niedziela, 27 marca 2016

Easter

Niezależnie od okoliczności obecne Święta są Cudowne.
Niezwykle trudny czas nastał...
Przełomowy.

Od wielu tygodni niezmiennie jestem na zakręcie. Nawet na chwilę nie mam spokoju by wziąć głęboki oddech. Nie zdążyłam dojść do siebie po operacji a Lenka zaliczyła 2 infekcje wirusowe. Teraz choruje też mąż. Dzisiejszy Wielki Dzień w połowie spędziłam w łóżku. Ledwie chodzę (ale chodzę!) przy pierwszej @ po zabiegu. Szczęśliwie ból został rozłożony ketonalem 100 na kilka godzin, co po ostatnich miesiącach jest ogromnym sukcesem! 

Diagnoza, którą otrzymałam zaraz po operacji ogromnie mną wstrząsnęła. Przeżyłam szok i poczułam jak wali mi się świat. Jeszcze we łzach uświadomiłam sobie ile pracy przede mną by postawić siebie na nogi... Ostatnie lata żyłam w przekonaniu, że choroby nie ma. Udawałam, że mnie nie obchodzi a w tym czasie ona siała zamęt... Z dnia na dzień coraz bardziej cierpiałam aż dotarłam do granic możliwości. Aż kilka osób zgarnęło mnie za łeb i kazało mi ogarnąć siebie! 

To co przeżywam obecnie jest dla mnie czasem przełomowym. Porównuję go do tego z przed 19 laty, gdy moi rodzice "się" rozstali. Dlaczego? Dlatego, że tak jak wtedy tak i dzisiaj diametralnie zmieniłam stan i styl życia. 

Endometrioza jest chorobą wieloczynnikową. To oznacza, że przyczyn jej istnienia jest wiele. Dlatego postanowiłam całą sobą wpłynąć na każdy z czynników. To zadanie niezwykle trudne. Wymaga czasu, cierpliwości, zapału, determinacji... Motywacja jest jedna: Wyeliminować BÓL ze swojego życia. Nie wiem na ile jest to możliwe... Jestem ogromnie zdesperowana niczym tonący chwytam się brzytwy... 

Cieszy każdy dobry moment: bezbolesne wizyty w WC są BEZCENNE! Teraz odczuwam diametralną różnicę w zwykłych codziennych czynnościach. To co choroba robiła ze mną w ostatnich miesiącach to koszmar. Jeśli jest najmniejsza szansa, aby ten komfort został utrzymany lub jeszcze lepszy - nie mam wyjścia. Chcę czy muszę tu nie ma różnicy. Albo jest BÓL albo go nie ma wcale lub prawie wcale. 

Kocham Święta Wielkanocne, symbolika ich przełomu przekłada się na moje życiowe przełomy...

Żeby nastały zmiany na lepsze najpierw trzeba przeżyć trzęsienie ziemi. Oddzielić ziarna od plew. Przeżyć szok by otworzyć oczy, uświadomić sobie... Przejść z punktu A do puntu B przez wyboje, skały. Pokonać wszystkie przeszkody i przeciwności... Upaść i podnieść się, sięgnąć dna. Powstać z martwych.


 PODPIS

1 komentarz: