sobota, 14 lutego 2015

Błyskawiczna reakcja, natychmiastowa pomoc.

Znowu obiegła nas informacja o śmierci małego Dziecka,
Nie pierwszy raz lekarze olali pomoc.
Nie zareagowano tak jak należy.
Czy w takich sytuacjach mówimy o szczęściu czy pechu?
 

Zdjęcie stąd


W ciągu tego tygodnia byliśmy z Leną u 4 lekarzy. Nie uważam bym przesadzała z lataniem po lekarzach. Jeśli chodzi o zdrowie Dziecka idę w zaparte. Pisałam już tutaj, że Lena ma 2 antybiotyk w przeciągu miesiąca. Tym razem sprawa jest poważniejsza i leczenie będzie trwać jeszcze 2 tygodnie... 

2 lata temu zmieniłam przychodnię rodzinną dla mnie i dla Leny. Nie było to łatwe, bo obecna lekarka mówiła, że ma mnóstwo pacjentów. Udało mi się ją przekonać i na szczęście jesteśmy pod bardzo dobrą opieką.  Gdy dzwonię rano do rejestracji, to jeśli nie ma miejsc wolnych u pediatry to i tak nas przyjmują u innej lekarki. W miniony wtorek zostałyśmy przyjęte nawet jak zadzwoniłam do rejestracji po 16! Nie było już miejsc a zostałyśmy przyjęte w trybie pilnym, bez kolejki a było już po 17... Nikt nie robił nam łaski, nikt nie miał pretensji. Lena płakała z bólu ucha w przychodni i pacjenci sami nas wpuścili bez kolejki. Lekarka powiedziała, że na kontrol mamy stawić się za 3 dni. Czyli wczorajszy piątek...

Lena jest na silnym antybiotyku klacid od wtorku, mimo to do wczoraj nieprzerwanie gorączkowała. Pani zajrzała w ucho i powiedziała, że jest lepiej ale dobrze jeszcze nie. Poprosiła dodatkowo pediatrę, która potwierdziła obawy. Obie jednogłośnie uznały, że musimy stawić się jak najszybciej do laryngologa. W uchu jest wyciek ale nie było pewności czy ropny w dodatku błona bębenkowa była nie widoczna. W obawie o ewentualny ropny zator musiałyśmy udać się do specjalisty. W gabinecie dostałam namiary na pewnego laryngologa w naszym mieście i zadzwoniłam do niego....

Mimo, że na skierowaniu nie miałam wpisanego "pilne", to po wywiadzie telefonicznym lekarz kazał nam przyjechać natychmiast. Byłam w szoku... i jedną nogą w pracy. Zadzwoniłam do pracy, że się spóźnię. Najgorsze w tym było to, że przez telefon musiałam się szczegółowo tłumaczyć... a ja chciałam jechać na tą wizytę i wiedziałam, że spóźnię się maksymalnie godzinę! Lena była pod opieką babci i dziadka. 

Jak już ogarnęłam temat i wróciłam po Lenę, to był płacz. Lena stawiała się, że nie pojedzie do pana doktora. Zabrałam teściową wraz z Leną do auta i pojechałyśmy. Całą drogę był płacz i bunt. Zacisnęłam zęby i udało nam się wejść do gabinetu bez użycia siły. Pan doktor dokładnie zbadał ucho. Potwierdził wyciek ale nie ropny na szczęście. Sprecyzował diagnozę jako ostre zapalenie ucha. Uprzedził, że leczenie będzie trwać jeszcze 2 tygodnie, włączył lek przeciwzapalny Elofen do antybiotyku... i wyznaczył termin wizyty kontrolnej za tydzień.

Za wizytę nie zapłaciłam nawet 1zł.

A w wieczornych informacjach usłyszałam o tym Dziecku, które zmarło, bo lekarze mu nie pomogli... Czy można stwierdzić, że ten niewinny chłopczyk miał pecha? Czy kwestia odpowiedniej pomocy lekarskiej to łut szczęścia? 

Nie wiem ale doszłam do wniosku, że nad nami ktoś ewidentnie czuwa...


 PODPIS

4 komentarze:

  1. Aniu,gdzie konkretnie znajduje się ta nowa przychodnia?tez chce zmienić lekarza malemu:-( pozdrawiam Iwona O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz do mnie meila, podam namiary ale nie wiem czy Was przyjmie...

      Usuń
  2. Życzę Lence szybkiego powrotu do zdrowia a Wam dużo cierpliwości. Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i dziękuję za paczkę :)

      Wieczorem wyślę maila... ;)

      Usuń