wtorek, 20 stycznia 2015

Zaburzenia SI - czyli jesteśmy w domu.

Tak jak wspomniałam jesteśmy na ścieżce terapii zaburzeń integracji sensorycznej.
Jesteśmy po 1 wizycie i wstępnej diagnozie.


Jeszcze zanim zaszłam w ciążę miałam ogromną świadomość, że moje przyszłe Dziecko/Dzieci mogą być zaburzone. Dlatego po dzisiejszej wizycie nie jestem zaskoczona tym co usłyszałam. Od dłuższego czasu intensywnie szukałam konkretnej pomocy dla Leny i w końcu dotarłam do osoby, która zna się na rzeczy i wie o co chodzi. Przed nami terapia i współpraca.

Na moich studiach nie usłyszałam niczego na temat SI czyli Integracji Sensorycznej. Dopiero na praktykach mając styczność z dziećmi autystycznymi dowiedziałam się o tego typu zaburzeniach. Jednak nie czytałam i nie szukałam na siłę, nie chciałam niczego wmawiać sobie i bliskiemu otoczeniu. Szukałam odpowiedniej osoby, specjalisty który nam pomoże. 

Najpierw spotkałam się sama z Panią, z którą zaczynamy współpracę. Następny krok to spotkanie z nami czyli mną i Leną, które składa się przede wszystkim z obserwacji i ćwiczeń diagnostycznych. Pierwszą przed diagnozę czyli podejrzenia usłyszałam na pierwszym spotkaniu a dzisiejsze było potwierdzeniem owych podejrzeń.

Wyróżnia się kilka rodzajów Zaburzeń Integracji Sensorycznej. Każdy z nich może powodować różnorodne, złożone zachowania:
 
1) Dzieci unikające wrażeń sensorycznych.
2) Dzieci poszukujące wrażeń sensorycznych.
3) Dzieci mające obniżone umiejętności ruchowe.

Lena jest Dzieckiem poszukującym wrażeń. Głównym problemem jest brak hamulców - poszukując wrażeń rozkręca się na tyle, że nie potrafi wyhamować. Takie sytuacje kończą się np. histerią, wrzaskiem, płaczem, agresją czy rzyganiem. Tak tak moi drodzy, to właśnie tutaj tkwi przyczyna wszelkich ataków histerii występujących do tej pory!

A jakie są przyczyny zaburzenia SI u Leny? Przyczyny są złożone od genetyki (czyli faktu, że ja matka mam ADHD) przez poród (oksytocynę i zzo - tutaj bym polemizowała), po trudny start w macierzyństwie. Jednym z powodów jest fakt, że miałam problemy z karmieniem piersią, towarzyszący nieprzerwany ból oraz przekroczone powyżej normy hormony tarczycy doprowadziły mnie na skraj nerwicy i depresji. Otoczenie wywierało na mnie ogromną presję abym dalej karmiła mimo, że było to wbrew mojej woli a to odbijało się na maleńkiej Lence - za mało bliskości dostarczyłam Córce. Nie chodzi tutaj o samo karmienie ale o bliskość taką jak przytulanie. Tak na prawdę uczyłam się przytulać moje Dziecko dopiero po zakończonym karmieniu piersią, gdy już ból związany z pseudo bliskością kp przestał mnie męczyć. Nie pomógł też w tym fakt, że przez wiele miesięcy byłam nabuzowana i sfrustrowana. Powodów jest też jeszcze wiele innych. Również fakt bycia DDA zarówno u mnie jak i mojego męża.

Najbardziej na świecie chcę pomóc mojemu Dziecku. Teraz wiem, że jesteśmy na właściwej drodze a przed nami ogrom pracy. Na szczęście terapia SI to dość przyjemna współpraca więc nie tracimy czasu i bierzemy się do roboty!


 PODPIS

2 komentarze:

  1. Najważniejsze, że macie już diagnozę. Teraz nawet w domu możecie przez zabawę, ćwiczyć co działa uspokajająco i jeszcze was do siebie zbliży.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też miałam podejrzenia zaburzeń integracji sensorycznej u m. Byłam u kilku specjalistów, też w poradni SI, wszyscy zgodnie mówili, że dziecko jeszcze jest za małe by go diagnozować (miał 2 lata). I mieli rację... m. z tego wyrósł, choć wciąż mnie niepokoi słaby rozwój mowy... ale jak na razie to tylko ja panikuję, reszta (rodzina, lekarze) uważają, że wszystko jest w normie...

    OdpowiedzUsuń