wtorek, 7 lipca 2015

Jechać, zapomnieć.

Niewiele pamiętam z wczorajszego dnia.
Dzisiejsza batalia z pobieraniem krwi to była kulminacja.
Dobrze, że już mamy to za sobą.
Wyniki nie są tragiczne ale i nie najlepsze...

CRP podwyższone, wiemy tyle że wdała się infekcja po wirusowa. Najważniejsze jest to, że mimo skierowania, udało nam się ominąć oddział szpitalny...

W ferworze nerwów wysprzątałam cały dom. Odkurzałam i myłam od góry do dołu. Mimo zmęczenia, niewyspania i całej nerwówki musiałam odreagować. Na szczęście z Leną jest nieco lepiej i mogłam dziś wyrwać się na rower. Gdy mąż wrócił z pracy, Lena spała a ja uciekłam...


Niemal 19km i wróciłam do domu jak nowo narodzona. 
Rower - lekiem na całe zło!

 PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz