wtorek, 20 października 2015

W głębi duszy, śmieszy mnie to.

Niedawno było święto nauczycieli.
Niektórzy z nich protestowali w Stolicy, twierdząc że "za mało" zarabiają.
Mnie to śmieszy.

Być może moi koledzy/koleżanki po fachu poczują się urażeni tym postem. Trudno ;) Nauczyciele są uprzywilejowani w naszym kraju. Zaraz po lekarzach, policjantach i innych mundurowych to jedna z nielicznych grup, która funkcjonuje na przywilejach. Wszyscy wiedzą ile wolnego w ciągu roku kalendarzowego mają nauczyciele. Ilość godzin na etacie nauczyciela też wzbudza kontrowersje i wcale mnie to nie dziwi. Fakt jest taki, że stanowisko nauczyciela to specyficzne miejsce i narażone na ogrom stresu...

I to zaczyna się moje ALE. Czy nauczyciel jest bardziej narażony na stres niż pracownik socjalny czy asystent rodziny? Uważam, że nie. Co więcej wychodzę z założenia, że zarówno pracownik socjalny jak asystent rodziny czy taki wychowawca jak ja tak samo zasługujemy na przywileje, jakie posiadają nauczyciele! 

Dlaczego więc nauczyciel protestuje, narzeka i jęczy, że mu mało dają? Tutaj mogę podzielić się własnymi wnioskami jakie wyciągnęłam przez rok pracy w szkole. Miałam okazję obserwować nauczycieli od najniższego szczebla po najwyższy. Nauczycieli z powołania mogę policzyć na palcach jednej ręki. Z czego więc to wynika? Ano z tego, że większość nauczycieli w swoim życiu nie zaznali pracy opartej na kodeksie pracy. Ktoś, kto całe życie pracuje na przywilejach nie potrafi docenić takowych jeśli nie zaznał trudniejszych warunków. 

Mogę porównać mój przypadek:
Pracując w szkole na 1/2 etatu - pracowałam 14godzin w tygodniu przez 3 dni. Netto dostałam 855zł miesięcznie + różne dodatki i full wolnego czasu w tym niemal 2 miesiące wakacji, przerwy świąteczne itd.
W obecnej pracy, gdzie mam umowę opartą o kodeks pracy na 1/2 etatu - pracuję 20godzin w tygodniu przez 5 dni a netto będę dostawać ok 750zł za przepracowany miesiąc przysługuje mi 2 dni wolnego...

Pracując w szkole w głębi duszy śmiałam się z narzekań. Oczywiście warunki w szkole są trudne ale czy istnieje praca łatwa, lekka i przyjemna? Dlaczego nauczyciel, który narzeka, że mu źle nie zmieni pracy? Bo straciłby przywileje... ot i cała prawda.

Może jestem dziwna, nie tęsknię za pracą w szkole ;)

 PODPIS

7 komentarzy:

  1. PRAWDA!!!!!!!!!!!!!!!
    KBW

    OdpowiedzUsuń
  2. swieta prawda. I pisze to ja-pedagog.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację. Przez wiele lat pracowała jako pracownik socjalny i to też jest bardzo trudna "psychicznie" praca, a nie doceniana ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam podobne zdanie. Z trudnymi warunkami nie przesadzałabym, bo gdzie obecnie nei ma trudnych warunków? Może w pozostałych budżetówkach, urzędach itp. Skoro tak narzekają niech pooracują w prywatnej firmie, w korporacji, sklepie. Albo w szkole prowadzonej przez stowarzyszenie, gdzie nie obowiązuje relikt przeszłości zwany Kartą Nauczyciela. Rozumiem, że walczą, oczywiście, bo nie chcą, żeby ktoś w końcu przybrał się do nich i nie przyjrzał się im dokładnie co robią. A co i jak robią, pokazują choćby wyniki egzaminów, matur. To ich przepracowanie ogromne. Jak nie wolne, to skrócone lekcje, to wycieczki, rekolekcje, zielone szkoły itp. Ile z tego tytułu wypada godzin lekcyjnych? A ilu rodziców wysyła dzieci na korepetycje, dodatkowe zajęcia, jesli chcą by dziecko faktycznie coś umiało i miało dobry start. Czyżby nauczyciele nie potrafili jednak tej wiedzy odpowiednio przekazać? A jak było z sześciolatkami? Kto głośno krzyczał, że to zły pomysł. Nauczyciele. No bo przecież trzeba odejśc od sztampy, która się jedzie od lat i nieco wysilić, może się douczyć, sięgnąć po nowe metody. Z tym przygotowaniem do lekji i sprawdzaniem prac, to też nie przesadzałabym. Jak to wygląda obecnie, a jak kilkaście lat temu? Jakie to dłuższe formy wypowiedzi np. pisza dziś dzieci, kórych uczy się rozwiązywac testy i pisać zadaniowo - celując w klucz. Poziom intelektualny wielu - zmilczę... Bo zażenowana jestem wielokrotnie słuchając rozmów, tematów, ciasnego sposobu myślenia. I na koniec - wiem o czym piszę. Jestem nauczycielką, ale uciekłam z tego chorego dla mnie środowiska, gniazda plot, zawiści.

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja się nie zgadzam! mój mąż będąc nauczycielem w szkole publicznej musiał mieć dodatkowo 4 prace, zeby rodzinę wyżywić i tak wychodził o 5 rano a wracał o 23 wieczorem, a do tego wiecznie pretensje rodziców o wszystko..po 10 latach rzucił to i sama go do tego namawiałam! nauczyciele zarabiają psie pieniądze - owszem maja dużo wolnego - tylko czy okienko w pracy co dwie godziny - to naprawdę wolne - siedzą wtedy w szkole za darmo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się Aniu z Tobą i z Anonimowym! Serdecznie pozdrawiam! Maria z konina

    OdpowiedzUsuń