poniedziałek, 29 grudnia 2014

Migawki świąteczne.

Przed świętami zmordowałam zapalenie zatok. 
A w święta rozłożyła nas rodzinnie grypa żołądkowa...
Nie tak miały wyglądać te dni.
Ale przynajmniej się nie obżarłam i wyleżałam jak nigdy dotąd! 


Dziwnie tak, święta bez spotkań rodzinnych i rozjazdów.
Ale spokojnie i bardzo kameralnie.
Można było cieszyć się prezentami ;)




W tym roku nie czekałam tak na moje prezenty, jak te dla Leny.
Dzięki Dzieciom święta mają zupełnie inny wymiar.
Całe przygotowania to pewna ceremonia :)

Musiałam być grzeczna.
Mikołaj o mnie nie zapomniał ;)


Nadejście śniegu okupiłam migreną.
Mimo fatalnego samopoczucia wynuszyłam się z chałupy. 
Świąteczny spacer z sankami...
było bajecznie! 


Po powrocie już nie było tak dobrze.
Ale za to brzuch mam płaski, obejrzałam film Casablanca i przeczytałam Kolekcjonerkę perfum.
Teraz zbieram tony poświątecznego kurzu :)


 PODPIS

5 komentarzy:

  1. Coś jest na rzeczy - my tez włączyliśmy z jelitówką przed świętami i jeszcze w trakcie. Jakieś przesilenie w powietrzu. Zdrówka życzę :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. My też zaliczyliśmy z synkiem sanki :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny domek dla lalek!I w ogóle prezenty bardzo sympatyczne.Ja za to w tym roku mam przesyt spotkań, dlatego zazdroszczę tego kameralnego klimatu.Współczuję natomiast grypy żołądkowej.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cos nas łączyło w te Święta - zapalenie zatok!
    Też się wyspałam, wyleżałam... A przez bolący ząb, któy wczoraj w końcu wyrwałam, schudłam ponad kilo :)
    Dobrego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, dzięki dzieciom człowiek zupełnie zmienia spojrzenie na Święta. Całe przygotowania tylko po to, żeby zobaczyć te świąteczne uśmiechy na buziach :)

    OdpowiedzUsuń