środa, 15 października 2014

Od świtu do nocy - ryk.

Wracam do pustej chałupy po pracy - dziwnie jest.
Cisza aż poraża z każdego kąta.
Niby wiem ile jeszcze muszę zrobić.
Mimo to jest mi nieswojo.
Jestem SAMA.

Ostatnio Lena ma ciężkie funkcjonowanie. Budzi się o 5:40, czasem 4:30 i ryczy, krzyczy, ciska się... no koszmar. Nie mogę jej ubrać, jest NIE na wszystko, tak jakby się uwsteczniła. Wisi na Tacie. O świcie ryczy i krzyczy po kolei i na zmianę: pić! siusiu! baje! i tak w kółko. Ja nie mogę się do Niej zbliżyć, morduje Tatę. Jest na pograniczu histerii. Mamy dość.

Rozmowa, tłumaczenie nie działają. Ale Lena taka bywa. Ma ciężkie okresy, problematyczne, które prędzej czy później mijają. Mogę stawać na rzęsach a i tak na niewiele się to zda. Jest mi przykro a jednocześnie szlag mnie trafia! Moja tolerancja spada do 0, wyrozumiałość i akceptacja rozmywają się w powietrzu. 

Mąż zawozi Lenę do przedszkola. Ja lecę do pracy - wracam do pustej chałupy i nie mogę znaleźć sobie miejsca... Jednocześnie napawam się ciszą i spokojem, bo nie wiem co będzie dalej... Ogarniam, sprzątam, gotuję, piorę... Jadę po Lenę do przedszkola. Gdy Ją odbieram jeszcze jest dobrze. Rozmawiam z Panią, pytam czy wszystko w porządku. W przedszkolu Lena jest niczym ANIOŁ!

A już w aucie zaczyna się fala pytań, protestów... i tak dalej...

Wejście do domu jest już w marnym nastroju a w chałupie powrót do poranków...  Czyli ryk, krzyk i ciskanie się. Odliczam czas do powrotu męża z pracy, do kąpania i spania... A jutro znowu to samo.

Przychodzi taki moment, że nie ma sił na ciągłą analizę i zastanawianie dlaczego znowu coś się dzieje. Pytania się mnożą, nie na wszystkie są odpowiedzi. Więc w którymś momencie wrzucam na luz, pod nosem rzucam teksty na odczepne a w myślach klnę jak szewc. Napawam się ciszą i spokojem w ciągu dnia i zaczynam tęsknić, bo brak Cholery strasznie.

Któregoś razu, po kolejnych takich akcjach i setkach próśb oraz tłumaczeń, by kolejny dzień zaczął się bez darcia... Lena wieczorem oznajmia:

"Mamo, ale ja jus nie będe dalła moldy."

Rodzic w desperacji gada o dużo za dużo.

 PODPIS

6 komentarzy:

  1. U Piotrka tez takie fazy, moze nie az tak ostro ale tez bywa ze powiem o slowo za wiele.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też nie jest łatwo, mam wrażenie że Tymon ostatnio nas bardzo testuje. Sprawdza co i ile może. Wchodzi na stół, meble, wchodzi na łóżko piętrowe nie drabinka, ale z boku. Na wszystko jest czemu lub od razu nie. Też się nie raz budzi nad ranem i chce pić, siku, przytulić się, ale nie wychodź, ale czemu idziesz, idź już. Nie ! Wróć ! Ja nie chcę być sam, bo się boję, a potem chcę do taty. Albo nie, do siebie.
    Kurwicy można dostać !!!!
    A u nas to pewnie i tak w skali do 10 może jest 7/10, u was pewnie 10/10...
    Wiesz, że tylko spokój nas uratuje, nie ? :*

    OdpowiedzUsuń
  3. A może to forma odreagowania po przedszkolu?
    W domu czuje się pewnie więc pozwala sobie na trudne emocje, które może gdzieś się w niej kumulują?
    Wiem, że trudno wtedy utrzymać nerwy na wodzy...mnie też by to wykańczało...pzdr

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha! Mała wyłapała :D I co obietnicy dotrzymała?

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem się chlapnie a maluchy mają ten dar, że ze wszystkiego co się do nich mówi najlepiej zapamiętają to, czego nie powinny w ogóle słyszeć.

    OdpowiedzUsuń