niedziela, 8 marca 2015

Tygodniowy plan treningowy - done!

To już kolejny tydzień za mną, w którym mimo miliona trudności, udało się zrealizować plan.
Jakikolwiek plan to nie lada wyzwanie.
Tym bardziej, że każdego dnia coś się zmienia i zaskakuje ;)
Tak jak pranie zrobione w czwartek, powieszone dopiero w piątek... 

3 treningi w tygodniu, 3-4 dni w pracy. Milion spraw z których o 1/4 zapominam. Jeszcze pół roku temu regularna aktywność fizyczna była dla mnie poza zasięgiem. Teraz wiem, że da się. Tak jak da się pakować dobre jedzenie do pracy bez stania przy garach. 
Śniadanie jem ZAWSZE. Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Mój organizm zaprogramowany jest na tyle, że ten pierwszy posiłek "trzyma" 3-4h. Owsianka czy płatki żytnie na zmianę z jajkami... To pierwsze w przygotowaniu w ciągu 5 minut. Wrzucam do miski, zalewam gorącą wodą, dodaję 2 łyżki jogurtu i odstawiam na chwilę.


Oszalałam na punkcie połączenia: 
truskawkowych pomidorków koktajlowych z czerwoną papryką i świeżą bazylią :D

 Bento vel lunchbox - genialny sposób na lunch w pracy. Wrzucam resztki z obiadu jakieś warzywa... Do jajka "niespodzianki" wrzucam szczyptę soli, ziół, wyciskam sok z cytryny i dodaję oliwę - dressing do warzyw idealny!  Do ryżu i kaszy jaglanej dodaję przyprawy i kilka kropel oliwy. Mix sałat i paczkę świeżego szpinaku staram się mieć w lodówce cały czas. Małe kulki mozzarelli, truskawkowe pomidorki koktajlowe i świeżą bazylię dorwałam ostatnio w lidlu :) 
Zielone koktajle to jedyny sposób na owoce w moim przypadku. Wrzucam wszystko, miksuję i przelewam do słoika (po majonezie ;). W mojej pracy nie ma przerw, zjada się w przelocie w kącie gdzie nikt się nie pałęta pod nogami. Po koktajl sięgam w pierwszej kolejności, przede wszystkim ze względu na cenne składniki, które "ulatniają się" im dłużej ten stoi.

Po raz kolejny kalendarz wygrywa. Stoi na parapecie w centralnym miejscu, tak że bije po oczach  każdego dnia. 2 dni bez treningu? No choćby się waliło i paliło 3 dnia trzeba wyrwać czas i pogibać się. Po 2 dniach przerwy ciało domaga się ćwiczeń ;)


Kolejne 2 dni przerwy i 3 x Tabata z zabawkami...
Mięśnia dosłownie paliły! 
12 minut turbo wycisku na różne partie ciała, następnie wyciszenie na piłce gimnastycznej i joga...


Niedziela pełna wrażeń zakończona ciężkim bieganiem.
Walka z ciężkim oddychaniem, ciężkimi nogami z nosa się lało...
ALE dołożyłam jeszcze kawałeczek i 7,44km pękło!
Tym samym sezon na bieganie o zachodzie słońca uważam za otwarty.
Oczywiście TEN wiosenny zachód słońca :)


Na koniec mały eksperyment...
Latte macchiato z mlekiem ryżowym!
Wydawało się, że to niemożliwe.
Mleko ubiłam za pomocą dyszy w ekspresie ciśnieniowym z odrobiną cukru trzcinowego.
Do kawy dodałam przyprawę do piernika...
No i udało się!


Smak mleka ryżowego nie jest dominujący a kawa daje MOC!





 PODPIS

2 komentarze:

  1. Uważam, że kalendarz i planowanie to podstawa. Inaczej - czas ucieka między palcami, a dokładniej między poduchami na kanapie :)

    OdpowiedzUsuń