czwartek, 23 października 2014

Alleluja! Zakaz sprzedaży "śmieciowego jedzenia" w szkołach!!!


Przecieram oczy ze zdumienia.
Czy to możliwe, by polityka wpadła w końcu na coś mądrego?
A jednak!
Zastanawia mnie tylko jedna kwestia...


Rodzice potrafią między sobą "mądrzyć" się na temat odżywiania i jak należy zdrowo się odżywiać. W szkole pracuję od września i niestety rzeczywistość wygląda marnie...

Naukowcy twierdzą, że otyłość to już choroba cywilizacyjna. Obserwuję w szkole dzieci i to jak się odżywiają. Byłam ze 2 razy w sklepiku szkolnym... I wiele razy z dziećmi na stołówce szkolnej. Jest dramat.

Rodzice są wygodni i żyją w pośpiechu. Wykupują dzieciom obiady w szkole. Nie macie pojęcia ile wraca pustych talerzy... Niestety większość jedzenia ląduje w wiadrze do wyrzucenia. My nie jesteśmy w stanie przywiązać dzieciom łyżek i zmuszać je do jedzenia. Jest bunt na maksa! I dzień w dzień teksty: "ja nie lubię, ja nie zjem, już nie mogę." Pilnujemy dzieci żeby nie podjadały przed obiadem. U nas w świetlicy wprowadziłyśmy zakaz wychodzenia do sklepiku szkolnego oraz przynoszenia i jedzenia świńskiego żarcia. Czytamy dzieciom etykiety... uświadamiamy na każdym kroku... A nam serce się kraje na widok zwracanej żywności.

Śmiech na sali to akcja: "pij mleko w szkole". Kurwa! Wiecie czym jest mleko UHT? Dzieci dostają w małych kartonikach ze słomką "mleko" UHT! Jeszcze to zwykłe ma przynajmniej w składzie samo mleko. Ale czekoladowe czy waniliowe... tu już kłania się tablica mendelejewa...

A następnego dnia rodzic przyprowadzający dziecko wręcz słynną "bułkę" 7 days i mówi: "No nie płacz, przecież masz bułkę!" Kurwa! Bułkę? To nawet obok bułki nie leżało!

Dziecko mówi: "chcę zjeść, jestem głodny". I siada do stolika z paluszkami/chrupkami... 

Rodzicom nie chce się szykować przekąsek i pakować do pudełek. Nawet kanapek nie chce się robić. Na 100 przewijających się dzieci przez świetlicę na prawdę niewiele z nich przynosi kanapki! Owoce? Warzywa? Niemal brak... No jedynie te, które szkoła rozdaje dzieciom w ramach akcji "owoce i warzywa w szkole". Dziecko przynosi rzodkiewkę w folii, o tej porze roku! Rzodkiewka z importu. I pyta się co to jest?!

Zastanawia mnie jakie produkty znajdą się na liście zakazanej. Oprócz chipsów i słodyczy powinny znaleźć się również parówki i serki topione.

W przedszkolach też bywa różnie. Jest o tyle lepiej, bo dzieci są małe i nie ma sklepiku czy automatu z "żarciem". Ale jadłospis w którym na śniadanie jest kanapka z "serkiem" topionym mnie przeraża. Kurwa! A plaster żółtego sera być nie może? Niestety sama nie wygram. Żaden z rodziców nie widzi nic złego w tym, że "od czasu do czasu" Dziecko w przedszkolu zje parówkę. Tak, ja też daję Dziecku parówkę ale wiem, że ma 90% mięsa.

 PODPIS

3 komentarze:

  1. Masz 100% racji. Dziecko samo z siebie nie wie co jest zdrowe, a co nie. To rodzice muszą mu pokazać m.in. na swoim przykładzie co powinno się jeść na codzień, co tylko od czasu do czasu, a czego wogóle nie brać do dzioba. Ale chyba wielu rodzicom się po prostu nie chce, chociaż chodzi o zdrowie i przyszłość ich dzieci! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku wypisałam młodego z obiadów. Same kluchy, sosy, naleśniki z cukrem, pyzy z cukrem...masakra...
    Do szkoły zawsze robię kanapki choć przyznaje mi się małpa jedna, że jak widzi paprykę lub szczypiorek to czasem zamienia się z kolegą.
    Za rok chcę aby młoda szła do przedszkola i na osiedlu mam trzy do wyboru i wiesz..
    chyba zrobię weryfikację pod kątem..menu.i czy robią na miejscu czy mają catering.

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę, aż szkoda gadać jakie świństwa dzieci kupują w sklepikach szkolnych, dawniej tego nie było, sama pamiętam jak chodziłam na obiady w szkole, sklepik był w różne rzeczy zaopatrzone ale nie przypominam sobie żeby kogokolwiek ciągnęło do takiego świństwa jakie obecnie jest sprzedawane.
    Mam nadzieje że coś z tym w końcu zrobią, bo tyle co teraz jest otyłych dzieci to masakra...

    OdpowiedzUsuń