wtorek, 18 sierpnia 2015

Hamowanie na maksa.

Czeka się na coś miesiącami i tygodniami.
I gdy nadchodzi dzień ważnych spraw zdrowie się rypie a człowiek wyje z bólu.
Trzeba się ratować, resztkami sił...


Za mną kolejny tydzień pod znakiem gości i spotkań rodzinnych. Ostatni goście wyjechali a dziś miał być dzień załatwiania ważnych spraw. Jedna w urzędzie a druga w szpitalu... O mały włos i nic bym nie załatwiła...

Już wczoraj wiedziałam, co się święci. Najpierw kilka dni napięcia a potem ostry ból jajnika. Dałam radę zasnąć bez leków przeciwbólowych i przetrwać noc. Rano obudził mnie znajomy ból, wstałam i wzięłam nimesil, wstawiłam wodę i zrobiłam termofor. Jednak ból nie przechodził... Po kilku godzinach próby ogarnięcia siebie, ból nie ustępował a wręcz nasilał się. Zaczęłam panikować. W pewnym momencie bolało wszystko a ja zaczęłam słabnąć i trząść się. Resztkami sił ogarnęłam siebie, na szczęście Lena ubrała się sama a ja z rykiem zadzwoniłam do męża, że jest coraz gorzej i muszę jechać na zastrzyk do przychodni. W między czasie łyknęłam paracetamol i dalej kurwa NIC.

Bałam się, że nie wsiądę do auta. Jednak adrenalina zadziałała i dotarłam do przychodni. Dostałam zastrzyk... w międzyczasie zostawiłam Lenę u męża w pracy i cudem dotarłam do urzędu i przychodni. W końcu poczułam głód, odebrałam Lenę i zrobiłyśmy rundę po mieście. Zjadłyśmy obiad w tesco a ja wypiłam kawę w kawiarni. 

W takie dni jak dzisiaj wiele spraw nie ma dla mnie znaczenia. Przeczuwając co się święci, wczoraj posprzątałam w domu a dziś cały dzień nie musiałam robić wiele... oprócz sprawy w urzędzie i przychodni.

Gdy wróciłyśmy z Leną do domu ja padłam na łóżko. Czuję się jakby walec po mnie przejechał i coś wywróciło na "lewą stronę". 

W urzędzie dowiedziałam się, że mam czekać do czwartku a w przychodni, że nie pasuję do pacjentów i uznano mnie za miłą przedstawicielkę firmy farmaceutycznej. 

Takie ciężkie dni jak dzisiejszy na zdarzają się często. Kumulacja wielu wydarzeń i nerwów sprawia, że organizm nie reaguje na leki. To przestroga żeby się wyciszyć...

 PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz