wtorek, 30 sierpnia 2016

Tajemnica dobrego nastroju

Od kilku tygodni wracam do normy.
Dostałam zjebę od góry do dołu.
Za całokształt.
I zostałam "przymuszona" do zmiany swojego nastawienia.
Agresja i autoagresja




Po tym jak w ostatnim czasie wszystko wraca do normy, postanowiłam spasować. Wróciłam do leków na nerwicę siłą własnej woli i wbrew samej sobie. Bo przecież powinnam być samowystarczalna. Aha...

Co to znaczy być samowystarczalnym? Radzić sobie ze wszystkim. A co to znaczy "radzić sobie"? 

Straciłam panowanie nad własnym zdrowiem. Nie wiem co i skąd, dlaczego mnie boli a boli niemal cały czas z różnym natężeniem i w różnej skali. Dlaczego boli? Bo przez wiele lat byłam samowystarczalna. I teraz gdy paradoksalnie mam święty spokój mój organizm wyrzuca z siebie wszystko. Lata w stresie, funkcjonowanie na wyczerpanych resorach właśnie teraz daje o sobie znać. 

Nerwica lękowa i zespół stresu pourazowego - to cała moja przeszłość, DDA i ADHD. Teraz w okresie stabilizacji panicznie boję się... wszystkiego i niczego. Nie mam czego się bać a boje się. To echo przeszłości wciąż daje o sobie znać. Mimo, że nie ma powodów to strach wciąż we mnie jest. Wyimaginowany. 

Jeśli strach przejmuje kontrolę nad życiem to nie jest dobrze. Ciągłe niezadowolenie, poczucie niedosytu, brak radości z tego co się ma... To wcale nie musi być depresja. Dzisiaj dość łatwo podpina się łatkę depresji pod nerwicę. U mnie to jest zamknięte koło: choruję bo był stres, stres pojawia się gdy źle się czuję i tak w kółko. 

Lipiec i początek sierpnia to był bardzo trudny okres dla nas wszystkich. Ja leżałam niemal bez przerwy i byłam autentycznie do niczego. W końcu dostałam porządny opierdol od bliskiej mi osoby i z powrotem sięgnęłam po leki na nerwicę. I wreszcie wszystko wraca do normy. Odzyskałam spokój i panowanie nad sobą. Trudno, najwyżej będę żreć leki do końca swoich dni. Nie będę ze sobą walczyć, że "muszę" być wciąż samowystarczalna. Samowystarczalność właśnie odbija mi się czkawką.


Tajemnica dobrego nastroju jest prosta: serotonina. Poza tym niedoczynność tarczycy, która także napędzała strach, podły nastrój i chujowatość. Od tygodnia biorę euthyrox i znów wracają siły, chęci a strach odchodzi w pizdu. 

3 lekarzy, mówiło mi że mam tsh w normie. Mówiłam, że nie mam sił do życia. Ale przecież była "norma". 4 lekarz powiedział mi, że mam normę do przetrwania poza tym nie.
Mój organizm jest wyczerpany, domaga się odpoczynku i zadbania o siebie. Każdy objaw to sygnał a ten bije na alarm cały czas. Dlatego skupiam się na naturalnym leczeniu. Akupunktura, masaże, pijawki, obserwacja cyklu - to nic innego jak wspomaganie pracy organizmu i wyciąganie wniosków z obserwacji. Mój organizm po latach faszerowania ma dość leków, znieczulania alkoholem i śmieciowego jedzenia. 

Całe życie dążyłam do stabilizacji i spokoju a gdy to osiągnęłam okazało się, że nie potrafię funkcjonować w tak obcym mi otoczeniu. Nauczona doświadczeniem walczyć o przetrwanie, wciąż walczę chociaż nie mam z czym i z kim. Choroby autoimmunologiczne to walka organizmu przeciwko samemu sobie. Tak właśnie funkcjonuje moja psychika - to ciągła walka, jeśli brakuje przeciwnika to walka odbywa się z samym sobą. Dlatego choruję. Czy jestem w stanie osiągnąć zdrowie i wygrać z chorobą? Nie wiem... Czasami wydaje mi się to możliwe a czasami czuje się na przegranej pozycji. Każda komórka mojego ciała pracuje w trybie walki. Jak przerwać ten proces?

Ostatnio ćwiczę przed lustrem. Patrzę w swoje odbicie i uśmiecham się do siebie. To tak na dobry początek.




2 komentarze:

  1. A nie pogorsza ci się od SSRI? W końcu obniżają dopaminę, co może jeszcze gorzej wpływać na symptomy ADHD i ogólną nerwowość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie SSRI pomaga i jestem spokojniejsza. Gorzej jest wtedy, gdy odstawiam SSRI i pojawia się ciężka sytuacja - wszystko wtedy się pogarsza. Tak było w lipcu.

    OdpowiedzUsuń