wtorek, 10 lutego 2015

Walec a może czołg?

Przejechał po mnie dziś 4-5 razy.
Czuję się ogłuszona, otępiała, wszystko mnie boli.
Najgorsze są wyrzuty sumienia...


Pół dnia była walka. Lena była rycząco-wyjąco-agresywna. Ciąg dalszy z poprzednich dni. Wszystko na NIE, wymuszanie, bunt na całego. A mnie dziś dopadł padalec - brak tolerancji, brak zrozumienia, brak empatii, współczucia... Miałam dość. Do tego agresja Leny w stosunku do mnie. Jakby diabeł opętał moje Dziecko... 

3 razy mnie przepraszała, obiecywała, że będzie ok. Ja trzymałam dystans a za chwilę znowu jazgot. Za 4 razem udało się osiągnąć niemal całkowity spokój. Udało się wyjść bez szwanku z domu, zapakować w auto i wyruszyć na krótką wycieczkę do pepco, w ramach odstresowania i zmiany klimatu. Wszystko było dobrze, jakby wróciła norma... I tak do czasu, gdy stojąc w kolejce Lena trzymając się za głowę powiedziała:

"Mama, ucho mnie boli".
A mnie jakby coś w łeb strzeliło.

2 tygodnie temu Lenka skończyła antybiotyk na oskrzela. Były u nas ferie, więc kisiłyśmy się w domu. W ubiegłym tygodniu wróciła do przedszkola a ja do pracy. Po 3 dniach zaczęła pokasływać więc zaczęłam dawać syropki. W sobotę pojawił się ogromny katar. Siedziałyśmy cały dzień w domu, dołączyłam inhalacje i inne syropki. W niedzielę katar był bakteryjny ale udałyśmy się na zaplanowany teatrzyk a potem wizyta u lekarza. Zmian zapalnych brak ale leczenie wdrożone. Niestety brak poprawy.

Zrobiłam syrop z cebuli, czosnku i cytryn. Inhalacje 3x dziennie z soli fizjologicznej + kropla amolu. Leki od lekarza kolejne 70zł w aptece. I nic.

Dziś było po 16 gdy niepewnie zadzwoniłam do przychodni, kazano nam jechać natychmiast. Udało się wejść bez kolejki, bo przed gabinetem Lena już pokładała się i płakała z bólu. Mamy ostre zapalenie ucha. Nurofen forte podaliśmy jeszcze w aptece, żeby jak najszybciej przyniósł ulgę. Kombinujemy z opieką nad Leną, babcie, dziadkowie i ciocie są postawione w stan gotowości. Rezerwacja dni wolnych, tak by opieka była bez dłuższego zwolnienia. Przed nami co najmniej 2 tygodnie w domu. I przyznaję, że na myśl o powrocie do zarazy w przedszkolu czuję ogromny strach. 

W ogóle strach, panika i lęk tak mną owładnęły, że jeszcze nie doszłam do siebie. Mam wyrzuty sumienia za dzisiejszą gorszą połowę dnia...

 PODPIS

3 komentarze:

  1. Trzymaj się... nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu ! współczuję trzymaj się , musi być dobrze! Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń
  3. Ania, u nas to samo... Są momenty, że myślę, żeby na jakiś miesiąć-dwa w ogóle Córkę zabrać z przedszkola.

    OdpowiedzUsuń