wtorek, 25 sierpnia 2015

Niepowodzenie

Co najbardziej w życiu boli...
Porażka, bezsilność i niemoc.
Wtedy też pojawia się ból.
Ból dupy.


Jeśli odnoszę porażkę a to = niepowodzeniu + bezsilność + niemoc to oznacza też jedno. Albo zderzyłam się z murem, albo przejechał po mnie czołg. Temu też towarzyszy ból. O ile wziąć pod uwagę, że mur i czołg jest przenośnią i w rzeczywistości nie odniosłam obrażeń fizycznych, to znaczy że boli mnie dusza... yy nie dupa.

No więc mam ból dupy.

Wraz z bólem dupy, życiową porażką vel niepowodzeniem, bezsilnością i bezradnością... towarzyszy też turbo wkurwienie na wszystko i wszystkich. Bo ból dupy to też niezręczna rola ofiary losu. A zdecydowanie obecnie czuję się jak pierdolona ofiara losu.

Nienawidzę tego stanu. Bo dlaczego inni mają prawo do większego szczęścia? Bo dlaczego ja muszę walczyć z wiatrakami a inni mają wszystko podane na tacy? Nie ma znaczenia gdzie się urodziłam, jakich mam/miałam rodziców, jakie mam wykształcenie i z kim sypiam. Nie ma znaczenia mój wygląd, czy jestem ładna czy brzydka. 
Postanowiłam zostać alkoholikiem.
Ot co.
Jeśli boli to trzeba się znieczulić. A chciałam dziś pobiegać, to po tygodniach suszy akurat dziś zaczęło padać (!) 
Nie mam ochoty słuchać o tym, że przesadzam, że głowa do góry, będzie lepiej, nie teraz to innym razem. Nawet pomruk mnie wkurwia. Współczucie już dawno mam w owej bolącej dupie.
Przeraża mnie siedzenie w domu. Najbardziej boję się pustych ścian i ciągłego sprzątania...
Od 1 września jestem bezrobotna.



 PODPIS

5 komentarzy:

  1. Współczuję Aniu...niestety w naszym miescie trzeba miec gruuuuuuube plecy, żeby dostac pracę w szkole, wiem co mówię, moja siostra rownież pedagog, na początku maja zaczela szukac pracy , niestety mimo 7 letniego doswiadczenia w zawodzie- zero odzewu, znalazla pracę w innym miescie gdzie jest podobno największe bezrobocie w Polsce.... mimo wszystko trzymam kciuki, może bedziesz miala więcej szczescia:)
    Pzdr
    Iwona O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety zarówno O. jak i okolice to tylko znajomości.Szukam pracy w przedszkolu,mam skończone studia,i kur.nawet na woźną mam za słabe plecy. Pozdrawiam,Justyna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykre, że zamiast pełnego pasji pedagoga, przyjmują do naszych szkół w O. miernoty. Bo przecież co roku przyjmują. "Wystarczy" być w gronie kościółkowych znajomych miłościwie panującego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam ten ból i znam ten stan. Obecnie właśnie wchodzący na wkurwienie na calusieńki świat. Zawsze dbałam o to by moje doświadczenie zawodowe było coś warte. Na studiach starałam się pracować by na start mieć już "coś". Dziś od pół roku jestem bezrobotna a wszystko za co się wezmę kończy się klapą :(
    Marzę by ten rok się skończył, bo zaczął się osobistą stratą i od tamtej pory ciągnie się za mną pasmo niepowodzeń.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie martw się!!! Wszystko minie. Spójrz na tą sytuację z góry. Może tak musiało być. Po coś? Dla kogoś? Dla Ciebie?:) głowa do góry. ja też się zamartwiałąm perspektywą bezrobocia a teraz cierpie na nadmiar ;pracy:)

    OdpowiedzUsuń