czwartek, 19 maja 2016

Wyłamać się poza schematy

A: "Co dobrego Pani pamięta ze swojego dzieciństwa?
B: Yyyy.... hmmmm
A: Aha, rozumiem."
(...)
"Jest Pani przykładem zaprzeczenia jednej z teorii w psychologii.
Przeciwstawia się Pani schematom wyniesionym z dzieciństwa i stara się czynić zupełnie inaczej."
No tak...

Piętno ADHD w dzieciństwie, piętno Ojca alkoholika w dzieciństwie, piętno rozwodu rodziców... To wszystko ogromnie wpływało na mnie w tamtym czasie. W domu nie miałam poczucia bezpieczeństwa, wiele potrzeb miałam niezaspokojonych, za mało poświęconej uwagi... Dlatego krzyczałam. Krzyk był nieudolną próbą zwrócenia na siebie uwagi. Co dostawałam w zamian? Tylko negatywne określenia. Etykietowano mnie przez niemal całe życie...

Dlatego po urodzeniu Dziecka byłam tak bardzo przerażona. Nie umiałam, nie potrafiłam wykrzesać z siebie wszystkiego dla tej małej istoty... Byłam w szoku, że stworzyłam Dziecko! Nagle okazało się, że dla mnie bycie Matką  jest nieoczywiste... Dlaczego? Bo sama jako Dziecko miałam bardzo mało swoich rodziców dla siebie... Niemal wcale.

Dlatego później, w wieku szkolnym tak bardzo pragnęłam zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. To była nieudolna droga, pełna krętych ścieżek, przeszkód... Błądziłam okrutnie. Każda próba zwrócenia na siebie uwagi okazywała się błędem. Moi rówieśnicy nie rozumieli mnie i nie akceptowali. Wiecie, że przez cały czas byłam poddawana ciągłej ocenie? Oceniali mnie wszyscy, etykietowali i wyzywali od najgorszych. Oczywiście nigdy wprost, zawsze za plecami.

Wprost obrywało mi się w domu, w dalszej i bliższej rodzinie. Całe życie słuchałam o tym jaka jestem okropna, potworna, obrzydliwa, że nikt ze mną nie wytrzyma... Najpierw było mi przykro i potwornie cierpiałam. A potem stawałam się coraz zimniejsza, coraz odporniejsza. W końcu postanowiłam przestać walczyć z wiatrakami, walić głową w mur. Postanowiłam wszystkim przytakiwać, nie wyprowadzać z błędów. Czasami prowokowałam otoczenie, bo było mi wszystko jedno.

Nie byłam w stanie przypodobać się każdemu i zadowolić wszystkich. To było bez sensu. Koleżanki były o mnie zazdrosne, niektóre wręcz chorobliwie. To co wyczyniały wołało o pomstę do nieba. Niektórym zależało na tym, żebym zniknęła. Inni postawili na mnie krzyżyk... Nikt nigdy nie zweryfikował ze mną ciągnących się "historii", nikt nigdy nie interesował się gdzie jest prawda.

A potem jak to wszystko praktycznie się skończyło, ja nie umiałam odnaleźć się w spokoju. Dlatego byłam jak ten żołnierz, który po powrocie z wojny nie potrafi normalnie funkcjonować w społeczeństwie. To trochę tak jakbym zerwała z jakimś nałogiem, definitywnie w ciągu minuty, wywróciłam swoje życie do góry nogami.... I było mi potwornie ciężko.

Mimo wszystko nie stoczyłam się. Nie popadłam w żaden nałóg. Nie powieliłam schematu mojego Ojca, Babki, Ciotki, Wujka... Nie skończyłam tak jak większość "obstawiała". Mimo, że nigdy nie sięgnęłam dna to jednak odbiłam się od miejsca, w którym byłam dawniej. Zrobiłam zwrot o 180 stopni. Wbrew pozorom w moich genach jest wiele dobrego. To jaka jestem teraz to również zasługa moich przodków. Oni nie potrafili wykorzystać drzemiącego potencjału... ja dokładnie to robię. Pozyskałam wiarę w siebie! Przerwałam łańcuch alkoholizmu jaki trwał w mojej rodzinie od pokoleń..! Cały czas idę prę do przodu.

W szkole wyłamywałam się poza schematy, to samo robiłam później na studiach i robię to do teraz, nieprzerwanie. 

Myślę, że chcąc nie chcąc musiałam spróbować tego co było nieodpowiednie. Z czasem nauczyłam się weryfikować i wyciągać wnioski. W końcu postanowiłam przerwać z powielaniem tych samych błędów. Miałam dość po kokardki!

Gdzie więc było to moje szczęście? Nie wiem, pewnie spało gdzieś pod wiązem przy studni. Dlatego powrót do przeszłości niedługo stanie się zamkniętym rozdziałem. Ważne jest tu i teraz... nie wybiegając w przyszłość.

Dlaczego teraz jest inaczej? Bo stworzyłam dom i rodzinę, w której każdy ma zaspokajane swoje potrzeby. Wyszłam poza schemat ale nie zawdzięczam tego tylko i wyłącznie sobie. Mój mąż 8 lat temu uznał, że chcę ze mną stworzyć dom i rodzinę. Nie wiem skąd ale On wiedział jak to ma wyglądać i wiedział, że dla Niego będę najlepsza. Dzięki mojej Córce mogę zaspokajać swoje pragnienia i potrzeby z czasów dzieciństwa. Spełniając się w roli Matki, mogę również stawać się Dzieckiem przy moim Dziecku. Uwielbiam huśtać się na huśtawce czy bawić w ganianego lub chowanego z moją Córką. Ostatnio zaczęłam śpiewać w domu i słuchać bardzo głośnej muzyki jak jakaś gówniara. Do tego tańczę! Sama ze sobą w domu :) Przestałam zabiegać o uwagę i względy otoczenia... szczerze to mam otoczenie głęboko w dupie. Dla mnie liczą się moi bliscy i ich aprobata. A dla nich byłam, jestem i będę najlepsza. Tak jak Oni dla mnie.

Moje szczęście to Mąż, Córka i dom jaki tworzę dla nich i my wspólnie.

Niezależnie od tego jak parszywe było Twoje dzieciństwo i dom, w którym się wychowałeś... Ty możesz stworzyć coś absolutnie pięknego i doskonałego. Żadne geny nie są aż tak potwornie złe by nie można było wykrzesać z nich dobrego potencjału. Ty nic nie musisz. Wystarczy, że pragniesz i chcesz.



 PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz