niedziela, 8 maja 2016

Z nienawiści do miłości

Wróg numer 1,
Czarna owca,
Kozioł ofiarny...
Prześladowana, szykanowana,
Przemoc słowna i cyberprzemoc -
To wszystko stanowi część moich doświadczeń i odbiło piętno, które do tej pory uwiera.



Podjęłam się trudnemu wyzwaniu. Oczyszczanie duszy jest dużo trudniejsze niż detoks organizmu. Endometrioza tkwi również w mojej głowie. Ciało i dusza stanowi nierozerwalne połączenie o czym powtarzam wciąż i nie zamierzam przerywać. 

Dlaczego? Dlaczego przez wiele czasu nie potrafiłam cieszyć się z tego co mam? Dlaczego tkwiłam w przeświadczeniu, że mój mąż, człowiek który powtarza że mnie kocha - kompletnie mnie nie rozumie? Dlaczego nie potrafiłam doceniać do cholery tego co mam? Dlaczego po wprowadzeniu się do wymarzonego domu trudno było mi w nim wytrwać?

Ciężko zrozumieć swoje postępowanie i tok myślenia oraz rozumowania. Jeśli nie jestem w stanie sama odkręcić spirali która kręci się wokół mnie to znaczy, że potrzebuję kogoś kto mi pomoże. Tą osobą jest psycholog. Postanowiłam odkopać wszystkie brudy i zło jakiego doświadczyłam w życiu. Doszłam do wniosku, że teraz albo nigdy. Nie mam zamiaru dłużej chować głowę w piasek, udawać, wmawiać i wypierać się. Jeśli męczy mnie codzienność i rano ciężko wstać z łóżka a mnie to wkurwia, to znaczy że należy to zmienić. Jeśli sama nie potrafię się zmobilizować, bo mam jakąś bliżej nieokreśloną blokadę, to znaczy że potrzebuję wsparcia. Proste prawda?


A jednak nie. Bo jak to tak iść do kogoś obcego i obnażać swoją duszę z najtrudniejszych doświadczeń? Grzebać w tym, co zostało wyparte z pamięci i zepchnięte w najciemniejsze kąty podświadomości. Tym bardziej, że niektóre momenty wywołują w nas wstyd, mdłości i zażenowanie...

Pragnienie bycia nareszcie, szczęśliwą i zdrową jest silniejsze niż wszystko powyżej napisane. Porzuciłam wieloletnią walkę z samą sobą i wszystkim dookoła tylko po to by przestać się poddawać, bo i po co? 

Zaczynam odkrywać odpowiedzi na wszystkie pytania. Układanka nabiera sensu i zbiera się w całość. Okazuje się, że przez ponad 20 lat mojego życia byłam nieakceptowana zarówno w domu jak i poza domem. Nie rozumiało mnie każde moje otoczenie, zarówno bliższe jak i dalsze. W szkole nie miałam przyjaciół a jeśli tacy się pojawiali to tylko po to by coś zyskać moim kosztem. Z czasem docierała do mnie wszechobecna nienawiść. Co z tego jeśli w młodym wieku pragnęłam tej cholernej akceptacji za wszelką cenę? Płaciłam tą cenę bardzo długo aż wreszcie się poddałam. Pewnego dnia doszłam do wniosku, że: "chuj tam! Niech im będzie! Jestem chujowa i wszyscy mnie nienawidzą to nie będę nikogo wyprowadzać z błędu." Celowo prowokowałam i manipulowałam otoczeniem po to by utwierdzać wszystkich w swoich przekonaniach. Dlaczego? Bo nikt nie chciał mnie słuchać. Nikogo nie obchodziło co ja czuję. Ważniejsze były plotki i wszystkie: "historie, afery i akcje" których byłam rzekomą bohaterką. Tak było wygodnie, bo ktoś coś odwalił to lepiej zamieść pod dywan i powiedzieć: "To nie ja, to Ona". 

Z czasem opinie na mój temat zaczęły się zmieniać. Z puszczalskiej stałam się zimną suką. Zdecydowanie wolałam być femme fatale... Aż pewnego dnia spotkałam swojego Rycerza na białym rumaku. Który jako jedyny nie wierzył we wszystkie legendy, miał je głęboko w dupie a gdy ktoś go ostrzegał przede mną, to śmiał się temu w twarz. Przetrwał wszystko i puszczał mimo uszu to co o mnie mówiono...
A do mnie to nie docierało... Nie mieściło mi się w głowie ani to, że jestem chciana ani to że jestem kochana. Wolałam być podejrzliwa ze stertą pretensji. Wypracowane przez lata schematy i mechanizmy autoobronne dalej funkcjonowały mimo mojej wolnej woli! 
Niedawno minęło 8 lat naszej wspólnej drogi. A niedługo minie 6 lat od naszego ślubu... Od 2 miesięcy mój mąż jest szczęśliwy, bo ja jestem szczęśliwa. Od kilku tygodni powtarza mi, że NARESZCIE ma w domu kochającą żonę a nie herszta, który ciągle się czepia...
Niemożliwe? A jednak. Moja współpraca z psychologiem i cała szeroko zakrojona terapia jakiej się podjęłam przynosi owoce. Nie musiałam czekać długo. Działa absolutnie wszystko co robię. Mimo trudniejszych dni i chwiejnego samopoczucia. 
2 miesiące temu miałam laparoskopię. Dostałam po dupie, bo diagnoza po operacyjna spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Przestałam walczyć ze sobą i z otoczeniem. Idę przed siebie na przekór i nie pytam: "dlaczego ja". Jestem dumna z siebie i mojej historii. Nie wstydzę się.
 PODPIS

1 komentarz:

  1. Tak trzymaj Aniu



    Tak trzymaj Aniu!Serdecznie Was pozdrawiam przytulam do serca po matczynemu a Lenkę całuję po babcinemu!Maria z Konina



    OdpowiedzUsuń