środa, 17 lutego 2016

Białystok pozdrawia 1:0 dla endomendy

Przemierzyłam dziś 250km.
Za mną moja pierwsza samodzielna podróż autem w trasie...


Od dłuższego czasu wiedziałam, że jest ze mną źle. Moje cierpienie w ostatnich miesiącach stało się nie do zniesienia. Trochę odkładałam tą wizytę, w ostateczności to mąż mi nakazał abym zapisała się jak najszybciej.  Podświadomie wiedziałam czego mam się spodziewać. A mimo to, gdy usłyszałam co mnie czeka, łzy zakręciły się w oczach...

Weszłam do gabinetu mimo wszystko z uśmiechem. 
Profesor zapytał: "Jak tam Aniu?" 
"Do dupy Panie Profesorze..."
Opowiedziałam wszystko, jak jest fatalnie. Od razu powiedział, że to endometrioza. Zarówno w trakcie jak i po badaniu powiedział dokładnie to czego się spodziewałam...
Endometrioza zrobiła swoje. Od wielu miesięcy nie mogę zajść w ciążę. Mam zrosty wokół jajników, płyn za macicą i kolejne zrosty. Poza tym zrosty spowodowały zesztywnienie więzadeł krzyżowo-macicznych... To boli najbardziej i to trzeba przeciąć. Więcej będzie wiadomo w trakcie zabiegu.
Laparoskopia to nie jest fajny zabieg i długo się po nim wraca do zdrowia...

Jest mi cholernie przykro. Co chwilę powstrzymuję się od wybuchu płaczu. Zanim wróciłam do domu spaliłam 2 papierosy i kupiłam butelkę wina. Potrzebuję chwilowego znieczulenia...

Na ten moment zaprzestaję szukania pracy. Chcę jak najszybciej ogarnąć temat szpitala i mieć to za sobą. Rekonwalescencja nie jest taka łatwa i co najmniej 2 tygodnie będę dochodzić do siebie. Lada dzień ruszam do mojej doktor rodzinnej. Liczę na jej wsparcie i pomoc w ogarnięciu wszystkich badań.

Pocieszam się, że nie mam żadnej torbieli, nadżerki, polipa, mięśniaków czy raka. Na końcu tego tunelu widzę maleńkie światło a za nim upragnioną ciążę...

Trzymajcie kciuki...!

 PODPIS

4 komentarze:

  1. O rany, ale to dziadostwo potrafi narobić spustoszenia :(
    Aniu, masz na myśli, że laparoskopia w tym konkretnym przypadku (czyli endometriozy) to nie fajny zabieg? Bo jeśli tak, to się nie wypowiadam- endometriozy nie mam. Miałam natomiast zabieg laparoskopowy i naprawdę dużo lepiej go wspominam niż na przykład cięcie cesarskie. To co mnie najbardziej przerażało, to świadomość, że muszę mieć znieczulenie ogólne. Jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi, głupie myśli w stylu "A jeśli się nie obudzę", oczywiście miałam...
    Trzymam kciuki, żebyś doczekała swojej nagrody za te wszystkie cierpienia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu,
    ja w ostatnich 9 miesiącach miałam 2 laparoskopie. Bardzo szybko doszłam do siebie, w zasadzie po kilku dniach czułam się normalnie, jakbym nie miała żadnego zabiegu. Nie jest to takie straszne, nie obciąża organizmu. Wg mnie to super sprawa, jeśli już konieczna jest jakaś ingerencja.
    dobrze, że masz plan, zdrowie najważniejsze...
    niestety w przypadku endometriozy wszystko musi być pod kontrolą lekarza, a każdy miesiąc bez leków sprawia, że choroba się rozrasta...
    mam nadzieję, że szybko uporasz się endofrancą i spełnisz swoje marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu,
    Trzymam kciuki by wszystko potoczyło się bezboleśnie i pomyślnie. Może pocieszy Cię fakt, że laparoskopia jest mniej inwazyjna niż zwykła operacji i do tego na pewno szybciej dochodzi się do siebie niż po zwykłym cięciu operacyjnym.
    Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i upragnionej ciąży.

    OdpowiedzUsuń