wtorek, 19 kwietnia 2016

Zmiana





Człowiek sobie zakłada plany mniejsze lub większe.

Nauczona doświadczeniem planuję rzadko.
A jak już planuje to i tak wszystko się sypie.

Jednego dnia rozstaję się z pracą a następnego dowiaduje się o tym, że będę miała operację. Nie do końca w pełni świadoma poddałam się zabiegowi a wtedy przejechał po mnie czołg. Fizycznie wiadomo, człowiek obolały a psychicznie gdy dowiaduję się jak bardzo poddałam się chorobie. Mimo chwilowego załamania, biorę byka za rogi i postanawiam zmienić wszystko wokół siebie. Bliscy uważają, że zwariowałam do reszty. Nie oglądając się za siebie robię swoje, bo wiem że jestem zdana na siebie.

A teraz cofniemy się wstecz. Jestem w szpitalu dzień przed zabiegiem. Poprosiłam o tabletkę nasenną, bo noce w szpitalu nie należą do łatwych. Wieczorem rozmawiałam z Panem Bogiem i powiedziałam, że jeśli uważa że przyszła na mnie pora, niech mnie do siebie zabiera. Co ma być to będzie. Następnego dnia mimo leków uspokajających i głupiego jasia myślałam o tym, że to mogą być ostatnie chwile w moim życiu, bo przede mną wielka niewiadoma. A potem zaczęłam się się budzić, miałam problemy z oddychaniem, dostałam zastrzyk i zasnęłam. A potem się obudziłam i pomyślałam "O kurwa, nie umarłam". 

A potem jest tylko gorzej. Staję przed faktem dokonanym, choroba jest w najtrudniejszym stadium zaawansowania i nie ma na nią leku. Okazuje się, że choroba jest nieobliczalna i stanowi realne zagrożenie na dalszą przyszłość. 



Błędne koło ciągnie się dalej. Wychodzą na jaw fakty odnośnie choroby, w tym takie że jednym ze źródeł choroby jest wątroba, jelita czy układ odpornościowy. Zdaję sobie sprawę z tego, że mimo usilnych prób leczenia nie udało mi się powstrzymać rozwoju choroby. Dociera do mnie też to, że leczenie hormonalne tylko napędza chorobę. Wszystkie leki obciążają wątrobę. Z czasem gdy choroba postępuję bóle się nasilają więc zaczynam brać więcej mocniejszych leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych. Obciążam wątrobę, żołądek, dwunastnicę... jelita... Błędne koło ciągnie się dalej.

Różnica jest zasadnicza. 8 lat temu o endometriozie nie było takiej wiedzy jaka jest dzisiaj. To działa na moją korzyść. Od dnia powrotu ze szpitala do domu, codziennie dowiaduję się nowych faktów na temat choroby. Z dnia na dzień też postanawiam wprowadzić zmiany w styl i tryb życia. Startuję z dietą i świadomie rezygnuję z leczenia hormonalnego. Na efekty nie muszę długo czekać.

Po miesiącu od zabiegu, drugie krwawienie jest BEZ BÓLU a ja szybciej staję na nogi. Oczywiście wciąż jestem osłabiona a z samej narkozy będę wychodzić do roku od operacji. Jednak okres rekonwalescencji przebiega znacznie lepiej w porównaniu do poprzednich trzech operacji. To daje mi kopniaka by dalej robić to co zaczęłam...
  1. Totalna zmiana odżywiania,
  2. Terapia leczenia nerwicy,
  3. Akupunktura,
  4. Bańki lekarskie,
  5. Aktywność fizyczna,
  6. Ograniczenie używania chemii gospodarczej,
  7. Suplementy z medycyny chińskiej i ayurwedy,
To są najważniejsze aspekty życiowe, w których zaprowadziłam zmiany. Dla niektórych wciąż szokiem jest to co robię mimo dobrych efektów tak szeroko zakrojonej terapii. Jeśli jest cień szansy na powstrzymanie endometriozy i życie bez cierpienia to ja nie mam nic do stracenia. Do tej pory straciłam część swojego zdrowia i ponoszę tego trudne konsekwencje. Gorzej może być ale nie musi. Dostałam nadzieję na normalne życie bez bólu. Być może zmiany, które zaszły są nieodwracalne ale każdy dzień bez bólu to mój mały sukces i kopniak do przodu...!


 PODPIS

2 komentarze: