środa, 3 grudnia 2014

I can fly... like an angel.

Przyszła pora na lepienie anioła.


Znacie te sny o lataniu?
Najpierw idę, zaraz biegnę aż nogi odrywają się od ziemi i lecę...
Przemierzam moje miasto ponad dachy, lekka niczym pióro.
Nie mam skrzydeł, to żadna przeszkoda...

Dla mnie, jako osoby wierzącej, wszelkie święta mają wymiar przede wszystkim duchowy. W swojej filozofii, oddzielam kościół od samej wiary. Dlatego do każdych świąt przygotowuję się nieco wcześniej, we własnym, osobistym i duchowym zakresie. Z tego też wynika fakt, że wizerunek Anioła to dla mnie coś więcej niż sama postać. A wczoraj okazało się, że nie dość że uwielbiam Anioły, to potrafię je sama stworzyć...

Do wczoraj, byłam pewna że nie potrafię, nie jestem w stanie stworzyć Anioła. A jednak, przeszłam samą siebie. Co więcej, cały proces tworzenia napawa mnie ogromnym spokojem..., szczęściem i radością. 



Dziś zrobiłam kolejne, w chałupie. Jeszcze w fazie schnięcia... (ułamał się fragment skrzydełka, ale to da się naprawić ;)


A jednak są takie czynności, które potrafią odczarować, na dłuższą chwilę, brak cierpliwości. :)

"Przy jednym stole usiadły czarownice.
W 5 śmiały się, pukając w czoła, że w życiu nie zrobią czegoś takiego.
A po chwili, śmiały się dalej...
Której Anioł wygląda na mądrzejszego"


 PODPIS

3 komentarze:

  1. Znam sny o lataniu bardzo dobrze...:) A Anioły piękne, nie ma bez nich Świąt! Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń