poniedziałek, 1 września 2014

Pierwszy dzień za nami!

"To kiedy pójde do tego pseckola?
Mamo a dzis ide do pseckola?
A kiedy? Jutlo?"
Tak było przez ostatni tydzień.
Dzisiaj:
"Lenusiu będziesz płakać w przedszkolu?" 
NIE! 
No i nie płakała :D
Ryk był w powrocie do domu - ze zmęczenia :)


 W kwestii adaptacji przedszkolnej nie mamy na razie problemów. Lenka z upragnieniem wyczekiwała dzisiejszego dnia. Wystarczyło bym wytłumaczyła Córce, że będzie miała koleżanki i kolegów :) Jeszcze w czerwcu miałyśmy dzień otwarty, co bardzo Lena zapamiętała. Im bliżej końca wakacji, tym moje Dziecko bardziej nie mogło się doczekać.

Zakupy wyprawkowe robiłyśmy razem! Lenka sama wybierała jakie chce "sprzęty" do przedszkola. W domu je układała i rozkładała na podłodze i stole, robiła im też zdjęcia. Pozwoliłam też na samodzielne podpisywanie. Lenka długopisem składała własnoręczne autografy na zapakowanych kredkach czy farbach plakatowych. Pomagała w pakowaniu :) Sama też pakowała po kilka razy do worka :)

Mieliśmy dzisiaj takie szczęście, że z mężem razem zawieźliśmy Córkę do przedszkola. Mąż do pracy na 9 a ja na 9:30. Lenka pożegnała się z Tatą w szatni a ja odprowadziłam do sali. Lenka od razu została w sali :) Bez łez, ja dałam buziaka... a Ona poszła w "świat" :) Dopiero po wyjściu z przedszkola zakręciła mi się łezka w oku.

Udało mi się ogarnąć z pracą i po 13 odebrałam Lenkę. Zabrałam Córę bez problemu. Wysłuchałam jaki był obiadek (Mamusiu! Były też ziemniaczki!) i jak dużo zjadła. Płakała w drodze powrotnej do domu - była potwornie zmęczona. Spać nie poszła, bo czekała na powrót Taty z pracy - padła o 19:40!

Jak poza tym wyglądasz nasz zupełnie NOWY dzień?
W pracy kwestie organizacyjne w toku. Ilość dzieci jaką będę miała pod opieką już przeraża a zapisy jeszcze trwają. Jutro mam teoretycznie wolne ale w praktyce będę biegać do lekarza medycyny pracy. Jako nauczyciel mam sporo badań do zrobienia.

Wróciłam do domu z płaczącą i zmęczoną Lenką grubo po 16. W domu się wyciszyła a ja mogłam przygotować obiad... dziś to szybka improwizacja: gulasz z szynki z lidla, duszony z cebulą, porem i sosem sojowym do tego ryż. Mimo wszystko gulasz z paczki to mniejsze zło, niż zupka chińska. Liczę na kolejne 2 tygodnie wypracowania stałego, nowego rytmu, w naszym wspólnym życiu. Wtedy będzie można konkretnie ustalić w jakie dni będę gotować obiady a w jakie prać i sprzątać. Roboty przybywa :)

A mój mąż pozmywał po obiedzie, to do tej pory zdarzało się sporadycznie :) Uświadomiłam męża, że od teraz będziemy dzielić obowiązki domowe wspólnie.

 PODPIS

2 komentarze:

  1. Podział obowiazków, jakos nie umiem go u siebie wprowadzić na dłuzej niz kilka dni. Powodzenia dla was obu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. do połowy wypisz wymaluj jak u nas.od połowy dramat-dziecko które od czerwca budziło sie z zapytaniem o przedszkole dostaje takiej histerii ze szkoda nawet pisac.nie wiem juz co robic.

    OdpowiedzUsuń