wtorek, 1 marca 2016

A jeśli

-"A jeśli umrę, to niech biorą co się da.
Resztę macie spalić.
Jeśli pochowacie mnie w trumnie, nie dam Wam spokoju"
-Przestań pierdolić głupoty!
Pojedziesz i wrócisz!
-A jeśli nie?


Nie da się odsunąć wszystkich myśli od siebie. Zawsze są i te najczarniejsze. Medycyna zna mnóstwo przypadków gdzie najprostszy zabieg skończył się tragedią. Szpital to miejsce gdzie śmierć wydaje się być najbliżej. Gdzieś w podświadomości człowiek zdaje sobie z tego sprawę. 

O chorobach jest wszędzie. Tablica fejsbuka codziennie jest zalewana setkami prośbami o pomoc. Nie da się pomóc wszystkim. Można odnieść wrażenie, że dziś ludzka tragedia jest codziennym towarzyszem. Szkoda, że brakuje myśli o tym, że tragedia ludzka istnieje od zawsze. Kiedyś ludzie umierali częściej niż dzisiaj. Kiedyś chorych ludzi trzymało się pod kluczem. Kiedyś nie była internetu i fejsbuka... Jesteśmy zalewani falą tragedii.

I trudno jest odnaleźć się w rzeczywistości, gdy ta tak bardzo przytłacza. 8 czy 10 lat temu, też myślałam o śmierci gdy jechałam do szpitala na stół operacyjny. Pamiętam doskonale jak z przerażeniem myślałam o tym, czego jeszcze nie doświadczyłam... 

Być może jeszcze nie umrę. Być może jeszcze kawał trudnego życia przede mną. Jakkolwiek to brzmi, przyszła pora na kolejne przewartościowanie. Obecny bilans zysków i strat nie jest taki zły. Najbardziej w pionie trzyma mnie Lena. Dla niej jestem w stanie wykrzesać z siebie ludzkość i normalność. Codziennie zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby nie Ona byłabym w totalnej rozsypce. O tym jak ogromne szczęście mnie spotkało. 8 lat temu miałam przy sobie dobrego ducha, który postawił przede mną dobrych lekarzy. Dzięki nim, jest Ona. Cholernie doceniam to, że mam Córkę. Przy Niej nie mam natrętnych myśli i nie nakręcam się tak bardzo. Nie roztkliwiam nad tym co mnie czeka i jak będzie później ciężko. Teraz bardziej niż kiedykolwiek do tej pory, chłonę każdy nasz wspólny moment. Zupełnie tak, jakbym chciała się nasycić tymi chwilami. 

Wypieprzyłam plany o powiększeniu rodziny. W moim przypadku planowanie i nastawienie się na kolejne Dziecko jest źródłem obłędu. Totalny bez sens. Wolę myśleć, że się nie da.
 
 

Stosuję teraz autoterapię filmami Pedro Alomodovara. Nawet zamarzyła mi się nauka języka hiszpańskiego... ;)
Po ukochanym "Volverze", "Przerwanych Objęciach", "Kobietach na skraju załamania nerwowego" przyszła kolej na "Kwiat mego sekretu" a dziś obejrzę "Wszystko o mojej matce"...


 PODPIS

5 komentarzy:

  1. Trzymaj się dziewczyno, dasz radę. To tylko zakręt, za zakrętem czeka nowe. Zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam ten strach, kiedy jechałam na zabieg w znieczuleniu ogólnym. Co będzie a jeśli...? Na szczęście jest dzisiaj. Najczęściej ludzie umierają w swoich głowach, więc tam najlepiej też szukać życia. "Wszystko o mojej matce" - polecam. Na mnie zrobił ogromne wrażenie kilka lat temu. Pozytywnych myśli życzę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu! jestem z Tobą! Serdecznie pozdrawiam Lenkę całuję po babcinemu Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń
  4. Filmy Almodovara sa the best!!! pamietam jak ogladalam te filmy z kumpela na studiach.
    Laparoskopi sie tak nie boj - znieczulenie, ktore bedziesz miala jest na tyle lekkie, ze spokojnie tego samego dnia pojdziesz do domu. Ja sama mialam 2 lata temu zabieg lyzeczkowania macicy - tez w znieczuleniu - i naprawde nie jest zle. W szpitalu bylam o 7 rano, wyszlam o 15tej i jeszcze tego samego dnia bylam w Bioway'u na wyzerce;) Ze mna lezalam dziewczyna, ktora wlasnie miala laparoskopie i tak samo jak ja wyszla tego samego dnia.
    Faktem jest, ze pozniej jest nieciekawie - 2 tyg. boli brzucha(przynajmniej u mnie tak bylo), ale naprawde dasz rade. Wrocisz do Lenki szybciej niz sie spodziewasz!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymaj sie i zdrowia życzę

    OdpowiedzUsuń