Walec a może czołg?

Przejechał po mnie dziś 4-5 razy.
Czuję się ogłuszona, otępiała, wszystko mnie boli.
Najgorsze są wyrzuty sumienia...


Pół dnia była walka. Lena była rycząco-wyjąco-agresywna. Ciąg dalszy z poprzednich dni. Wszystko na NIE, wymuszanie, bunt na całego. A mnie dziś dopadł padalec - brak tolerancji, brak zrozumienia, brak empatii, współczucia... Miałam dość. Do tego agresja Leny w stosunku do mnie. Jakby diabeł opętał moje Dziecko... 

3 razy mnie przepraszała, obiecywała, że będzie ok. Ja trzymałam dystans a za chwilę znowu jazgot. Za 4 razem udało się osiągnąć niemal całkowity spokój. Udało się wyjść bez szwanku z domu, zapakować w auto i wyruszyć na krótką wycieczkę do pepco, w ramach odstresowania i zmiany klimatu. Wszystko było dobrze, jakby wróciła norma... I tak do czasu, gdy stojąc w kolejce Lena trzymając się za głowę powiedziała:

"Mama, ucho mnie boli".
A mnie jakby coś w łeb strzeliło.

2 tygodnie temu Lenka skończyła antybiotyk na oskrzela. Były u nas ferie, więc kisiłyśmy się w domu. W ubiegłym tygodniu wróciła do przedszkola a ja do pracy. Po 3 dniach zaczęła pokasływać więc zaczęłam dawać syropki. W sobotę pojawił się ogromny katar. Siedziałyśmy cały dzień w domu, dołączyłam inhalacje i inne syropki. W niedzielę katar był bakteryjny ale udałyśmy się na zaplanowany teatrzyk a potem wizyta u lekarza. Zmian zapalnych brak ale leczenie wdrożone. Niestety brak poprawy.

Zrobiłam syrop z cebuli, czosnku i cytryn. Inhalacje 3x dziennie z soli fizjologicznej + kropla amolu. Leki od lekarza kolejne 70zł w aptece. I nic.

Dziś było po 16 gdy niepewnie zadzwoniłam do przychodni, kazano nam jechać natychmiast. Udało się wejść bez kolejki, bo przed gabinetem Lena już pokładała się i płakała z bólu. Mamy ostre zapalenie ucha. Nurofen forte podaliśmy jeszcze w aptece, żeby jak najszybciej przyniósł ulgę. Kombinujemy z opieką nad Leną, babcie, dziadkowie i ciocie są postawione w stan gotowości. Rezerwacja dni wolnych, tak by opieka była bez dłuższego zwolnienia. Przed nami co najmniej 2 tygodnie w domu. I przyznaję, że na myśl o powrocie do zarazy w przedszkolu czuję ogromny strach. 

W ogóle strach, panika i lęk tak mną owładnęły, że jeszcze nie doszłam do siebie. Mam wyrzuty sumienia za dzisiejszą gorszą połowę dnia...

 PODPIS

Komentarze

  1. Trzymaj się... nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu ! współczuję trzymaj się , musi być dobrze! Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń
  3. Ania, u nas to samo... Są momenty, że myślę, żeby na jakiś miesiąć-dwa w ogóle Córkę zabrać z przedszkola.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga