niedziela, 12 kwietnia 2015

Racjonalizacja

Strach ma wielkie oczy.
Wszystko da się przetrwać.
Chyba, że szlag nas trafi.
A jeśli nie.
To chuj z tym.

Gdy pisałam o aktualnej nerwicy lękowej, ktoś się zapytał jak sobie z tym radzę. Niepokój nie odpuszcza. Zwykle pojawia się po południu, na wieczór i wtedy gdy jestem sama. W takich momentach jedynym "lekarstwem" jest racjonalizacja lęku. Czyli sprowadzanie go na ziemię. Najzwyczajniej na świecie oznacza to nic innego jak tłumaczenie przed samą sobą, że owy lęk jest z dupy wzięty i niczemu nie służy.

W nerwicy lękowej paniczny lęk towarzyszy niemal non stop i najczęściej dotyczy on chorób i śmierci. Zarówno jedno jak i drugie jest nieodłączną częścią naszego życia. Chorujemy wszyscy mniej lub bardziej a rodzimy się po to by prędzej czy później umrzeć. Strach przed bólem? Ból to też nieodzowna część życia. Strach przed wojną? Wojny były są i będą. 

Ostatnio czytałam statystyki w moim regionie odnośnie bezpieczeństwa w minione święta wielkanocne. Najwięcej interwencji policji dotyczyło, domowych awantur rodzinnych - jeśli nie ma wojny na podwórku, to jest ona w domach.

Nieważne jak wielkie oczy ma mój strach - w niczym on nie pomaga, niczemu nie służy.

Prawda jest okrutna - kiedyś było trudniej. Nasi przodkowie mieli trudniej a jednak radzili sobie lepiej. Staram się też czytać to co może mi pomóc. Czasem artykuł w gazecie może dać więcej niż stosy książek. Ostatnio natknęłam się na taką wypowiedź:

"Większość wyzwań przed którymi stajemy w naszej cywilizacji i kulturze, jest niczym w porównaniu z tymi, z którymi radzili sobie nasi przodkowie. Jesteśmy genetycznie przygotowani, by radzić sobie  z trudnymi sytuacjami."*

Z czasem udało mi się przeanalizować źródło mojej nerwicy lękowej. Niestety z dnia na dzień nie da się zmienić miejsca zamieszkania i przyspieszyć przeprowadzkę, która zdaje się nigdy nie nadejść. Głośne powiedzenie o problemie to taka konfrontacja przed samym sobą. Budowa domu może doprowadzić do nerwicy!

Nie zaciskam już zębów, na głos powtarzam jak bardzo wkurwia mnie przeciąganie i jak bardzo mam dość. Jest mi źle i będzie dopóki to się nie zmieni. Żaden lekarz, żadne leki ani psychoterapeuta nie pomoże. Dopóki nie wyeliminuje źródła chronicznego stresu czyli nie wyprowadzę się z ciasnej klitki do normalnego domu.

Nazwanie rzeczy po imieniu to klucz do radzenia sobie samemu. Aby to zrobić trzeba przełamać barierę wstydu. Niby każdy ma problemy ale przyznać się do nich? Narzekanie to jedno a przyznanie do własnych problemów to drugie. Zazwyczaj narzekamy na innych, rzadziej na siebie. Obwinianie innych o porażki czy wytykanie cudzych błędów - to chleb powszedni. Ale wytykanie własnych błędów?

Oswajam się z własnym strachem, niepokojem i lękami. Panikę wyganiam. Zamiast tkwić w niepewności ze strachem na plecach wolę go mieć obok siebie i iść razem z nim. Nie uciekam.

* źródło: PANI nr marzec 2015, s. 189
autor: Dr Tomasz Witkowski


 PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz