niedziela, 10 lipca 2016

DDA Mamuśki

9 lat różnicy.
Ja jestem młodsza.
Dzieciństwo i dalsze lata miałyśmy zrypane.
Teraz jesteśmy matkami.
Jak to jest być Mamą DDA?




Jesteśmy rozdarte. Każda po terapii grupowej DDA - dzięki której byłyśmy w stanie założyć rodziny. Do terapii borykałyśmy się każda ze swoim ciężarem doświadczeń, nie mogąc się ustatkować. Ja byłam młoda i balowałam, a Ona starała się żyć "poprawnie" wchodząc w toksyczne związki...

Echo ciężkich lat w rodzinie dysfunkcyjnej, do teraz potrafi odbijać się czkawką. Wchodząc w macierzyństwo nie miałyśmy świadomości tego, jak trudną walkę będziemy toczyć. To walka dobra ze złem, walka między młotem a kowadłem, walka w dokonywaniu wyborów...


Sytuacja uległa fenomenalnej zmianie. To ja pierwsza zostałam Matką i "weszłam" w buty starszej siostry. To ja przetarłam szlaki w wewnętrznej matczynej bitwie... Dlatego teraz potrafimy rozumieć się bez słów! Ohhh jakie my teraz jesteśmy wyrozumiałe, empatyczne, wspierające siebie nawzajem! 

Ile czasu czekałyśmy na taką relacje? Całe moje życie! Całe moje 29 lat i 38 Jej! Gdzie jest haczyk? W naszym dzieciństwie...

Będąc w rodzinie dysfunkcyjnej nie dano nam dobrych wzorców. Nigdy nie miałyśmy zapewnionego poczucia bezpieczeństwa. Gdy miotałyśmy się będąc dziećmi, ze swoimi emocjami - nikt nam ich nie tłumaczył. Jakie komunikaty do nas docierały najczęściej? 

"nie rycz", "cicho bądź", "nie odzywaj się", "nie drzyj się", "przestań", "nie wolno", " weź uspokój się", "nie wiem", "nie mam pojęcia", "daj mi spokój", "nie mam czasu", "jestem zajęta/zajęty" itd...

Nie mając wsparcia ani wyrozumiałości chcąc nie chcąc, jako dzieci musiałyśmy radzić sobie same... Strasznie się ze sobą darłyśmy. Bo jak znieść sytuację w chorym domu? Nie da się a jakoś żyć trzeba. Nadmiar obowiązków jakie na nas spoczywały, były zbyt ogromnym ciężarem jak dla dzieci. Bardzo szybko stałyśmy się dorosłe, tracąc dziecięcą beztroskę. Nie pozwalano nam na wyrażanie emocji. Nie dawano nam prawa wyboru... Nie przygotowano nas do dorosłego życia i radzenia sobie w różnych sytuacjach. Nikt nie rozmawiał z nami o naszych uczuciach, więc ich nie rozumiałyśmy. W takich okolicznościach bez poczucia bezpieczeństwa, bez akceptacji otoczenia miałyśmy niską samoocenę i poczucie własnej wartości... Każda cierpiała na swój sposób w osamotnieniu. 

Jak to wpływa na bycie Rodzicem w Dorosłym Życiu?

Gdy rodzic znajduje się w nieoczekiwanej sytuacji - nie ma pojęcia jak reagować. W związku z tym, że jako Dzieci nie rozumiałyśmy naszych uczuć, to trudno nam zrozumieć uczucia naszych dzieci. Dzięki przebytej terapii, gdzie poznałyśmy wszystkie rodzaje uczuć jesteśmy w stanie zrozumieć nasze dzieci i im pomóc! Pozwalamy naszym dzieciom na emocje, na to by krzyczały, denerwowały się czy płakały a potem z nimi o tym rozmawiamy! 
Niestety nie zawsze to się udaje. Bywa, że komunikaty z naszego dzieciństwa od dorosłych "przenosimy" na nasze dzieci. Tak jak ktoś nam mówił: "nie rycz" to my pod wpływem emocji mówimy tak samo. 
W związku z trudnym dzieciństwem staramy się chronić nasze dzieci... Czasem hamując ich rozwój poprzez ograniczanie samodzielności. Nosimy w sobie strach i boimy się o bezpieczeństwo naszych dzieci. Ta cecha jest potrzebna ale w przypadku rodziców DDA bywa przegięciem. 
Tak jak nasi rodzice byli bezsilni jako małżeństwo, tak samo tą bezsilność przekazali jako rodzice. Dlatego my jako Matki DDA również przeżywamy bezradność i bezsilność wobec naszych dzieci. Bywa, że przenosimy nieświadomie schematyczne zachowania naszych rodziców... Tak się dzieje wtedy, gdy jesteśmy pod wpływem emocji. Nie rozumiejąc nagłego zachowania naszego dziecka, potrafimy powtarzać durne teksty zasłyszane w dzieciństwie tylko i wyłącznie dlatego, że nie znasz innego sposobu postępowania. 
Będąc po terapii DDA nasza świadomość jest dużo jaśniejsza. Więc jeśli mamy problematyczne sytuacje to szukamy rozwiązań. Tylko, że wtedy wszelkie naukowe porady wprowadzają nas w chaos, zamęt i zagubienie. Wpadamy w pułapkę: "JA MUSZĘ!" 
Wiesz co musisz?
Jeść, pić, oddychać, sikać i srać -> that's all.
Resztę robisz tylko i wyłącznie dlatego, że chcesz!
Dziecko też masz dlatego, że chciałaś/chciałeś. 
Nawet jeśli była to wpadka -> idąc do łóżka z partnerem płci przeciwnej, idzie się z chęci! A z tej chęci biorą się dzieci! Nie z przypadku czy przymusu!!!

Z poczucia "PRZYMUSU" pojawia się ROZDARCIE... 
Między Dzieckiem a wolnością,
Między Dzieckiem a porządkiem w domu,
Między Dzieckiem a obowiązkami...

Odzywa się głos wewnętrznego krytyka... i zaczyna się pierdolona walka, która niszczy człowieka od środka.

Pamiętaj!
Dziecko jest Twoją kopią! W swoim Dziecku możesz przeglądać się jak w lustrze. Nie zawsze zdajesz sobie sprawę z tego jak jesteście do siebie podobni... Tylko, że Ty nie pamiętasz siebie z tego okresu życia, nie pamiętasz swoich uczuć... bo ich nie znałeś. Więc dlatego teraz trudno Ci zrozumieć Twoje dziecko.  
W macierzyństwie cholernie ważny jest dystans. Gdy gubię dystans, przestaję panować nad swoimi uczuciami i emocjami... do których przecież mam prawo i do których prawo ma moje Dziecko.

Czy pamiętasz oczekiwania swojego otoczenia wobec Ciebie w dzieciństwie? Czy pamiętasz presję, pod jaką stawiali Ciebie Twoi dysfunkcyjni rodzice? Te oczekiwania i presję także przenosisz na swoje dziecko...

Raz w roku przyjeżdżam na wakacje do mojej Siostry. Każdy wspólny pobyt to szkoła życia dla nas - Matek i Sióstr DDA. Dziś będąc w drodze powrotnej do domu w PKS-ie robiłam notatki w kalendarzu z naszego pobytu. Miałyśmy hardcore... i burzę mózgów. Powyższe wnioski i podsumowanie to efekt naszej współpracy. A ta przebiegła rewelacyjnie! Mimo rywalizacji naszych dzieci, nerwów w nowej sytuacji zdałyśmy egzamin celująco. Byłyśmy wobec siebie i naszych dzieci niezwykle sprawiedliwe, wyrozumiałe, empatyczne i wspierające. Pozwalałyśmy sobie na wybuchy emocji w tym płacz po to by za chwilę boki zrywać ze śmiechu. Dokonałyśmy najważniejszego odkrycia: nasze dzieci są do siebie bardzo podobne! A my jako Matki zachowujemy się identycznie w tych samych sytuacjach...


Po powrocie do domu moje Dziecko jest bardzo szczęśliwe i usatysfakcjonowane wakacjami u Cioci... Mój siostrzeniec także. Jakie mamy plany na przyszłość? Współpracować ze sobą dalej i dostosować się do zakresu wytrzymałości naszych dzieci... i dozować im wspólne przebywanie :) Pragniemy dalszych zmian w naszych matczynych rolach. Jesteśmy wobec siebie również surowe i szczere a co najważniejsze: otwarte na współpracę i zmiany.


 

3 komentarze:

  1. Super :D :*
    KBW

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś dla mnie inspiracją.
    Pozdrawiam serdecznie
    Łucja

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu!pozdrawiam cieplutko życzę wszystkiego , co dla Was dobre,ja niestety nie mam siostry i z problemem zostałam sama, ale dałam radę.Lenkę całuję po babcinemu a Was przytulam po matczynemu!Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń