wtorek, 23 września 2014

Kolejna lekcja pokory...

Dzieci to najlepsi nauczyciele w życiu!
Zawsze będę powtarzać, że najbardziej wychowała mnie moja Córka.
A co w momencie, gdy staje się Opiekunem gromadki, absolutnie różnych dzieci?
Od nich też się uczę.




To, że mam silny charakter nie oznacza, że jestem pozbawiona wrażliwości. Jeśli zależy mi na dobrych relacjach z ludźmi, muszę mieć dystans do tego z kim przebywam. Pracując z dziećmi trzeba mieć do nich TEN dystans, inaczej można zwariować po 5 minutach przebywania z całą gromadą. Gdy ma się na sali ponad 30 dzieci trzeba mieć je w "garści" żeby panował ład i  skład. To "TRZEBA" przewija się non stop... 

Idąc do pracy w szkole, nie miałam najmniejszych wątpliwości, że sobie nie poradzę. Po pierwszym dniu byłam przerażona - ilością dzieci pod moją opieką. Jako Matka mam pierdolca na punkcie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego mojego Dziecko. Sama latam do psychologa gdy sobie z czymś nie daję rady, po to by Dziecku zapewnić spokój w domu. A tu nagle, z dnia na dzień ileś dziesiąt rodziców przyprowadza Dzieci, którymi JA się muszę zająć. 

Kurczę, po tych 3 tygodniach coraz bardziej lubię chodzić do tej gromady. Lubię gdy dzieci przychodzą, ja je witam z uśmiechem a One się śmieją najjaśniej na świecie. Lubię z nimi rozmawiać gdy mają problem, tłumaczyć, ustalać i przypominać zasady. Robię z nimi wszystko to, co robiłam i robię do tej pory w domu z Córką. Nie sądziłam, że ten wypracowany system tak sprawdzi się podczas mojej pracy w szkole. 

Poza tym wszystkim, uwielbiam obserwować Dzieci! Dzieci są zwierciadłem swoich rodziców, przenoszą relacje i zachowania z domu, w czasie gdy przebywają poza nim. Czasem płaczą, czasem krzyczą, rywalizują, walczą, bronią się... 

Bez względu na wiek, każdy potrzebuje cholernego poczucia bezpieczeństwa! Wszędzie, gdzie przebywa. Nam dorosłym jest łatwiej, potrafimy samodzielnie stwarzać warunki komfortu psychicznego. W przypadku dzieci - to my dorośli za tym stoimy. To od nas zależy, czy Dziecko będzie w stanie samodzielnie funkcjonować w miejscu jakim jest szkoła.

Jestem jak gąbka, chłonę dzieci całą sobą. Wszelkie nakazy, wskazówki i obowiązki przyjmuję "na klatę" jak sprawy oczywiste, które muszę przestrzegać...

Dzisiaj musiałam zawitać w pracy, mimo że miałam wolne. Przyszedł pewien chłopiec z babcią. Wiek ok 1-2 klasa. Był przerażony, płakał... Oboje przyszli, ze szkolnym psychologiem, więc coś było na rzeczy. Weszli na salę z dziećmi, Mały był dalej przerażony, nową sytuacją... Chciałam się wyrwać i przytulić, dać chociaż namiastkę poczucia bezpieczeństwa, zapewnić, że zaraz wszelkie lęki pójdą w siną dal i będziemy się świetnie bawić... Zdziwiłam się, gdy zaznaczając w dzienniku obecność zauważyłam, że chłopiec jest zapisany w Zerówce, a wyglądał na zdecydowanie starszego...
Po dłuższej chwili dowiedziałam się, że ten chłopiec od lat walczy z nowotworem mózgu... że nie jest zdrowy do końca, bo lekarze nie mogą usunąć guza w całości... że większość swojego dzieciństwa spędził w szpitalu... że ma zachwiane poczucie bezpieczeństwa...

Kurwa! Siedzę i ryczę.
 PODPIS

1 komentarz:

  1. Praca z dziećmi nie jest łatwa....
    Na pewno doświadczy Cię w wiele pozytywnych wrażeń i emocji.
    Ale po dupie też nie dostaniesz, na pewno.
    I na pewno dasz sobie z tym radę, bo jesteś silną kobietą, a jedyne co ci to da to jeszcze bardziej Cię wzmocni :)

    OdpowiedzUsuń