niedziela, 31 lipca 2016

Przewlekła ciągłość czyli co Cię uwiera?

Istnieją takie pytania, na które jest jedna odpowiedź: 
"od zawsze"
Trudno określić, gdzie jest początek.
Jasne jest to, że owa przypadłość, ciągnie się od dawna, odkąd pamiętam.




Nie lubię wracać do przeszłości, dlatego mam tak niewiele wspomnień. Zwyczajnie, nie pamiętam większości sytuacji. Czasami pod wpływem emocji, pewne wspomnienia wracają. Nie jestem w stanie ciągle analizować przeszłości. Wystarczy mi teraźniejszość, która dziś jest zupełnie inna od wczoraj. Nie nadążam.


Ostatnia przewlekła ciągłość, to mój stan zdrowia. Mam nieodparte wrażenie, że biorę udział w jakiejś cholernie trudnej bitwie. Jestem bardzo zmęczona. I jak nie zmęczona, to zdycham. Jeśli czuję się lepiej, rzucam się w wir pracy i chcę nadrobić zaległości... a potem znowu zdycham, z wyczerpania. 

Nie mam czasu ciągle roztkliwiać się nad sobą i tym co za mną. W pewnym sensie niewiele się zmienia, bo: ciągle jestem chora. A z drugiej strony: zmienia się wszystko. A to, że:
ciągle coś mi jest,
ciągle coś boli,
ciągle jestem w stresie,
ciągle się ciskam,
ciągle krzyczę,
ciągle mi się nie chce,
ciągle coś muszę,
ciągle nie mam chwili spokoju... itp, itd.

Poza tym jest życie. Jest codzienność z 5-latką pod jednym dachem. Jest nadmiar obowiązków, z którymi nie wyrabiam. Poza tym wszystkim jest wszystko to, o czym wie każdy ale nie widzi sensu w rozmowie. Z jednej strony obawiam się przyszłości, a z drugiej planuję, stawiam cele, dążę do realizacji...


Tylko, że u mnie cyklicznie, regularnie przychodzą dni, w których nic nie mogę. I to w tym wszystkim jest najtrudniejsze. I to też jest przewlekła ciągłość.

Przewlekła ciągłość to nie jest rutyna. W tym procesie mamy dostęp do różnego rodzaju "kwiatków", czyli tego, co pogrąża nas w przewlekłej ciągłości. Bo poza tym jest przecież życie. I od tego, że kończy się proszek do prania, przez gotowanie w garach, po trzeszczące Dziecko. Zdarzają się też "kwiaty ekstra": np. nie możność znalezienia pracy, jej utrata... czy co raz to kolejni chorzy w śród najbliższym otoczeniu... i inne tragedie w ten deseń.

Przewlekła ciągłość to dyskomfort niczym drzazga w dupie. Odczuwamy jej istnienie przy każdej próbie zejścia do pozycji siedzącej i leżącej. Natomiast zapominamy zupełnie, za każdym razem gdy wracamy do pozycji pionowej. W pozycji leżącej często dołącza u niektórych użalanie nad sobą.

Warto zastanowić się nad tą drzazgą.

Skąd ona jest? Dlaczego? W jakim celu?

Przewlekła ciągłość to też:
przewlekły ból głowy i wszystkiego innego w naszym organizmie,
przewlekłe zmęczenie,
przewlekła nerwowość i inny wkurw czy ciśnienie,
przewlekłe bezrobocie,
przewlekła bezsenność,
przewlekłe poczucie bez sensu i nieszczęścia,
przewlekły strach i lęk o wszystko...
I co tam jeszcze Was może uwierać. Pod postem zapraszam do wyznania swojej chociaż jednej - przewlekłej ciągłości.

Odkręcenie przewlekłej ciągłości może okazać się zadaniem żmudnym i dość rozłożonym w czasie. Niektórzy twierdzą, że odkręcenie pewnych procesów może trwać tyle ile ich nakręcanie... czyli baaardzo długo. To nie znaczy wcale, że tak musi być. Jeśli odważymy się skorzystać z fachowej pomocy, istnieje szansa, że wygrzebiemy drzazgę z dupy znacznie szybciej.

BTW u nas aktualnie na tapecie są pasożyty. Przeprowadzamy akcję pod kryptonimem: "żegnamy robaczki". Mamy ziołowy preparat, dietę... A już myślałam, że mogę zacząć żyć spokojnie.
 

1 komentarz:

  1. U mnie drzazgą siedzi niejedzenie przy dużych problemach. Jak mam doła albo nawarstwione kłopoty potrafię zjeść tylko jeden kiepski posiłek i wypić jedną małą kawe przez cały dzień. Do tego nie jestem wstanie nawet gotować a to już odbija się na rodzinie. Nie czuję głodu ale odrazu zaczynam też być nerwowa, rozdrażniona i "gryze". Walcze z tym ale to jak z wiatrakami.

    OdpowiedzUsuń