niedziela, 7 września 2014

Pracowity tydzień do samego końca.

Momentami czuję się jakbym stała w płomieniach i chciała wiać ale nie mam gdzie.
I tu nie chodzi o to, że jest nawał, że wszystko się zmienia.
Ale ilość zobowiązań rozmnożyła się w mgnieniu oka!
Teraz doskonale wiem jakie to uczucie i ile emocji kosztuje powrót Matki do pracy.

Mam nieodparte wrażenie, że stabilizacja nowej rzeczywistości to coś co jest jeszcze odległe. Ten tydzień choć spokojniejszy to pracowity do samego końca. Brak czasu na odpoczynek daje się we znaki. Jest rozdrażnienie i nerw się podnosi.

Pracy w szkole jest ogrom. Po pierwszych dniach gdy przeżyłam szok przerażenie nie odpuszcza. Dzisiejszy dzień spędziłam nad tworzeniem rocznego programu zajęć dla dzieciaków. Jutro złożę u dyrekcji co mnie dodatkowo stresuje. Jako "świeżak" muszę pilnować siebie na każdym kroku, być terminowa, dokładna... Napięcie więc trzyma na każdym kroki.

Lenka w przedszkolu radzi sobie rewelacyjnie. Poza przedszkolem ryczy. Ryczy - bo jest zmęczona. Brak drzemki odbija się na niej i już katarek się pałęta i kaszelek także.

Chłop nie do końca ogarnia zmiany. Raz chce pomóc i jest ok a za chwilę zmienia zdanie i ma pretensje. 

W całym gąszczu zawirowań zebraliśmy tegoroczne plony ziemniaków w polu. A ja nawet na imprezie byłam, pogibałam się, pośmiałam z babeczkami. Nawet się nie spiłam i grzecznie, kulturalnie wróciłam do domu bez potykania się. 

Przestawiam się z wieczornego biegania na poranne. Jeszcze kilka tygodni temu leniwie witałam dzień o 8, teraz po 6 rano - w związku z czym wieczorne bieganie odpada. O 21 padam nosem w klawiaturę laptopa. 

Zdrowe jedzenie idzie mi w 50% i w półśrodkach. Czyli raz lepiej raz gorzej. Apetyt mi wzrósł przez to wszystko i mam różne zachciewajki. 

A to nie wszystko! Jakby mało tego wszystkiego, wymyśliłam że zgłoszę się do pewnego stowarzyszenia antyalkoholowego... a w przyszły weekend umówiłam się na FIT sesję zdjęciową...

Oj będzie się działo!


 PODPIS

3 komentarze:

  1. Pracowicie i na pełnych obrotach u Ciebie . Myślę ze potrzebujesz czasu zeby zlapać rytm.
    Dobrze ze w tym wszystkich córka się odnalazła w przedszkolu. To duzy plus :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowe wyzwania dają popalić, ale kto jak nie ty?:) Dasz radę i z dnia na dzień będzie lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas też zeszły tydzień był całkowicie wykańczający...
    A katar u przedszkolaka to chyba znak rozpoznawczy - z kim nie rozmawiam, kto ma dziecko w przedszkolu - już dziecku z noska kapie!

    OdpowiedzUsuń