poniedziałek, 27 czerwca 2016

Gruntowne zmiany

Ponoć pieniądze szczęścia nie dają.
A dziś żyjemy w pogoni za pieniądzem.
Co tak na prawdę składa się na SZCZĘŚCIE?
Kiedy Ty czujesz się szczęśliwym człowiekiem?
Czy wypełnia Cię fala szczęścia?


Dziś mamy piękny przykład zbiorowego szczęścia. Wszyscy przeżywamy i cieszymy się. Zalewa nas duma i miłość! Niemożliwe staje się możliwe! Czy ktoś wierzył, że w rozgrywkach euro wyjdziemy z grupy? A przed nami ćwierćfinały. Nie jestem zagorzałą fanką piłki nożnej ale dzisiaj modliłam się przy rzutach karnych a potem płakałam śmiejąc się jednocześnie... I nie byłam w tym sama. 

Trudne doświadczenia, przeżycia, sytuacje w których się znajdujemy przesłaniają nam odczuwanie szczęścia. Spędziłam mnóstwo czasu w poczuciu nieszczęścia. Nie umiałam się cieszyć z niczego. A dzisiaj potrafię szczerzyć zęby jak głupi do sera z byle powodu. Między jednym a drugim jest most przez który przeszłam. 

Nie mam recepty na szczęście. Nie jestem w stanie wytłumaczyć krok po kroku w jaki sposób tego dokonałam. Poddałam się procesowi, który trwa od 3 miesięcy i nie chcę się z nim rozstawać. Mogłabym tak funkcjonować już zawsze.
Prawda jest taka, że to jak funkcjonuję dzisiaj to jest to czego chciałam od zawsze. Bardzo długo dojrzewałam do decyzji o ZMIANACH w trybie życia, swojej mentalności i duchowości. Szok przeżyłam w chwili szczegółowej diagnozy swojego stanu zdrowia. Wtedy w ogromnym akcie desperacji postanowiłam zmienić WSZYSTKO wokół siebie. Nie było zmiłuj. Raz lepiej, raz gorzej. Teraz robię wszystko to co robiłam również wcześniej. Różnica polega na tym, że dawniej te czynności mnie irytowały i frustrowały. A teraz owe czynności wykonuję bez spięcia i bólu dupy.

Nie chciałam zrywać z przeszłością po to by budować nową przyszłość. Nie chcę wypierać się swoich doświadczeń. Rzecz tkwi w tym, że na swoich słabościach postanowiłam zbudować swoją siłę. Oznacza to tyle, że niezależnie od tego co mnie spotkało, chcę żyć szczęśliwie. Miałam długą listę oczekiwań i chciałam, żeby zmiany na lepsze same przyszły, bez wysiłku, bo mi się należą... Wyrzuciłam tą listę oczekiwań i zamiast czekać przeżywając spazmy frustracji zabrałam się do pracy. Dotarło do mnie, że nie mam nic do stracenia a tego co było wcześniej mam dość do potęgi nieskończoności.

To ode mnie zależy w jakich barwach będę patrzeć na świat. Mogłabym dalej winić za swój stan moich przodków ale po co? Nie lepiej skupić się na tym, by nie powielać czyichś błędów? Przecież ja nie muszę tkwić w tym samym punkcie co moja nieszczęśliwa Babcia czy Ojciec. Od dawna pragnęłam cieszyć się powietrzem i otaczającą mnie naturą. 

I tak dokładnie jest. Potrafię cieszyć się drobiazgami, pokochałam swój dom i otoczenie w jakim się znajduję. Przestałam roztrząsać przeszłość i oglądać się na nią tylko i wyłącznie przez pryzmat chujowości.

Chciałabym smakować życie i cieszyć się każdym dniem tak jakby miał być tym ostatnim. 
Chciałabym wyzbyć się strachu i niepokoju na tyle by przestać się bać starości.
Chciałabym żyć bez frustracji, irytacji, wkurwu, spięcia i bólu dupy.
Chciałabym czuć wolność mimo spoczywającej na mnie odpowiedzialności.

Nie wiem czy i na ile mi się uda. Daję sobie nielimitowany czas na realizację. Nie spieszę się, nie wyznaczam terminu. Mogę uczyć się do końca moich dni...





1 komentarz:

  1. Bo zmiana to proces... A szczęście to wyłącznie stan świadomości, niezależny od tego, co mamy, a czego nie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń