poniedziałek, 23 maja 2016

Dać CZADU!

2 dzień mam turbo zakwasy.
Utykam na obydwie nogi,
Bolą mnie okrutnie mięśnie łydek, przedramion, podbrzusza i karku...
I gdyby nie ten ból, tkwiłabym w przeświadczeniu, że miniony weekend to był SEN.

Podobno spontaniczne akcje są najlepsze. Bywa, że gdy coś się planuje z wyprzedzeniem, przygotowuje się, to gdy przychodzi TEN moment to nie wszystko idzie tak jakby się chciało. Mimo wszystko wkracza się rozczarowanie, niedosyt... Na spontanie nie ma takiej możliwości. Wszystko dzieje się tu i teraz!

Tak więc niczego nie planowałam. Wyszło na wariata. W piątek będąc w robocie (a mam taką jedną "fuchę") dzwoni telefon a tam Szwagier: 
"No ja nie rozumiem, dlaczego Ciebie tu nie ma jak tutaj są wszyscy?"
"Hahaha no musiałabym się chyba teleportować"
"Nie interesuje mnie to, masz tu być za pół godziny"

Po długiej, wyczerpującej robocie, wpadam do domu i oznajmiam zaskoczonemu mężowi: "Jadę jutro na koncert!" 
- "No to jedź"

A potem: "Myślałem, że żartujesz..."

Następnego dnia zwlokłam się rankiem z łóżka. Zrobiłam Dziecku placuszki na śniadanie. Z zakwasami po robocie z poprzedniego dnia, odkurzyłam cały dom i zrobiłam wszystko by o 14 być w drodze na PKS... Cały czas nie wierzyłam, że to dzieje się na prawdę. Przed wyjściem z domu moje Dziecko urządziło syreno-histerię i o mały włos zostałabym w domu...

 
I tak po niemal 2 latach wyjechałam SAMA! Do mojej Siostry. Po 9 latach (!) dotarłam na koncert! Pierwszy raz w życiu tak szalałam, skakałam, tańczyłam i darłam się, że do dziś ledwie chodzę. Dałyśmy CZADU we dwie! Dwie! Matki Polki! Wyrwały się z domu po latach niańczenia dzieci i gotowania obiadków w domu :P Dałyśmy upust wszystkim, nagromadzonym przez lata emocjom! 

Dwie wariatki szalały a ludzie dookoła patrzyli na nas z niedowierzaniem. Najśmieszniejsze, że prawie 40-latce i prawie 30-latce dawali lat po 20 :) I gdyby nie obecne boleści, byłabym skłonna w to uwierzyć... ale starość nie radość.


Uznałyśmy, że niezależnie od wieku nie zamierzamy na tym poprzestać i za rok robimy powtórkę! Nie ma co kisić się w domu i gnuśnieć. Raz na jakiś czas MOŻNA! Nawet TRZEBA! Wyjść i wyrzucić z siebie wszystkie ALE. 
 
Skakałam, śpiewałam, machałam głową i włosami (tak jak w POGO) pierwszy raz w życiu. A potem również pierwszy raz w życiu wróciłam do domu autostopem! (nie sama oczywiście) 
 
Jak szaleć to szaleć :)




 PODPIS

1 komentarz:

  1. I tak trzymać!!!!!!
    Chrzanić konwenanse.
    A mała musi zobaczyć że mama też człowiek musi czasem wyjść, naładować akumulatory.

    OdpowiedzUsuń