poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Szkoła od podszewki

Przez lata zaklinałam się i powtarzałam, że nie będę w szkole pracować.
Nigdy nie chciałam być nauczycielem.
Tym bardziej nie chciałam pracować w szkole podstawowej.
Zawsze wolałam "trudną" młodzież: gimnazjaliści i licealiści.
Los zdecydował inaczej.

Rok temu byłam pełna nadziei i jednocześnie przerażona. Przez wiele miesięcy szukałam pracy i jedyna propozycja jaką dostałam to część etatu w szkole podstawowej. Przerażał mnie fakt, że mam pracować z małymi dziećmi. To nie jest moja grupa docelowa, z którą chciałam współpracować. Postanowiłam podjąć się wyzwaniu i zdobyć doświadczenie. Pod skórą czułam, że to nie moja bajka... Bazowałam na mojej wiedzy i doświadczeniu z dzieciństwa. Kładłam nacisk na wychowywanie i problemy dzieci... i właśnie tutaj przeżyłam największe rozczarowanie.

W każdej szkole są trudne dzieci i mi właśnie na tych trudnościach zależało. Zależało mi na tym by je wyhaczyć i pomóc. Niestety nie byłam wychowawcą w klasie więc czułam się ograniczona. Mimo to starałam się wejść we współpracę z kimkolwiek ale było z tym różnie....

Mój opiekun stażu to była tragedia. Gdy zgłaszałam dany problem to w odpowiedzi słyszałam, że powinnam przeczytać sobie książkę o tym jak mówić by dzieci mnie słuchały. Niestety ta książka nie pomagała w rozwiązaniu problemów. Od opiekuna stażu usłyszałam też, że nie wolno mi samej diagnozować dzieci i tym bardziej sugerować jakiejś diagnozy, bo nie jestem specjalistą. Co więcej powiedziano mi w trakcie roku szkolnego abym nie odsyłała rodziców danych dzieci do pedagoga i psychologa...

O ile wychowawca danego ucznia był chętny do współpracy, nie było najgorzej. Wtedy wychowawca mógł również rozmawiać z rodzicem i ponaglać pedagoga szkolnego do pomocy. Efekty w pracy z dzieckiem jakieś były. Niestety nie każdy wychowawca chce współpracować...

Podczas mojej pracy w szkole najbardziej zszokował mnie jeden fakt. Odniosłam nieodparte wrażenie, że wiele problemów jest zamiatanych pod dywan. Najprościej jest stwierdzić, że Dziecko jest rozpuszczone przez rodziców a z rodzicami kontakt jest marny. Do dziś nie potrafię zrozumieć dlaczego wiele potencjalnie zaburzonych dzieci szkoła nie wysyła na diagnostykę do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Przez cały rok, gdy pracowałam co najmniej 2 dzieci nie zostało odpowiednio zdiagnozowane a jest im niezwykle trudno i traktowane są jak wyrzutki społeczne.

Nieudolność w owej szkole waliła wprost po oczach. Pamiętam gdy wyczułam u jednego rodzica woń alkoholu. Natychmiast zgłosiłam to mojej opiekunce stażu a ta tylko wzruszyła ramionami... Niestety ja nie mogłam z wieloma kwestiami się wychylać... i miałam związane ręce.

Miałam w swojej grupie pewnego chłopca, który miał problemy z emocjami. Niestety współpraca z wychowawcą, pedagogiem i psychologiem była fatalna. Ponieważ Ojciec chłopca był bardzo kontaktowy poprosiłam aby dla dobra syna wysłał Go do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Niestety musiałam też go poprosić o to aby nikomu nie mówił o tym, że to było z mojego polecenia...

Poziom nauki z roku na rok się obniża. Ale zamiast zastanowić się nad efektywną pracą nauczyciela, łatwiej jest obarczyć odpowiedzialnością samych uczniów i wskazywać nieudolnych wychowawczo rodziców.
 
Początek pracy to był koszmar. Czułam się jakby ktoś mnie wrzucił do ciasnej przechowalni dzieci. Nie dostałam żadnych wskazówek na czym polega ta praca. Miałam obserwować a jedyne co widziałam to chaos. Dopiero po miesiącu, gdy przyszły nowe Panie udało się stworzyć jakiś system współpracy. Narzuciłam harmonogram dnia i cały rok dobrze nam się pracowało. 
stem też pewna jednego: mojego Dziecka nie wyślę do tej szkoły.

Dziś też jestem pełna nadziei... i ogromnie się cieszę, że jutro nie wracam tam do pracy. Wiem też, że mojego Dziecka nie zapiszę do tej szkoły. Ja odzyskałam wolność i liczę na to, że wreszcie wrócę do normalności.


 PODPIS

2 komentarze:

  1. Trudno mi to sensownie skomentować. Wierzę, że nie wszędzie i zawsze jest tak, jak piszesz...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż strach pomyśleć, że są takie szkoły.

    OdpowiedzUsuń