wtorek, 8 marca 2016

Dramat

Jestem już w domu.
We własnych ścianach, pieleszach i swoim kiblu.
Tutaj człowiek od razu czuje się zdrowszy.
Ale zacznę od początku...

Wzięłam plik badań, spakowałam torbę, nastawiłam budzik. Punkt 6 wstałam i pojechałam. Zupełnie na luzie, bez nerwów. Nastawienie psychiczne miałam rewelacyjne. W klinice było świetnie. Personel ten sam jak i 8 lat temu. Trzymają poziom i atmosferę. Poznałam świetną sąsiadkę i wspierałyśmy się nawzajem. Zamówiłam tabletkę na spanie a rano dostałam następną.



Nie miałam świadomości tego jak jest fatalnie. Dopiero jak mnie zabrali na blok operacyjny zaczęłam orientować się, że jest coś nie tak. Dowiedziałam się, że operować mnie będzie sam Profesor. Nie mówił nic oprócz tego co wcześniej, ale Jego wzrok wskazywał na troskę...
Obudziłam się po zabiegu, miałam problemy z oddychaniem. Dostałam zastrzyk z hydrokortyzolem. Profesor przyszedł do mnie na salę pooperacyjną. Gdy zaczął mówić o tym co było ja zaczęłam kląć. Wystraszyłam się a On mnie uspokajał... Zaraz po zabiegu dostałam dożylnie antybiotyk a z brzucha wystawała rurka z workiem...

Gdy zawieźli mnie na oddział, okazało się że przestawili moje łóżko. Leżałam podpięta do kardiomonitora, drzwi sali był otwarte a pielęgniarka była na wyciągnięcie ręki non stop. Wszyscy dbali o mój komfort psychiczny. Coś mi w tym wszystkim nie grało. Miałam wrażenie, że trochę cackają się ze mną a to było dziwne.
Do mnie docierały tylko półsłówka o tym, że "było" ciężko. Operacja trwała 2 godziny. W brzuchu był dramat a Profesor walczył. W trakcie doszło m.in do krwawienia. Endometrioza była wszędzie... oprócz tego jeszcze inne "kwiatki" o których nie chcę pisać. 

Jest mi bardzo trudno. Jestem przerażona, tym jak ta choroba mnie zaatakowała. IV stopień endometriozy, najgorszy. Koszmar.

Muszę zmienić wszystko. Panicznie boję się nawrotu choroby. Zamierzam walczyć. Radykalna zmiana diety, psychoterapia, akupunktura, aktywność fizyczna... 

Zanim wyszłam do domu, Profesor zaprosił nas na rozmowę. Zaczął od słów: "Na szczęście macie już Dziecko i cieszcie się, bo to jest najważniejsze."
Dzisiaj moja Córka wtulała się we mnie a po tym jak pocałowałam ją w czółko powiedziała "dziękuję mamusiu". Gdyby nie Ona poddałabym się.


 PODPIS

3 komentarze:

  1. Też mam IV st... moja operacja wyglądała bardzo podobnie.. od ostatniej (trzeciej) nawet nie tak bardzo martwię się już o swoje możliwości w zakresie posiadania dziecka, ile o...swoje życie...
    leki ciężkiego kalibru w "uśpieniu" endofrancy to podstawa..

    mam nadzieję, że zapanujesz nad tą straszną chorobą... :(
    ważny krok - operacja - za Tobą..
    najważniejsze, to się nie poddać..
    życzę szybkiego powrotu do formy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo zdrowia dla ciebie! Nie daj sie temu dziadostwu! masz dla kogo żyć! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu,życzę szybkiego powrotu do zdrowia 😘 Nie daj się!Jesteś silna Kobieta i super Mamusia! Corcia Cie potrzebuje! Zdrowka💕

    OdpowiedzUsuń