poniedziałek, 6 lipca 2015

Z bajki w koszmar.

W końcu udało mi się uciec do innego świata.
Spędziłam 2 dni w pewnej bajce.
Teraz układam wspomnienia i trzymam się ich kurczowo.
Bo 2 dni minęło za szybko a po powrocie czekała na mnie brutalna rzeczywistość...


Jelitówka to niby nie tak straszna choroba. A jednak wczoraj wzywałam pogotowie dla mojej Sis a dzisiaj biegałam po lekarzach i szpitalu z moją Leną... Nie wiem ile razy płakałam z przerażenia. Nie ma nic gorszego dla matki jak strach o własne Dziecko. Drzemie we mnie prawdziwa lwica, dla mojego Dziecka jestem w stanie poruszyć niebo i ziemię, by ulżyć w Jej cierpieniu...

Lena cierpi, bardzo. Ma potworne bóle brzucha. Jelitówka zaczęła się w poprzedni weekend (nie, nie ten miniony) a wczorajszej nocy zaczął się koszmar. Lena nie mogła spać, wyła a My Ją nosiliśmy na rękach i głaskaliśmy po brzuszku. Nie gorączkowała, 0 biegunki i wymiotów, piła. Rano zadzwoniłam do przychodni i o 13 byłyśmy na wizycie. Dostałyśmy skierowanie na mocz i do szpitala... Torba leków do domu. Lekarka nam powiedziała, że jeśli nie będzie poprawy musimy zrobić Jej USG brzuszka. Gdy Lena leżała na mnie skóra do skóry, ja gorączkowo zastanawiałam się nad tym co mam robić dalej. Podałam pracetamol ale Lena go zwróciła. Wtedy wpadłam w panikę i dostrzegłam, że mam w ręku skierowanie na oddział pediatryczny... W desperacji zaczęłam wydzwaniać po wszelkich możliwych miejscach, by zrobić to cholerne USG prywatnie i jakimś cudem ominąć oddział w szpitalu. Udało nam się a wraz z opisem badania dotarliśmy na prywatną wizytę do kolejnej lekarki. W międzyczasie dowiedziała się, że nasza ukochana Babacia doktor niedawno zmarła... 

Jutro musimy zrobić badania na mocz i morfologię. Dzięki Bogu brzuszek jest miękki i to właśnie odroczyło nam oddział szpitalny. W USG mamy, że w brzuszku jest wolny płyn i powiększone węzły chłonne. Dlatego Lena cierpi. Płakała krzycząc, że już nie wytrzymuje... 

Oczywiście w między czasie, nie obyło się bez kłótni z mężem i najchętniej wysadziłam Go w kosmos. Gdyby nie fakt, że Lena bardzo potrzebuje Taty...

Przez 2 dni chłonęłam całą sobą każdą sekundę. Pewne sny stały się rzeczywistością a ja nareszcie, po wielu latach zrozumiałam, że życie może być absolutnie piękne...
 
"W moim życiu nastała zima, a ludzie, których spotkałam w drodze stali się moim latem. 
Nocą zasypiałam z wizjami siebie tańczącej, śmiejącej się i płaczącej wraz z nimi."




 PODPIS

2 komentarze:

  1. Bardzo mi przykro ale trochę nabierz dystansu. Dzieci chorują, wymiotują, maja biegunkę, lecą przez ręce, gorączkują jak szalone. Muszą wyrzucić z siebie wirusa - wydalić go z organizmu. Pomożesz tylko swoim spokojem i opanowaniem. tu żadne leki, szpitale i apteki i biegane z biednym dzieckiem nie jest wskazane. Spokój pojenie i czekanie. ( i dobry probiotyk). Szpital to ostateczność - przy odwodnieniu, nie przy wymiotach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję i trzymam kciuki, żeby jak najszybciej było ok. Strach o dziecko jest OKROPNY i ta bezradność... :(

    OdpowiedzUsuń