :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń