piątek, 13 maja 2016

Stres pourazowy

Większość chorób ma podłoże emocjonalno-duchowe
Początek zawsze jest tam gdzie nasza przeszłość.
Co może się kryć pod pozorem stresu pourazowego?

Każdy człowiek przechodzi przez trudne czasy. W chwili gdy przeżywamy taką sytuację nasz system przestawia się na walkę o przetrwanie. Większość z nas nie ma pojęcia z ilości przeżywanych przez nas stresów. Stres pourazowy nie dotyczy tylko ekstremalnie trudnych przeżyć takich jak śmierć czy choroby ale także każde doświadczenie niekomfortowych sytuacji czy każdego rodzaju przemoc. Wieloletnie trwanie w toksycznym środowisku również jest źródłem długotrwałego stresu. Przykładem jest dysfunkcyjny dom rodzinny czy relacja partnerska jaką właśnie utrzymujemy. 

Zapominamy o tym jak genialny jest nasz organizm. W okresach stresu i walki o przetrwanie uruchamiamy mechanizmy obronne. Te potrafią funkcjonować tak długo jak my na to pozwolimy. Bywa tak, że owe mechanizmy pracują nieprzerwanie nawet wtedy gdy przeżywamy pozorny spokój.

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego w jak ogromnym stresie żyłam przez większość mojego życia. Nerwica lękowa bierze się z długotrwałego, chronicznego stresu. Mój organizm pracował na podwyższonych obrotach nawet wtedy gdy nie było takiej potrzeby. Walka o przetrwanie toczyła się dalej mimo tego, że sytuacja stresowa skończyła się. Mój organizm dotarł do punktu, w którym zaczął wyczerpywać się. Stąd choroby o podłożu autoimmunogolicznm w tym łojotokowe zapalenie skóry głowy, alergie, uczulenia, nietolerancje i endometrioza. Osłabiony, wyczerpany organizm wysyła sygnały w postaci nawracających infekcji wirusowych i bakteryjnych. Z kolei każde ładowanie w siebie leków stanowi dodatkowe obciążenie organizmu i tak koło toczy się dalej.

Czym objawia się chroniczny stres? Choćby ciągłym, potwornym zmęczeniem i wyczerpaniem fizycznym. Do tego zaburzenia snu, koszmary senne, bezsenność. Organizm nawet nie potrafi przejść w stan spoczynku, gdyż wciąż walczy. Straszne? A niezwykle powszechne... 

Kolejna pułapka to wszelkie używki, które stosujemy w celach odprężenia czy chwilowego oderwania od rzeczywistości. Upojenie alkoholowe czy odurzenie narkotykowe "przenosi" umysł w zupełnie inny stan. Rzeczywistości nie da się oszukać i na trzeźwo zawsze wygląda tak samo.

Dalej mamy frustracje... Ja pierdole! Jak sobie przypomnę moje ciągłe frustracje to jest mi zwyczajnie głupio. Wolałabym nie zadręczać siebie z tego powodu, bo wpadnę w karuzelę poczucia winy. Było, minęło ale zatruwałam przestrzeń moich bliskich swoimi żalami i bólem dupy.

Wygląda to koszmarnie i tak dokładnie jest. Codzienność jest nie do wytrzymania a noce zamiast odpoczynku fundują dodatkowy horror. W snach pojawiają się powtarzające motywy które stanowią dodatkowe zadręczanie. Obłęd wydaje się jedynym sensownym określeniem. 

Właśnie dlatego osobom uzależnionym tak trudno jest stanąć na nogi. Granica między światem realnym a uzależnionym zaciera się. Człowiek, który przeżył stres pourazowy działa jak automat. Ciągłe napięcie nerwowe, impulsywna utrata panowania nad sobą, napady agresji, krzyk, histerie... Organizm próbuje wyrzucić z siebie nadmiar stresu ale nie wie jak i którędy.

Jest kilka takich metod, które stosuję i które pomagają mi panować nad stresem. W momencie gdy zaczynam tracić panowanie nad sobą wychodzę z domu. Czasami wystarczy kilka głębokich oddechów przed domem czy w garażu/kotłowni i wracam na odpowiedni tor. Wysiłek fizyczny: od sprzątania w domu po jazdę na rowerze i inny sport. Wyżywanie się na przedmiotach a nie na ludziach! Odwracanie uwagi czyli przekierowanie myśli - zwyczajnie jeśli jestem wkurwiona w bezpiecznym miejscu gdzie nikogo nie skrzywdzę ;) zaczynam myśleć o dupie maryni. Słuchanie muzyki od zawsze pomaga mi w walce ze stresem. Odkryłam też, że gotowanie w tym mieszanie w garach, działa na mnie terapeutycznie.
A najlepiej zaprzestać jakimkolwiek walkom. Każda walka niesie za sobą konsekwencje w postaci zmęczenia i wyczerpania organizmu.

Dlaczego nerwica lękowa? Bo w moim przypadku stres = strach. Strach związany jest z czasami wczesnego dzieciństwa i alkoholizmu ojca. W domu panowała nerwowa atmosfera i strach przed agresją i pijaństwem ze strony ojca. Powiedzmy, że to efekt motyla. Ten strach wyniosłam z tego domu i mimo zmian otoczenia, środowiska wciąż mi towarzyszył...
Zrozumieć siebie to klucz do sukcesu i odzyskania spokoju. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się osiągnąć ten cel. Zadanie mam bardzo trudne. Mam takie chwile kiedy jest ciężko, gdyż ciężar doświadczeń potrafi miażdżyć. Na szczęście, wbrew pozorom dużo łatwiejsze jest porządkowanie przeżyć niż walka o przetrwanie.


 PODPIS

4 komentarze:

  1. Czyżbym miała to samo? Czy to kiedyś mija?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo z siebie raczej nie mija. Potrzeba pracy nad sobą jest ogromna.

      Usuń
  2. Czyli jakaś terapia? Bo samemu to raczej ciężko zmagać się z przeszłością i nie każdy wie jak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepiej z terapią i to pod okiem kogoś na prawdę dobrego. Powroty do traumatycznych przeżyć są trudne...

    OdpowiedzUsuń