piątek, 5 sierpnia 2016

Jej dramat

Do dupy są te wakacje.
Autentycznie nie mogę robić kompletnie nic z tego co bym chciała.
Jestem wściekła, rozżalona i sfrustrowana.



Dobiega końca 3-dniowy maraton w bólach. Było lepiej niż poprzednim razem ale i tak chujowo. W końcu mam siniaka na dupie o wyglądzie galaktyki - po zastrzyku, który dał ulgę. Mimo to koszmar mnie nie ominął. Mój mąż ze mną nie wyrabia, moje Dziecko na mnie krzyczy i w emocjach mówi, że jestem głupia... I tak na prawdę to ją rozumiem. Bo zamiast cieszyć się wakacjami z Matką, to widzi non stop matkę w pozycji horyzontalnej ze skrzywionym grymasem na gębie.

Wszyscy mamy dość mojego stanu. Wszyscy nie wyrabiamy. W domu jest pierdolnik i w chuj zaległej roboty. Ale ja nic nie mogę kurwa. Bo jak boli, to jedyne co mogę to leżeć i cudem zwlekać się do kibla. 

Moja bania mi też wysiada. Dziś jestem na podwójnej valerianie, bo od 4:30 "rozmawiałam" z mężem. 

Mam chęć rzucić to wszystko i uchlać się w rowie. Mam dość ciągłego pilnowania się z dietą, bo moje cykle nie zmieniają się a ból ubywa bardzo powoli. Terapia jakiej się podjęłam dopiero jest początkiem. Więc efekty chociaż widoczne, to wciąż nie spektakularne.

Wczoraj miałam apogeum. Moje Dziecko się pyta: "Mama a cemu ty jesteś znowu chola?" "Mama a jus cujes się lepiej?" "Mamusiu boli bziusiek?"

Kurwa jaki pożytek ze mnie ma moje Dziecko? 

Żaden, bo doskonale pamiętam moją Matkę przykutą do łóżka, która jak wstawała to wyglądała jak własny cień... Pamiętam strach o to, że ją stracę... I wiem co przeżywa moje Dziecko! Przechodzi dokładnie przez to samo a ja nie jestem w stanie jej przed tym uchronić. I to w tej całej pierdolonej chorobie jest najgorsze. To, że cierpią moi bliscy i nie radzą sobie z moim przewlekłym, niekończącym się cierpieniem. 

W tym momencie mogę przyznać, że nie radzę sobie z tym, że tak jest. Nie jestem dzielna i nie potrafię znosić choroby w pokorze. Moje Dziecko nie zasługuje na taką Matkę ani na tak trudne doświadczenia w dzieciństwie...

Nie mamy wyjść na plac zabaw, ani jazdy na rowerze. Nawet na spacery nie wychodzimy co to za lato kurwa? To mają być wakacje? Chujnia z grzybnią.

Dlatego mamy spięcia i napięcia. Dlatego są wybuchy emocji, krzyki, bunt i złość. To bezsilność... bo chciałoby się robić, chodzić, jeździć... a nie można. To jest dramat małego Dziecka i tego nie powinno być...
I chociaż najchętniej skończyłabym z tym wszystkim, to nie chcę dokładać mojemu Dziecku większego dramatu. Chcę normalności przede wszystkim dla Niej...

Zdjęcie: HiddlyndFrills


9 komentarzy:

  1. Życzę dużo siły i mimo przeciwności nie daj się bólowi. Nie daj mu wygrać. Trzymam kciuki za terapię.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jestem ździebko zła na Ciebie, bo jak to mam w zwyczaju, myślę sobie o kobietach z nowotworami, stojącymi nad grobem, w trakcie chemii, z nawrotami i co? Co one mają powiedzieć o sobie? Że są chujowymi matkami? Ty nie umrzesz na to co masz, nie wmówisz mi, że boli Cię non-stop, Bo jak okres mija to jest lepiej, zamiast skupiać się ciągle na tym, żeby nie bolało, zacznij sobie zapisywać dni kiedy nic nie boli, bo są takie. Kiedyś na oddziale ginekologicznym pielęgniarka powiedziała dziewczynie mającej już skurcze przedporodowe, żeby skupiała się na rozkurczach, bo jak będzie myśleć tylko o skurczach, to będzie miała wrażenie, że są cały czas. Ja wiem, że Cię boli strasznie, wiem też i znam Cię na tyle, że Ty nie tolerujesz żadnych niedogodności w swoim życiu - po prostu tak masz. I wierzę w terapię, której się podjęłaś, wierzę, że znajdziesz coś, co Ci pomoże, bo jesteś upierdliwa i zawzięta, a jeśli nie, to wytniesz sobie macicę za 2 lata i nie będzie bolało na pewno!
    KBW

    OdpowiedzUsuń
  3. Do usług, możesz na mnnie zawsze liczyć :D
    KBW

    OdpowiedzUsuń
  4. Nadal upieram się aby poszukać ratunku w modlitwie i nie przeklinac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, trochę pokory nie zaszkodzi

      Usuń
    2. Po 1 - jestem wierząca i modlę się. Wiara pomaga mi jakikolwiek znosić chorobę a mimo to nie odnajduje w niej sensu miłosierdzia.
      Pokory? Wiesz co pokora nie działa przeciwbólowo...

      Usuń
    3. Sensu miłosierdzia? Nie rozumiem. Komentarz o pokorze nie jest mój, ale rozumiem co znaczy zmagać się z bólem bo bywa, że czuję go codziennie przy każdym ruchu. Potrafię z tym żyć, ale z każdym rokiem coraz gorzej. problem w tym ze wyciecie czegokolwiek niczego nie zmieni w moim przypadku. Modle sie aby nie bylo gorzej i abym miala sile wychowac moje dzieci. Pozdrawiam. Wiem, ze to kiepskie pocieszenie ale sa ludzie ktorzy cierpia bardziej. Życzę nadziei.

      Usuń
  5. Tak sensu miłosierdzia. Ostatnim razem gdy byłam w kościele na mszy, słuchałam o tym, że powinnam odnaleźć sens miłosierdzia w moim cierpieniu.

    Myślę, że nie da się słowami opisać każdego cierpienia i porównywania go do innych. To są kwestie bardzo delikatne i indywidualne. Mnie codzienne cierpienie wykańcza fizycznie i psychicznie, co pogłębia się z dnia na dzień.

    OdpowiedzUsuń