piątek, 6 lutego 2015

Kociołek

Jak to dobrze, że już weekend za pasem!
Chociaż i te dwa dni zapowiadają się intensywnie.
Padam na twarz zasypiając razem z Lenką.
Mamy nowy rytuał:
umywalki i kibelki!


W poniedziałek rano był płacz... 

"Mamo, ja nie chcę do psiećkola, chce być z Tobooooo!"
Po odebraniu z przedszkola załączał się wyjec.
Teraz walczymy z kaszlem...

Nie do końca rozumiem sens przyprowadzania chorych dzieci do przedszkola. Niestety u Leny w grupie dzieci mają gile do pasa i kaszel niczym gruźlik... Rodzice wciskają Paniom maści i spraye do nosa.  A zaraza sieje się wokoło... Kurwa mać. My po 2 tygodniach od antybiotyku mamy znowu kaszel... a ja mam motłoch w pracy.

Stety niestety gdyby moja praca ograniczała się tylko i wyłącznie do sali w której przebywam, to rzekłabym że mam jak w raju. ALE tak nie jest. Szkoła pełni milion funkcji które nauczyciel musi realizować. Przyszła pora na mnie. A to oznacza merytoryczne przygotowanie się na ważne i trudne rozmowy w starszych klasach. Oraz czas, który wykracza poza opłacane normy... ;)

Nasza codzienność od momentu diagnozy SI zmieniła się na duże lepsze. Ale to wymaga od nas pracy z Lenką i pomocy w rozładowywaniu napięcia i emocji... Na każdym kroku musimy pilnować i reagować na bezpodstawne krzyki, wrzaski i płacze... by nie dochodziło do eskalacji w histerie.

Lena trudniej zasypia. Wieczorny rytuał uległ zmianie i kładę się razem z Córką, drapię ją po pleckach i głaszczę... Rozmawiamy o tym jaki będzie nasz dom. Lence bardzo się to spodobało, to pozwala Jej wyciszyć się i do końca rozładować emocje przed snem. Dziś była taka rozmowa między nami. Lena się zezłościła na mnie i krzyczała, że mnie nie lubi. Sprawa była błaha. Gdy jeszcze w złości zapytałam się jej czy dziś wieczorem chce, bym przy niej się położyła natychmiast się uspokoiła i powiedziała:

"TAK! I będziemy lozmawiać o umywalkach i kibelkach w nasym domu!"

Dzieciom do szczęście na prawdę niewiele trzeba :)

Oprócz tego na bieżąco obrabiam etat kury domowej czyli gary i sprzątanie mimo to nie rezygnuję z wszelkiej aktywności fizycznej... W tym tygodniu zaliczyłam 3 domowe treningi! Ogromną mobilizacją jest dla mnie TEN post u Kasi. Wygrzebałam w swojej torbie mały kalendarz biurkowy, który docelowo kupiłam do pracy. Ale... w pracy kalendarz kupiła koleżanka. I ten tułał się w mojej torbie od 2 tygodni. Doszłam do wniosku, że terminarz nauczyciela to nie jest odpowiednie miejsce do zapisywania w jaki sposób i ile się gibam. Z resztą tak napięty grafik bardziej by mnie przerażał, niż mobilizował ;)

A tak w owym kalendarzu, notuję tylko i wyłącznie aktywność fizyczną i rzeczywiście... puste dni mobilizują! Kalendarz stoi więc jest na widoku bez przerwy. To bardzo dobra motywacja :)






 PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz