poniedziałek, 9 lutego 2015

Matka w kontrze

Czasem to można sobie "nafiukać"
I dupa blada, nic nie wychodzi.
Dziecko się buntuje, drze i wyje.
A Ty matko MUSISZ teraz wyjść i nie ma czasu na godzinne tłumaczenie...


Próba sił z Dzieckiem to najgorsza rzecz jaka przychodzi, z nienacka trzeba się zmierzyć z własnym Dzieckiem.

Ostatnio zabieram Lenkę na teatrzyki w pobliskim centrum kultury. Problem polega na tym, że przed wyjściem z domu jest potworna wojna i ogromny problem z wyjściem. Razem kupowałyśmy bilet, tłumaczyłam, że za tydzień, za 5 dni, pojutrze... że będzie ciocia K z synkiem H. I dupa blada! Pół godziny przed wyjściem Lena siedzi w kącie, w piżamie, z kołtunem na głowie i wrzeszczy, że nigdzie nie idzie i zostaje SAMA w domu!

Co robić? Ja walczę. Bo limit czasu na prośby i tłumaczenia trwa do momentu gdy zostaje 5 minut do wyjścia. Zostać w domu? Czasem zostajemy.  Ostatnio wzięłam Dziecko za fraki, na siłę zdjęłam piżamę, na siłę ubrałam i wystawiłam przed drzwi, żeby się nie zgrzała. Czułam się podle. Ale co miałam zrobić? 

W ostatnim czasie 2x była wojna u lekarza. Trzymałam Ją nogami i rękami a badanie było na siłę. No kurwa nie szło inaczej!

Jednym z problemów zaburzenia integracji sensorycznej u Leny jest niesłuchanie poleceń, nie reagowanie na prośby i napady histerii. W tych momentach trzeba działać, krótko i konkretnie. Te zachowania są również charakterystyczne u dzieci autystycznych jak i z ADHD czy Zespołem Aspergera. Te zachowania mieszczą się w spectrum autyzmu. I ja o tym kuźwa wiem. I tym bardziej wiem, że nie zawsze da się w spokoju wszystko załatwić...

Przeczytałam wiele materiałów i przeprowadziłam setki rozmów na temat odpowiedniej reakcji w tego typu sytuacjach. Niestety nie zawsze da się wytłumaczyć i wynegocjować pokojowo. Na porządku dziennym działa odwracanie uwagi, tulenie, tłumaczenie ale nie zawsze... 

Dziękuję Bogu, że z podawaniem leków nie mamy żadnych problemów (na razie). Bunt z myciem i czesaniem włosów udało się wypracować. Wiele razy używam prostego argumentu: "Z kołtunem z domu nie wyjdziesz." Prosty i jasny komunikat. 

Dziecko nie rozumie czym jest upływ czasu i co to znaczy 5 czy 10 minut. Tłumaczenie i prośby są nużące i zwyczajnie nie docierają. To trochę tak jakby Dziecko zamykało się we własnym świecie i nic poza tym się nie liczy...


 PODPIS

2 komentarze:

  1. Jak ja Cię rozumiem. Mój syn też miewał takie akcje. Przeszło, ale wiem co to znaczy walka z własnym dzieckiem. Czasem leki podawałam mu unieruchamiając go nogami na podłodze tak by tylko głowa wystawała. Nie dało się inaczej. Przerabiałam ubieranie na siłę etc. Najbardziej drażniły mnie komentarze i opinie, że nie chce mi się poświęcić czasu by sprawę załatwić pokojowo, że to moje wygodnictwo i brak cierpliwości, a przecież każda matka zna swoje dziecko najlepiej i ja WIEM, że inaczej się nie dało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Czasami otoczenie bardziej nakręca sytuację niż samo dziecko :/
      U nas bardzo często zdarza się, że przy dotarciu w docelowe miejsce jest zwieszanie głowy i zawieszenie- przysiad w kącie i warczenie na wszystkich dookoła. Tłumaczenia, prośby, groźby nie pomagają i najlepiej jak zostawiamy Adiego samego na ochłonięcie. Czasami trwa to u Niego 10min, czasami godzinę. Ale też im częściej wybieramy się w dane miejsce, tym mniej ma problemów z zaaklimatyzowaniem się.

      Usuń