piątek, 2 stycznia 2015

Krzyk - lekarstwo na wszystko.

Choćbym nie wiem jak się starała.
To jest pewna kwestia, która w mojej naturze nie dość, że sprzeczna, to nie mija...
Nie znoszę wrzeszczących i wyjących Dzieci!
Z własnym na czele!



No nie cierpię. Nie wyrabiam w czasie, gdy Lena zaczyna swój jazgot. Tak samo nie toleruję jazgotów innych Dzieci... To jest cholernie niesprawiedliwe z mojej strony. Sama byłam rozdartym Dzieckiem i do tej pory wrzeszczę, gdy się wściekam. Nie znoszę tej cechy u siebie, tego że drę mordę. Otoczenie tak samo nie tolerowało moich wrzasków... i ja ich nie toleruję u siebie i innych dookoła. Teoretycznie powinnam być wyrozumiała. Ale nie jestem.

Całe życie walczę z własnym wrzaskiem. To jest syzyfowa robota. Chujowo mi z tym. Wrzask ciąży mi okrutnie, non stop. Mechanizm działa automatycznie. Wystarczy impuls i unoszę głos. Proste jak drut. Chociaż teraz to i tak nie to samo co dawniej...

To jest jak walka z nałogiem. Zdecydowanie jestem uzależniona od wrzasków. To moja największa słabość. Największa wada i defekt. Nie do zaakceptowania dla kogokolwiek. Ja też tego nie akceptuję u siebie. 

"Nie krzycz, nie wrzeszcz, nie unoś się, nie drzyj mordy, zamknij się" - Całe życie tego słucham, non stop.

Dla mnie krzyk to lekarstwo na wszystko. W ten sposób od urodzenia dawałam znać o tym, że wszystko dookoła jest źle. Teraz jestem dorosła a wciąż krzyczę. Mimo ogromnego wysiłku jaki wkładam każdego dnia, by nie reagować w ten sposób. Jasne, teraz jakkolwiek panuję nad sobą ale i tak krzyczę. Nie przestałam w ogóle. Czasem z bezsilności nad samą sobą, wydaje mi się, że tego nigdy nie zmienię...

Z krzykiem jest o tyle trudniej niż z każdym innym uzależnieniem, że powód jest ukryty. Teoretycznie krzyk pojawia się w danym momencie, w wyniku jakiejś sytuacji. Ale tak na prawdę ten powód krzyku, ukryty jest znacznie głębiej... Bardzo często bywa tak, że nawarstwiają się pewne aspekty i byle powód staje się zapalnikiem, który odpala mechanizm krzyku.

Nie usprawiedliwiam swojego krzyku nigdy przed nikim. Przed moim Dzieckiem także. Dlatego często gdy zaczynam się drzeć wychodzę z chałupy. Lepiej ochłonąć niż kontynuować darcie japy. Stosuję mnóstwo technik, które pomagają mi przezwyciężyć darcie się. Ale to i tak nie działa na dobre...
 PODPIS

5 komentarzy:

  1. Możesz zdradzić te techniki? Ja też często reaguje krzykiem i moje dzieci już też sporo krzyczą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Krzyk to nic dobrego. Dobrze, że starasz się to opanować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zaczęłam pic melisę...robię to dla siebie i swojego najbliższego otoczenia. może pomoże...
    Generalnie krzyk u mnie jest tak naturalny jak oddychanie. nie jestem z tego dumna i żadne wytłumaczenie że wychowałam się w domu pełnym krzyku...choc pewnie przesiąkłam tym wzorcem tym bardziej mi trudniej używac innych metod...
    chyba wychodzenie z pokoju jest najlepsze gdy czuję, że zaczynam zaciskac szczękę,,,aha pomaga tez walenie w poduszkę, żeby nie wystraszyc córki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Juz któryś post z kolei... jakbym czytała o sobie ...

    OdpowiedzUsuń