wtorek, 26 lipca 2016

Potas czyli od lekarza do lekarza

Życie z chorobą jest ciężkie.
Zwłaszcza gdy chodzę od lekarza do lekarza i okazuje się, że są nieskuteczni.
Na czym polega nieskuteczność?
Brak badań i nabijanie biznesu farmaceutycznego.



Właśnie kuruję się z wirusa. Przy okazji dowiedziałam się bardzo ciekawej i zaskakującej informacji! Ale najpierw cofnijmy się wstecz...

Jest rok 2006, mam 19 lat i jestem w klasie maturalnej. 3 dni po studniówce mam operację tarczycy gdzie wraz z guzami, nowotworem usuwają mi 3/4 gruczołu. Po operacji bardzo długo dochodzę do siebie. Moja matura i ukończenie szkoły wisi na włosku. Nie radzę sobie ze swoim stanem, jest fatalnie... Zaczynam mieć przewlekły stan podgorączkowy i tragiczne spadki ciśnienia... Nawet do 60/30 ! Do tego problemy z oddychaniem, arytmia serca... 
 
Czy dowiedziałam się wtedy gdzie leży przyczyna? A skąd! Lekarze rozkładali ręce, nie zlecali badań... A ja się potwornie męczyłam.

Jest rok 2016, mam 29 lat. Jestem po kolejnym zabiegu chirurgicznym i marnie się czuję. Moje ciśnienie znowu jest niskie 90/50. Pewnego dnia dostaję gorączki, bóle brzucha. Gdy wstaje z łóżka robi mi się słabo i prawie mdleje. Mąż zanosi mnie do łóżka. Mierzę ciśnienie: 80/40! Co jest kurwa grane?
Następnego dnia idę do lekarki rodzinnej i mówię o wszystkim. I co słyszę?
"Ma Pani wirusa i spadł potas."

Potas! Kurwa potas spadł! A gdy spada potas pojawiają się zaburzenia rytmu serca! Kurwa mać! 

Po 10 latach dowiaduje się, że stężenie potasu w organizmie może tak spaść, że spada też ciśnienie i pojawiają się problemy z sercem. Ja pierdole!

Oczywiści jutro lecę na badania. Dodatkowo sprawdzę żelazo, crp i witaminę K. 

Ręce opadają do ziemi w takich sytuacjach. 10 lat temu kazano mi kupić ciśnieniomierz i robić pomiary a do tego dostałam jakieś tabletki na podwyższenie ciśnienia. Jednak żaden z lekarzy u których wtedy byłam nie pisnął słowa o potasie czy generalnej morfologii. Kardiolog też miał mnie w dupie, bo za młoda byłam na choroby serca.

Kilka lat temu będąc w poprzedniej poradni rodzinnej poszłam do swojej ówczesnej lekarki. Mówię do niej, że boli mnie odcinek lędźwiowy kręgosłupa. I co? Z gabinetu wychodzę z receptą na jakieś smarowidło do pleców... nic poza tym.

Za jakiś czas zmieniam przychodnię. Idę na pierwszą wizytę i mówię o kręgosłupie. Z gabinetu wychodzę ze skierowaniem na rtg. Z wynikiem wracam do gabinetu, lekarka odpala płytę na komputerze i pokazuje palcem gdzie jest problem! Po czym wypisuje skierowanie na rehabilitację... Żadnych smarowideł i leków.

Moi "ulubieńcy" jeśli chodzi o specjalistów do ginekolodzy. Tych odwiedziłam niezliczoną ilość. Każdy wciskał mi tabletki antykoncepcyjne, które miały "leczyć". Jakiś czas temu wciskano mi visanne. Nawet recepty nie wzięłam. Największy hit: w styczniu lekarz robi mi usg i stwierdza, że nic mi nie jest. Za miesiąc jestem u innego i po badaniu usg mówi, że potrzebna laparoskopia. Na usg widział m.in. 3 torbiele, których wcześniejszy lekarz nie widział. Kurwa.

Jestem u neurologa. Mówię kobiecie, że moje dziecko wpada w dzikie histerie i wali głową we wszystko dookoła. A ona co? Bierze młotem, puka, stuka i mówi: "wszystko w porządku taka jej uroda". Za kilka miesięcy trafiam do terapeutki SI, dowiaduje się że moje Dziecko ma zaburzenia integracji sensorycznej... kurwa.

Ale potas bije wszystko na głowę!

Teraz co i rusz odkrywam "nowości" związane ze zdrowiem. Ostatnio wyczytałam, że przy endometriozie bardzo ważny jest selen w organizmie i powinno się sprawdzić jego poziom, dalej jest witamina D3, wapno... i wiele innych z których kompletnie nie zdajemy sobie sprawy. A lekarze? No cóż... po co zlecać badania i leczyć chorych? Lepiej wciskać leki od przedstawicieli farmaceutycznych, by zagłuszać przyczyny. Tylko skutek się liczy... I biznes.

Dziś byłam w aptece i prosiłam o leki bez laktozy, mleka i glutenu. Okazało się, że to nie takie proste i Pan musiał się naszukać by znaleźć to co trzeba. Ale dał radę!


Ostatnio też nabyłam suplementy diety z ajurwedy czyli medycyny indyjskiej...


Triphala - głównie jelita w tym usuwanie toksyn z organizmu.
Ashwagandha - nerwy.
Moringa Oleifera - wzmocnienie organizmu.

Nie upadłam na głowę na tyle, żeby całkiem "obrazić" się na lekarzy. Ale oprócz mojej lekarki rodzinnej odwiedzam też lekarzy medycyny wschodniej i naturalnej. Wychodzę z założenia, że prawda leży po środku i warto sprawdzać różne źródła :)

9 komentarzy:

  1. Nie od dzisiaj wiadomo, że równowaga m.in. witamin w organizmie to ppdstawa. Przy czym przy różnych chorobach i dla każdego człowieka ta równowaga wygląda nieco inaczej. Tylko lekarze jakoś zapominają nam o takich faktach mówić. No bo po co powiedzieć, że wystarczy pić wodę z cytryną, skoro można przepisać tabletki...
    Ja na przykład pół roku nie potrafiłam wyleczyć ran na ustach. Pół roku męczyłam się przy mowieniu, jedzeniu, piciu i wszystkim. Dopiero endokrynolog poradził mi witaminy B i D i po tygodniu usta miałam wyłączone. No ręce i cycki opadają.
    A o ginekologach nie będę się rozwodzić bo mi miejsca braknie 😠

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja doświadczam innego zjawiska. Każdy specjAlista zajmuje się tylko swoją działką i nie ma mowy o szerszej diagnostyce.a przecież w organizmie wszystko się łączy. Tarczyca z sercem. Nerki z ciśnieniem itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej wiem na temat zdrowia i chorób tym bardziej zastanawiam się nad tym po co są lekarze? Jedyna sensowna odpowiedź jaka mi się nasuwa, to po to by nabijać biznes farmaceutyczny. Bo już na pewno nie po to by leczyć pacjentów. Po co lekarzom zdrowy pacjent?

      Usuń
  3. Trzy lata temu poroniłam po raz pierwszy. Lekarz po zbadaniu powiedział na odchodne:" Następnym razem prosze przyjść z porządna ciążą". Zmieniłam lekarza i znaleźliśmy w ciągu 2 miesięcy przyczynę, której wyleczenie zajęło 10 dni. Bez tego mogłabym się starać przez 10 lat z zerowym efektem. Z następnego cyklu mamy cudowną córkę:-) zeszłym miesiącu będąc we wczesnej ciąży zaczęłam krwawić. Odrazu pojechałam do szpitala. Niestety była 1.30 w nocy. Pan doktor ( zresztą ordynator) wychodząc zaspany z pokoju spytał czy zdaje sobie sprawę, że on ma pacjentki pod opieką a na badania nie musze przychodzić o takiej godzinie. Dodam że rok wcześniej jak leżałam u niego na oddziale zbadał mnie raz na 5 dni pobytu a w wpisie miałam lek, który w ogóle nie został mi podany. Trzeba szukać lekarzy z powołania. I tylko takich Ci życzę:-) jeszcze damy naszym dzieciom rodzeństwo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mozesz zdradzic co było przyczyna?

      Usuń
    2. U mnie chlamydia. Mąż jest moim piereszym partnerem więc chyba ma basenie nabawiłam tego dziadostwa. Warto zrobić badania w jej kierunku dokładając ureaplasme i mycoplasme. Odrazu lekarka zleciła mi też tarczyce z tym że komplet ( tsh, ft3 i 4 oraz oba anty). Poronienie załatwił mi tarczyce ale to podobno dzieje się czesto. Tsh mimo że w normie jest do koło 4 to dla chcących dzidziusia max 1.5. Poprzedni lekarz nawet na to nie zwrócił uwagi.
      Życzę powodzenia :-)

      Usuń
  4. Ja pracuje w szpitalu I prosze uwierzyc, ze zdazyly sie przypadki, ze leczono chorego na nowotwor, ktory go wcale nie mial.
    Nie ufam do konca lekarzom I jestem przewrazliwiona na wszystko.
    Ashwagandhe polecam - pije herbate. Dziala cudownie na moje zniszczone nerwy.
    A potas kazali brac tesciowej - po zawale .
    Cisnienie bardzo niskie, uwazaj na siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. a jak jak sie meczyłam z hormonami ciagle sie smiałam (taki smiech przez łzy w sumie) ze na tamtym swiecie dowiem sie ze lek był w zasiegu reki i to banalny:-P

    OdpowiedzUsuń