wtorek, 7 czerwca 2016

Wstyd

Co to w ogóle jest wstyd?
Żyjemy w czasach totalnej skrajności jeśli chodzi o wstyd.
Potrafimy wstydzić się siebie, swoich ułomności, swojego ciała, duszy..
A jednocześnie jesteśmy świadkami totalnej bezwstydności, świecenia gołą dupą czy niepohamowanym językiem.
Bezwstydność i wstyd mają ze sobą wiele wspólnego.



 
Niepłodność też jest wstydliwa. Problemy seksualne w czasach gdzie seks nie jest tematem tabu.. - a jednak wstydzimy się. Wstydem są choroby, cechy charakteru czy wszelkie sytuacje, zdarzenia z czasów przeszłych. Bywa, że wstyd idzie w parze z poczuciem winy. 
 
Co to znaczy wstydzić się siebie? Jako DDA przyznam Wam, że często dzieci alkoholików wstydzą się własnych rodziców i domu w jakim mieszkają. Mimo tego jak bardzo pragną akceptacji to w środowisku usuwają się w cień, by nie zwracać na siebie uwagi... albo wręcz przeciwnie. Druga strona medalu jest taka, że dziecko z domu z problemem alkoholowym przesadnie zwraca na siebie uwagę. Czasem jest to próba zwrócenia uwagi na swoje problemy, lub próba odwrócenia uwagi od innych problemów. 

Jako ADHD-owiec dodam, że wstyd idzie w parze z tym zaburzeniem. Wstydziłam się swojego roztargnienia, zapominania, gadulstwa. Gafy i durne sytuacje to mój chleb powszedni. Ciągłe wyśmiewanie przez rówieśników, wytykanie palcami... I wstyd.

Z czasem nauczyłam się podnosić głowę mimo wszystko. Ale gdy odwracałam się i patrzyłam wstecz, to wstyd wracał. Próba ukrycia wstydu w niczym nie pomaga. Z czasem ten wstyd nawarstwia się i ewoluuje. Pojawiają się kolejne problemy, jak strach przed niewiadomym, niepewność. Do tego ciągła presja i surowy samokrytycyzm, besztanie siebie samego za każdą pomyłkę. 

Znacie sny o byciu nago w miejscu publicznym? Albo te o ciągłym zdawaniu egzaminów... To też ma związek ze wstydem. Dziecko, które funkcjonuje w rodzinie dysfunkcyjnej nie radzi sobie z rzeczywistością i wstydzi się. Czuje wstyd przed swoimi bliskimi, przed samym sobą. Rodzice nie pomagają w budowaniu własnej wartości i też zawstydzają dziecko. Choćby tekstem typu: "nie rycz, tylko słabi ryczą". 
 
 

Toksyczny wstyd jest potworem, demonem, z którym najlepiej by było się rozprawić. Wstydzimy się traumatycznych przeżyć. Przecież molestowanie seksualne czy gwałt najbardziej odziera z ludzkiej godności i jest największym źródłem wstydu, jaki tylko może istnieć! 

Perfekcjonizm i ciągły wewnętrzny konflikt to także świadczy o toksycznym wstydzie. Człowiek próbuje być nieomylny i wciąż walczy sam ze sobą... Tracąc siły, energię, stając się bezwzględnym, zimnym, wypranym z uczuć. 
Za toksycznym wstydem stoi mnóstwo zaburzeń i chorób takich jak depresja czy nerwice. Wstydząc się własnych ułomności popadamy w tarapaty. Zaległości w szkole, w pracy to pasmo wstydu. Wypracowane latami mechanizmy obronne, które uruchamiają się automatycznie w danych sytuacjach również kryją wstyd.

Za nadmierną pewnością siebie też kryje się wstyd. Przesadne skupianie uwagi na sobie może mieć na celu odwrócenie uwagi od "niedoskonałości". To jest jeden z wielu sposobów na próbę maskowania swoich kompleksów, których się wstydzimy. 
 
 

Dalej mamy niską samoocenę, zaniżone poczucie własnej wartości, przewrażliwienie na własnym punkcie, nadmierne użalanie się nad sobą. Przegięcie z każdej strony, tak jak nadmierne kontrolowanie, narzucanie własnej osoby, czy kompletnie olewanie naszych bliskich.
 
Czy można się uwolnić od tego wszystko? Czy można żyć "normalnie" dźwigając pasmo wstydu? 
Dobrze byłoby podjąć się współpracy ze specjalistą. Psycholog lub psychoterapeuta jest w stanie pomóc uporać się ze wstydem. Możemy pracować nad wzmocnieniem poczucia własnej wartości i autonomii. Nieadekwatne poczucie wstydu bywa wyolbrzymieniem i tak na prawdę, nie mamy czego się wstydzić. Poczucie krzywdy nie musi być źródłem wstydu, to nie my powinniśmy się wstydzić tylko nasz oprawca! Tutaj dobrze działają terapie grupowe, gdzie nasze przeżycia przechodzą konfrontację z przeżyciami innych osób. Wtedy nie ma mowy o odosobnieniu. Na tle grupy można wspaniale się dowartościować. Wychodzi na jaw, że nie taki diabeł straszny jak go ja maluję. To są pierwsze kroki do samoakceptacji. W sieci czujemy się anonimowy a dr google zna odpowiedzi na wszystkie nasze pytania. Za ekranem monitora łatwiej nam dotrzeć do osób, borykających się z takimi problemami jak my. Ale to nie jest odpowiednia konfrontacja. Monitor tak na prawdę stanowi ogromną barierę między uporaniem się ze wstydem. Nie ma co też dodatkowo obarczać się samoanalizą, którą możemy tak na prawdę się dobić. W procesie wyjścia z toksycznego wstydu, dobrze jest mieć odpowiednie wsparcie. Nie musimy wciąż dźwigać traumatycznych przeżyć. Światło dzienne nie zawsze oślepia...
 
Jeśli byliśmy wytykani palcami, wyśmiewani, obmawiani... 
Jeśli byliśmy na świeczniku, tapecie...
Jeśli byliśmy ofiarami drwin, przemocy słownej, fizycznej, seksualnej...

To nie my powinniśmy się wstydzić!
To nie my jesteśmy winni!
 
Wstydzić powinni się nasi oprawcy, dręczyciele, prześladowcy i dźwigać poczucie winy!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz