czwartek, 11 września 2014

Matka poszła do pracy i pokutuje.

Pierwszy tydzień w pracy: turbo szok.
2 tydzień pracy: jestem chora.
W domu: wszyscy chorzy.
A Lena krzyczy na mnie, bo idę do pracy.
Koło się zamyka.
Nowe i do dupy.



Po wczorajszej radzie pedagogicznej wróciłam do domu po 21. 12h poza domem, w środku tygodnia - tego jeszcze nie było. Gdy wyszłam ze szkoły autentycznie poczułam TĘSKNOTĘ! Zakuło mnie tym bardziej, że ilość pracy wciąż przeraża. Powiedziałam do siebie, że jak przetrwam ten rok to będzie CUD. Nie chodzi o zajmowanie się dzieciakami - tu idzie mi coraz lepiej. Ale o wiele innych obowiązków z jakimi praca w szkole się liczy. Nauczyciel to nie tylko ten w klasie z uczniami. Jest papierkowa robota, zajęcia karciane, dzienniki, programy, scenariusze, konspekty czy plan awansu zawodowego. Dla takiego świeżaka jak ja czeka też sterta dokumentów szkolnych do przestudiowania. Poza tym jest mnóstwo uroczystości szkolnych, imprez przy których należy się angażować... 

Te kilka tygodni temu gdy dowiedziałam się o tej pracy, wszyscy dookoła mi zazdrościli, że na 1/2 etatu mam 14h w tygodniu... Ale ja nie wyrabiam tych 14h. Jest ich znacznie więcej. Minioną niedzielę spędziłam, niemal całą nad napisaniem rocznego programu zajęć o zdrowym odżywianiu. Do pracy przychodzę przed czasem i wychodzę po czasie. Mamy tak dużo dzieci, że jako pracujący zespół nie mamy czasu przekazywać sobie informacji. Więc zostajemy pod koniec swojej pracy gdy jest mniej dzieci, po to by móc porozmawiać. 

Lena tydzień temu miała niewielki katarek. W niedzielę wieczorem zaczął się kaszel. Oczywiście miałam ambitne plany na poniedziałek i wtorek... Ale zostałyśmy w domu, zaliczając wizytę u lekarza. Od wtorku mąż też chory. A ja od wczoraj.
Te 2 dni z Córką były wspaniałe! 
Lena od dzisiaj jest w przedszkolu. Była na mnie wczoraj zła. Dzisiaj od rana na mnie pokrzykuje aż do wieczora. Nie pozwala do siebie się zbliżyć, przytulić... nawet nie pozwala mi do siebie mówić. Jest zła. Cały dotychczasowy świat ze mną, runął jej z dnia na dzień. Przedszkole jest super ale straciła mnie na całe dnie. Mamy ciężki okres. 

A ja się męczę i jest mi przykro... trochę smutno...
Mam wirusowe zapalenie krtani. Zaraziłam się od Dziecka i męża. 

Pokutuje za te wszystkie zmiany.


 PODPIS

3 komentarze:

  1. To nie pokuta , wydaje mi się że to zupełnie normalne . Duzo zmian u was w ostatnim czasie , myślę że minie jeszcze miesiac może dwa i wszystko wróci do normy Lenka zrozumie że nie ma już tego co było , że mamy nie ma teraz tylko dla siebie , że jest przedszkole . A i u Ciebie w pracy się unormuje . Wdrożysz się tak na sto procent i będziesz miała więcej czasu dla siebie i dla rodziny . Ja w to wierzę . będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ania początki są trudne ale poradzisz sobie a Lena się przyzwyczai do nowej sytuacji. Tak długo czekałaś na tę pracę więc teraz musisz zacisnąć zęby i przetrzymać ten ciężki okres

    OdpowiedzUsuń
  3. jeszcze trochę... i będzie lepiej

    OdpowiedzUsuń