piątek, 3 kwietnia 2015

Niezwykle

Wczoraj był zabiegany dzień.
Ostatnie dni i tygodnie były zabiegane.
Więc dzisiejszy dzień z ulgą i radością spędziłam w chałupie.
Z Leną.
I było niezwykle, wyjątkowo...



Chociaż nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. I właśnie o to chodzi... był SPOKÓJ. Taki upragniony, wyczekany i wytęskniony... Lena cały dzień chodziła w piżamie, każdym posiłkiem była przeze mnie karmiona. Nie dała mi wyjść z łóżka do 10 (!) leżałyśmy, przewalałyśmy się, chowałyśmy pod kołdrą, rozwiązywałyśmy zagadki i zadania. Gdy mówiłam, że muszę wstać to Lena kładła się na mnie mówiąc, "Nie jesce Mama".

W końcu udało mi się wyzwolić spod słodkich ramion mojego Dziecka. W końcu rozkręciłam się na dobre i odwaliłam kawał roboty. Lena wyjątkowo kręciła się przy mnie, nie przeszkadzając zbytnio... Nawet sama przygotowała sobie stanowisko do "pracy"..:


To był układ idealny: Ona malowała farbami rolki po papierze toaletowym a ja latałam ze ścierką. Cyklicznie przytulałyśmy się... i każda z nas była bardzo zadowolona. Fakt faktem, że umówiłam się z Leną na to, że żadna z nas nie będzie krzyczeć. Były momenty małego napięcia (żeby nie było całkiem idealnie). Nawet jak już Tata wrócił z pracy to nie było wrzasku. Tym razem nawet zasnąć było trudniej niż zazwyczaj. Czyżby nadmiar spokoju tak zadziałał, że nie chciało się kończyć tego dnia?

Przez cały dzień słuchałyśmy radiowej Trójki. Nastrojowa muzyka podtrzymywała spokojny rytm dnia... a gdy kawał po 20 wieczorem Lena zasnęła... a w radiu usłyszałam ten utwór:


Rozkleiłam się na dobre. Myślałam o tym jak dobry dzień jest za nami... Nie wiem czemu ale przemknęła mi przez głowę myśl o moim Ojcu... Dziś obchodziłby imieniny... A dokładnie rok temu dowiedziałam się, że Jego już nie ma... I znowu pojawiła się ta myśl, że już nigdy się nie spotkamy... i rozryczałam się jeszcze bardziej.

To był na prawdę Wielki Piątek.
 PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz